Menu główne

KĘPNO: Czy burmistrz Piotr Psikus zastraszał strażaków?

13-12-2017-kepno

Czy burmistrz Piotr Psikus szantażował miejscowych strażaków, domagając się od nich m.in. ,,głowy” skonfliktowanego z nim prezesa Błażejewskiego? Dowodem na to ma być upublicznione przez strażaków podczas zwołanej 9 bm. konferencji prasowej nagranie z ich spotkania w Ratuszu. – Kto pisze, ten musi wiedzieć, że są zawsze dwa końce kija – mieli usłyszeć. – I zacznę erotycznie: Panowie, koniec pier… się. I albo wyjdziemy stąd dogadani, albo was wysadzę na drzewo, po kolei każdego i całą jednostkę.

O zaogniającym się z miesiąca na miesiąc konflikcie między burmistrzem, który jeszcze niedawno był członkiem OSP w Kępnie, a strażakami pisaliśmy już kilkukrotnie. Poszło m.in. o to, że Piotr Psikus przygotował koncepcję, według której strażnica OSP miałaby zostać przeniesiona z ul. Kościuszki na Polną, gdzie samorząd zamierzał wybudować nową strażnicę. Strażacy nie chcą się jednak zgodzić na takie rozwiązanie.
– Jak sobie pan wyobraża dojechać na alarm na ulicę Polną? – pyta Jacek Rachel. – Albo musimy jechać od Obrońców Pokoju, żeby legalnie wjechać, albo tu. Na alarm! Albo musimy jechać pod prąd, ryzykując życiem. Jak pan tam sobie wyobraża naszą ,,Renatką’’ (takie imię ma mieć nowe auto) wyjechać? Ani dojechać na alarm, ani wyjechać do zdarzenia. Jest duży ruch, są korki, jak pan sobie wyobraża wyjechać tam alarmowo? Ta lokalizacja nie odpowiada potrzebom straży – podsumowuje.
Punktem zwrotnym okazał się jednak zakup nowego samochodu dla OSP Kępno, a ściślej zabiegi z tym związane. Auto kosztowało ok. 800 tysięcy zł, z czego połowa miała pochodzić z budżetu gminy, czy – jak woli podkreślać prezes jednostki Grzegorz Błażejewski – z płaconych przez kępnian podatków. I choć auto zaparkowało ostatecznie w miejscowej strażnicy, końca konfliktu jakoś nie widać, wręcz odwrotnie.

Stale nas zastraszają

Na zwołanej w minioną sobotę konferencji prasowej strażacy mówili o żalu, jaki mają do włodarza gminy. Że chce ich pozbawić dochodów z dzierżaw, że nie chce – tak jak inne gminy – partycypować w kosztach utrzymania jednostki (chodzi m.in. o rachunki za prąd w strażnicy i wodę, także tę do gaszenia pożarów), mimo że wynikać to miało z podpisanych wcześniej porozumień. I że trudno się doprosić choćby o uzupełnienie torby medycznej R1, co jest Urzędu obowiązkiem.
Tymczasem druhowie ciągle inwestują w strażnicę, na własny koszt doprowadzili gaz, utrzymują Izbę Pamięci, ostatnio z własnych środków zakupili i zainstalowali nową bramę, remontują budynek… Udostępniają też swoje pomieszczenia różnym organizacjom społecznym, np. harcerzom czy krwiodawcom, i robią to bezpłatnie. – Jakbyśmy my ich nie przygarnęli, to ci mali harcerze, gdzie oni by poszli, gdzie by się podziali – argumentują. Gmina domaga się jednak teraz od nich, aby podpisali przygotowaną przez Urząd, niekonsultowaną z nimi i niekorzystną z punktu widzenia jednostki umowę użyczenia.
– Stale nas zastraszają, stale tylko źle, źle, źle… – żalił się na konferencji prezes.
– My walczymy o swoje – tłumaczą strażacy. – A pan burmistrz do prasy mówi, jak on to kocha społeczeństwo, że on nam załatwił auto, a jak się idzie do niego na spotkanie (…) to mówi: Ja was wy… w kosmos, ja was g… zniszczę, bo ja mam władzę.

A może o coś innego chodzi?

