Menu główne

#Zostań (z humorem) w domu

1 kwietnia wielu z nas nabiera znajomych i rodzinę. Primaaprilisowe żarty urządzają też ludzie ze świata sportu. Kto kogo wkręcił w dowcip? Kto sam został wkręcony?

Karol Latusek (Polonia Kępno)

– Prima aprilis jest u mnie w domu obchodzony bardzo spontanicznie z tego względu, że każdy o nim zapomina i dopiero gdy ktoś kogoś wkręci to wtedy wszyscy się orientują, że to właśnie dziś. Rok temu postanowiłem być pierwszym, który rozpocznie tę zabawę i już szybciej obmyśliłem świetny plan… Mój tato co tydzień gra w totolotka i zawsze to ja, jako że dobrze znam się na Internecie sprawdzam mu wyniki i spisuję na kartce. Tym razem postanowiłem że wygra szóstkę… wziąłem wysłany przez niego kupon – zawsze trzyma je w szufladzie – i spisałem jego wyniki na kartce, którą mu później wręczyłem. Gdy po obiedzie usiadł, założył okulary i zaczął sprawdzać numery, wraz z bratem myśleliśmy, że nie wytrzymamy ze śmiechu… Gdy okazało się, że jest milionerem niemal oszalał ze szczęścia. Krzyczał “szóstka!, szóstka!”. Natychmiast pobiegł pochwalić się mojej mamie, która nie wiedziała jak zareagować… Gdy pokazał ten kupon nam, to już dłużej nie mogliśmy powstrzymać śmiechu i wybuchnęliśmy. Tato bardzo się przejął i zrobił się smutny, ja osobiście trochę się zmartwiłem, bo to wiekowy człowiek i ze zdrowiem u niego nie najlepiej… Na szczęście poza wkręceniem nic złego mu się nie stało. Tego aprillisa nie zapomnę nigdy! Myślę że warto w ten sposób wkręcić osoby, które próbują szczęścia w takich grach… teraz przynajmniej wiem, jak wygląda człowiek, który wygrał szóstkę w lotto. (…) Mnie trudno jest wkręcić w tego typu żarty, to że ktoś przytarł mój samochód albo że coś obok domu się pali słyszałem setki razy… Ale raz uwierzyłem w żart, który przeczytałem w Internecie na stronie lokalnego radia o tym, że w rynku w Kępnie ma powstać KFC. Co więcej, przekazałem to wielu osobom, które też uwierzyły, a kilka dni później okazało się że to fake. W tym roku naprawdę ciężko będzie mnie zaskoczyć, jestem przygotowany.

Kacper Mądry (Pelikan Grabów)

– Grając jeszcze w Gwarku Zabrze miałem w drużynie kolegę, który nosił rozmiar buta 50 i uwielbiał jedzenie. Pewnego dnia przed treningiem wepchnąłem mu tam kajzerkę. Gdy wszyscy w szatni się przebieraliśmy, on próbując włożyć na siłę nogę do buta wyciągnął z niego kawałek pieczywa, oczywiście cała szatnia zareagowała śmiechem. W drugą stronę to nie zadziałało, mnie raczej nikt nie próbował w nic wkręcić, bo przeważnie to ja zawsze jestem inicjatorem. Kiedyś, także przed treningiem, powiązałam koledze buty, tak na 100 pęków, w związku z czym spóźnił na rozgrzewkę, bo nie mógł ich odwiązać, a miał tylko jedną parę korków. (…) Hmm, żart, który by się sprawdził w 2020 roku, hmm może wykręcił bym komuś parę wkręcanych korków.

