Menu główne

KĘPNO: Potraktował nas jak szmaciarzy

Prezes Piotr Psikus, za zgodą przedstawicieli jednostek OSP z terenu całej gminy, wyprosił reprezentantów OSP Kępno z odbywającego się w Urzędzie posiedzenia zarządu miejsko-gminnego, mimo że wcześniej zostali oni na to zebranie zaproszeni.
– Nie mogłem być na tym posiedzeniu, więc poszedł naczelnik Samulski – mówi prezes Grzegorz Błażejewski. Zresztą Samulski uczestniczył już wcześniej w większości tego typu posiedzeń. – Nawet gdyby poszedł zwykły strażak, pan burmistrz jako prezes miejsko-gminny nie ma prawa wyprosić żadnego strażaka z zebrania – podkreśla Błażejewski. – Dziwę się tylko tym przedstawicielom innych jednostek, że za nim poszli. (…) To jest skandal, żeby strażaka wyprosić. Pan Piotr Psikus potraktował nas jak szmaciarzy.

NIKOGO NIE PORUSZYŁO

Samulski poszedł na zebranie z druhem Pawłem Śpiewakiem. – Zresztą wcześniej zostałem wybrany jako przedstawiciel jednostki, bo pan burmistrz po rezygnacji z członkostwa w naszej jednostce stracił nasz mandat – tłumaczy. Kiedy weszli do sali, akurat dh Rafał Pawlicki relacjonował, jak źle wygląda współpraca z kępińskimi strażakami. – Po wypowiedzi pana Pawlickiego chciałem zabrać głos, niestety pan burmistrz tego nie widział. Jeden z prezesów zwrócił uwagę, że człowiek chce zabrać głos, nic więcej. Wypowiedziałem się krótko, że auto takiej a takiej wartości zostało pozostawione… I nic, nikogo to nie poruszyło. I tylko ważna była kwestia poruszona przez pana burmistrza Psikusa, czy te osoby, jeżeli nie są w zarządzie, mają zostać na zebraniu. I tylko było spojrzenie na każdego, oczywiście pan prezes z Kierzna (…) pierwszy, że nie. Nie, nie, nie… Po kolei każdej osoby się pytał, tylko było spojrzenie i wszyscy już na nie.
Zostali więc wyproszeni z sali.

JAKBY BYŁ BOGIEM

– Poniżyli naszych reprezentantów i naszą jednostkę. Ale to już tradycja – mówią strażacy, przypominając, że to już drugi tego typu przypadek. – Może Psikusowi sprawia przyjemność takie upokarzanie strażaków. (…) My już do Urzędu nie pójdziemy. Teraz niech burmistrz przyjdzie tu. A nie, że będzie znów oświadczenia wydawał, a nie będzie z nami rozmawiał.
Żalu i mocnych słów było o wiele więcej.
– To jest strażak ochotnik, wolontariusz. Taki, co w czasie akcji naraża własne życie. Tak ma to wyglądać? Tak ma być traktowany? – mówili. – Bo ktoś naruszył teren jego prywatnego pałacu na rynku – ironizowali strażacy. – Zachowuje się, jakby był bogiem w Kępnie, bo mu wolno i wszystkich może poniewierać.

TO JEST DYKTATURA

Około 40 strażaków wzięło udział w sobotnim zebraniu OSP w Kępnie. Mówili, że mają już dość ciągłego użerania się z burmistrzem Psikusem i jego urzędnikami w sprawie dalszego użytkowania nieruchomości, na której od lat zlokalizowana jest ich strażnica. I tego, jak są przez tych urzędników traktowani. – To jest dyktatura – powtarzał prezes Grzegorz Błażejewski. W swoich opiniach nie był osamotniony.
– Pan burmistrz raz się zarzeka, że na nas nie donosił, a innym razem mówi, że doniósł – ironizowali strażacy. – Trzeba mu kupić taką koniczynkę: doniosłem, nie doniosłem, doniosłem, nie doniosłem. Niech się wreszcie zastanowi czy doniósł, czy nie doniósł.
– Myśmy widzieli z druhem Stefanem Groskiem typowy donos, tak że nie cofnę zdania – przekonywał Błażejewski. – Byłem wezwany do Starostwa Powiatowego, gdzie przekazano mi te pisma. Chodziło głównie o sprawozdania finansowe.

COŚ Z TYM TRZEBA ZROBIĆ

Strażacy mówią, że są przez urzędników gminnych zastraszani. – To już za długo trwa, trzeba coś z tym zrobić – przekonywali. Największy żal mają do burmistrza, choć padają też cierpkie słowa pod adresem radnych.
– Ten pan jest dyktatorem, ten pan myśli, że Kępno jest jego a my strażacy jesteśmy jego robotnikami – nie przebierał w słowach Błażejewski. – My narażamy życie, pan Psikus nie był przy żadnym pożarze, chyba tylko pooglądać zgliszcza.

JUR