Błażejewski nie ukrywał, że przez pierwsze 2-3 lata tej kadencji żadnych konfliktów między nimi nie było.
– A czy to nie ma czasem związku z tym, że macie panowie problemy z rozliczeniem się, bo państwa sprawozdania finansowe za ostatnie dwa lata trafiły do Izby Skarbowej? – spytała dziennikarka Radia Centrum.
– Byliśmy wezwani do prokuratury, gdzie złożyliśmy obszerne informacje. (…) Czekamy na decyzję – odparł prezes. Przyznał również, że kontrolę przeprowadziła w jednostce policja skarbowa. – Nie doczepili się do niczego – przekonywał. (…) – My się nie boimy, jak coś jest nie tak, proszę powiedzieć, my nie mataczymy pieniążkami.
Prezes Błażejewski poinformował również o spotkaniu z członkami zarządu, jakie miało miejsce 18 września w kępińskim ratuszu. – Posłuchajcie, co mówi pan burmistrz – zaproponował, po czym odtworzone zostało, trzeba przyznać, że szokujące nagranie.
– Jak my chodzimy do niego, to on ciągle nas obraża, ubliża, krzyczy na nas, zastrasza, mobbing, powoływanie się ciągle na wpływy… To co to jest? – żali się Jacek Rachel. Błażejewski dodaje, że całą dokumentację z tym związaną przekazał też oficjalnie poseł Andżelice Możdżanowskiej. – Nie będzie nas nikt zastraszał – podsumował.

Burmistrz oświadcza i przeprasza

– Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy trwała jeszcze konferencja, w Internecie ukazało się nagranie – oświadczenie Piotra Psikusa, w którym to włodarz gminy zwołaną przez strażaków konferencję traktuje jako próbę zdyskredytowania jego osoby. Psikus dowodzi, że dowiedział się o niej poufnie ,,od członków Ochotniczej Straży Pożarnej w Kępnie krytycznie oceniających działania obecnego Zarządu’’.
– Jest to pokłosie czynności, które jako Burmistrz Miasta i Gminy Kępno zmuszony byłem podjąć w związku ze stwierdzeniem nieprawidłowości mających miejsce w OSP w Kępnie – czytamy w przekazanym również naszej redakcji na piśmie oświadczeniu. – Ujrzały one światło dzienne na skutek przeprowadzonej między innymi kontroli sprawozdawczości sporządzonej przez tę jednostkę. Tym samym pragnę poinformować opinię publiczną, że w październiku bieżącego roku, skierowałem doniesienie do Organów Skarbowych oraz ministerstwa nadzorującego finanse jednostek pożytku publicznego, w związku z podejrzeniem działań wyczerpujących czyny karalne określone w Kodeksie Karnym – przyznaje burmistrz. – Chcę wyraźnie zaznaczyć, że nie uległem szantażom związanym z powyższą sprawą i nigdy nie posunę się do wykorzystania do walki politycznej działań mających na celu prowokację, potajemne nagrywanie rozmów i manipulowanie często emocjonalnymi wypowiedziami padającymi w wąskiej grupie uczestników sporu, które miały miejsce podczas negocjacji mających na celu osiągnięcie porozumienia dla dobra wszystkich mieszkańców Gminy Kępno – przekonuje. Przeprasza równocześnie za słowa, które ,,rzeczywiście paść nie powinny’’. – Tłumaczą mnie tu emocje – dodaje.

Padały mocniejsze słowa

W oświadczeniu Piotra Psikusa nie ma jednak zaprzeczenia faktu, że nagrane spotkanie było oficjalnym spotkaniem burmistrza miasta i gminy z członkami zarządu straży. Czyli nie była to prywatna rozmowa.
– Tych spotkań było kilka – mówią strażacy i może w ten sposób starają się wytłumaczyć, dlaczego w którymś momencie zdecydowali się na nagranie. – Wcześniej padały jeszcze mocniejsze słowa pod naszym adresem – przekonują.
Czy panowie się czuli zastraszani? – pytamy.
– A jak mogliśmy się czuć, kiedy słyszeliśmy, że zostaniemy zniszczeni, że będziemy chodzić od prokuratora do prokuratura – odpowiadają.

USŁYSZANE

Koniec pier…

– Kto pisze, ten musi wiedzieć, że są zawsze dwa końce kija. I zacznę erotycznie: Panowie, koniec pier… się. I albo wyjdziemy stąd dogadani, albo was wysadzę na drzewo, po kolei każdego i całą jednostkę.

Macie kontrolę za kontrolą

– Komendant wojewódzki nie ma dla was czasu i mieć nie będzie. (…) Wojewoda ma was gdzieś. Napisaliście pisma i powinniście wiedzieć jedno, że macie kontrolę za kontrolą w tej chwili. Nie z Urzędu, nikt z Urzędu do prokuratury nie złożył doniesienia. Nikt. Możecie myśleć co chcecie, mnie to gówno obchodzi, ale jedno jest pewne, nikt na was nic nie napisał z Urzędu. (…)

Prezes musi odejść

– Ja oczekuję jednego. Oczekuję podpisania umowy użyczenia. Dzisiaj na biurko umowa użyczenia, każde pismo do mnie, podpisane przez waszą trójkę, z Błażejewskim włącznie, do końca roku wymiana prezesa, w waszym interesie jest to. Może nie w waszym, w interesie jednostki, jeśli ma być dalej w Krajowym Systemie. Oni wiedzą więcej, niż ja wiem, niż wy wiecie. Gdzie pracuje, co robi, czy płaci podatki, wszystko… Ruszył lawinę i musi tego ponieść konsekwencje. Nikt mu nie pomoże. Zostanie zawołany raz i drugi raz każdy z was do prokuratora i będziecie inaczej mówić.

Takie są moje warunki gry

Jedna uwaga na koniec. Bo umowa użyczenia (musi być) dostarczona jak najszybciej, bo to jest warunek dalszych rozmów i samochód będzie. Ja stanę na głowie i mam to obiecane, ale muszę mieć umowę użyczenia. Oni w Poznaniu chcą wiedzieć, że mam partnera po drugiej stronie. Wspólne spotkanie przed kamerami. ,,Myliłem się, mówiłem złe rzeczy o burmistrzu…” Temat dla mnie zamknięty. (…) Takie zdania muszą paść. Najpierw umowa użyczenia, ruszamy samochód, takie zdania na wspólnej konferencji z Błażejewskim. A wasza rola, bo by to ode mnie usłyszał, że do końca roku ma złożyć rezygnację, jeżeli mu jednostka leży na sercu. (…) Takie są moje warunki gry.

Mnie to ganc egal

– Jak to sobie rozegracie, mnie to ganc egal obchodzi. To jest wasza decyzja. Błażejewski nie ma…, nie jest dobrze odbierany…, nie chcę z nim rozmawiać mówiąc kolokwialnie. Mają go w d… wszyscy i go będą mieć.

Ta jednostka będzie roz…

– Samochód będzie, ja mam dobry kontakt z komendantem wojewódzkim, nikomu o tym nie mówiłem, wiecie o tym po raz pierwszy i tylko wy, i nic wam nie pomoże żadne pisanie gdziekolwiek więcej. Jeżeli chcecie, proszę bardzo, ale na własną odpowiedzialność, na własne ryzyko. Ta jednostka będzie roz…, mówię otwartym tekstem, nie będzie was. (…) I nie macie wcale zwolenników w tych, o których myślicie, że macie w nich zwolenników, żebyście dobrze o tym wiedzieli. Do kogo żeście się zwracali, ja wiem i wy też wiecie… Nie macie w nich zwolenników, opuścili was, zostawili.

Cicho sza

– O naszym spotkaniu w Urzędzie tylko wie sekretarka i ci, co was widzieli wchodząc do góry do mnie. Nikt więcej. I jak podpiszecie w trójkę umowę użyczenia, podpisuję ja ją jutro, czy jeszcze dzisiaj (…), jutro o 8.15 rano dziennikarzy wołamy i mówimy to, co mówmy.

Słuchaj, wisi

– My mamy te 400 tysięcy, bo się z komendantem znam krótko mówiąc, jak chcecie otwartym tekstem, i to bardzo dobrze, i to od wielu lat. (…) Musimy go przygotować, żeby przed moim wyjazdem na urlop ten przetarg już wisiał. … Bo obiecałem, że jeszcze przed wyjazdem, zadzwonię do wojewódzkiego i mu powiem: Słuchaj, wisi.

Niech jeszcze podpisze

– Niech Błażejewski jeszcze ten samochód podpisze, przetarg jak prezes, wszystko, ale do końca roku macie czas na jego wymianę. On ma jeszcze być przy tym samochodzie, żeby się czuł dowartościowany (…), ale do końca roku musi przestać być prezesem. Niech będzie sobie członkiem zarządu, ale niech nie będzie prezesem. Ale to muszą być wybory takie, których nikt nie podważy, że nie będą to jakieś ,,słupy’’ ściągnięte, jakieś składki nagle opłacone, bo to gołym okiem by było widać. (…) Wy już wiecie panowie, o co gracie. Gracie albo o samochód, albo o Błażejewskiego i trwanie…

JUR