 

 

 

Grzegorz Markiewicz (trener szczypiornistek KKS Polonia Kępno)

– W Prima Aprilis wkręciłem pana Franka, który pracuje w Zespole Szkół Ponadpodstawowych nr 2 w Kępnie na stanowisku woźny. Jestem tam nauczycielem wf i po godz. 8 na pierwszej lekcji zadzwoniłem do niego spanikowany, że woda się leje z grzejników po parkiecie i ma szybko przybiec, bo zalewa całą halę. Przez słuchawkę doradziłem mu, że ma wziąć klucz francuski, wiadro, szmaty i zorganizować się jak najszybciej się da. Facet biegł jak sprinter przez całą szkołę. Wbiegł na salę. W tym czasie uczniom kazałem stać w drzwiach i jakby go widzieli na korytarzu, mieli krzykliwie panikować, że cieknie i pan Markiewicz trzyma rurę, aby zastopować przepływ. Woźny spanikowany wbiegł na salę ledwo dysząc, a my wszyscy w śmiech… łyknął jak pelikan. (…) Raz sam się dałem wkręcić. Były to początki mojej pracy w szkole. Kolega jechał na zawody lekkoatletyczne do Ostrzeszowa z młodzieżą, więc rano, wiedząc, że przebywam w murach szkoły zadzwonił do mnie na przerwie i poprosił, abym szybko pobiegł do kantorka i naszykował kolce biegowe dla uczniów, bo on zapomniał. Podał mi numery butów, które ciężko było znaleźć, wkręciłem przy okazji brakujące kolce, oprócz tego wygospodarowałem 10 sztuk ortalionów, pałeczkę sztafetową, kulę do pchnięcia i spakowałem mu w torbę. Paweł przyjechał i śmiał się do rozpuku, sprzęt miał dawno naszykowany, a ja dopiero wtedy zczailem że to kawał.

Piotr Ochnio (LKS Jankowy)

– Akurat nie jestem osobą w szatni, która robi żarty, ale jeden dowcip zrobiłem razem z kolegami. To było za czasów juniorskich, pewien chłopak przyjeżdżał na treningi rowerem i pewnego razu zapomniał o nim, więc wracał do domu z tak zwanego buta. Wspólnie z kolegami wrzuciliśmy mu ten rower na daszek od budki naszego gospodarza obiektu. Z czasów seniorskiej piłki to już inni znajomi zajmowali się robieniem żartów, np. smarowanie majtek maścią rozgrzewająca, ale to dość popularne w szatni piłkarskiej. Jeśli dobrze pamiętam to raczej nie próbowano zrobić na mnie jakiegoś takiego żartu, który byłby jakiś wybitny do opisania w gazecie, czasem schowano mi buty lub skarpetki, ale to nic szczególnego. (…) Wydaje mi się, że dobrym pomysłem na żart w obecnych czasach może być schowanie komuś samochodu lub dodanie jakieś ostrej przyprawy do popularnych przedtreningówek.

 

 

 

Daniel Cerbiński (Zefka Kobyla Góra)

– Było to dawno, miałem 15-18 lat, na pewno nie posiadałem wtedy prawa jazdy. Na jednym z wyjazdów wraz z kumplami wkręciliśmy naszym koleżankom, że raz na jakiś czas jadę na “Epokę” (tak, tą w Kobylej Górze) i nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że “jeździłem” na tę dyskotekę zielonym składakiem. Kilka osób potwierdziło tę wersję, więc dziewczyny łyknęły haczyk. Pamiętam jak wróciliśmy z tej wycieczki, pod moim blokiem stał akurat zielony składak (rower sąsiada), postanowiłem zrobić sobie z nim selfie i wrzuciłem fotkę, chyba wtedy na portal nasza-klasa, co jeszcze bardziej utwierdziło koleżanki w przekonaniu, że to prawda. Może teraz poznają prawdę xD.

 

 

 

Radosław Dolata (Victoria Ostrzeszów)

– Osobiście nigdy nie dałem i prawdopodobnie nie dam się w nic wkręcić tego dnia, 1 kwietnia szczególnie jestem na to uczulony. Przypominam sobie jednak pewien mój dowcip, zadzwoniłem kiedyś do jednego z zawodników przyjezdnych z informacją, że ma podjechać do żony prezesa do firmy, bo rzekomo Prezes zostawił tam dla niego jakieś pieniążki za granie. Ten oczywiście pojechał, ale ku jego zdziwieniu jak i samej żony prezesa, sytuacja oczywiście nie miała miejsca.

 

Sebastian Gołdyn






Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest