Menu główne

Lubię jasne sytuacje

Rozmowa z Bogumiłą Lewandowską-Siwek, wójtem Baranowa

Kiedy 8 lat temu podjęła Pani decyzję, że będzie kandydować na wójta Baranowa, wyszła Pani z założenia, że ,,w Baranowie czas już najwyższy na zmiany’’. Okazuje się, że po 8 latach z takiego założenia wyszedł też ktoś inny. Nie obawia się Pani, że historia zatoczy koło?
– Cztery lata temu też tak stwierdzili. Każdy może startować na wójta czy burmistrza, takie są prawa demokracji. Wtedy, 8 lat temu powiedziałam tak dlatego, że nie podobało mi się, w jaki sposób mój poprzednik zarządzał gminą. Jeżeli komuś nie podoba się moje zarządzanie, ma prawo głosu 21 października.
Mówią, że przez te lata zdobyła Pani sobie tyluż zagorzałych zwolenników, co przeciwników. Z czego to wynika?
– Troszeczkę mija się to z prawdą. Właśnie odbywają się w sołectwach spotkania z mieszkańcami, podczas których rozmawiamy o funduszu sołeckim. I muszę powiedzieć, że w większości tych sołectw nie usłyszałam jakiś głosów niezadowolenia, przeciwnych. Praktycznie są tylko dwa sołectwa, w których niektóre osoby niezmiennie i od początku są przeciwko. Jest to Słupia i Grębanin.
Nie kochają tam Pani?
– Powiem tak: jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził. Nie to, że mnie tam nie kochają, tylko częściej spotykam się tam z niechęcią, uważam, że nieuzasadnioną. Tam częściej słyszę: nie, bo nie.
Może dlatego, że w Słupi zabrała im Pani fundusz sołecki a w Grębaninie chce Pani zlikwidować szkołę?
– Nie zabrałam, absolutnie, dostali ten fundusz, ale w innej formie, chociaż był to ewidentny błąd pani sołtys. Nigdy nie planowałam też likwidacji szkoły w Grębaninie, ale nie powinna istnieć w takiej formie.
A w jakiej?
– Na przykład klasy I-III i przedszkole.
Jakie były te 4 lata?
– Minęły bardzo szybko. Bardzo dynamiczne. W tym czasie udało nam się zrealizować mnóstwo inwestycji, co jest też zasługą zarówno mieszkańców, radnych, jak i pracowników Urzędu.
Jest Pani zadowolona z tego, co udało się w tym czasie zrobić, czy czuje Pani jakiś niedosyt?
– Oczywiście jestem zadowolona, bo tak naprawdę patrząc z perspektywy na te 4 lata, nie wiem, co mi się nie udało. Ale z takich rzeczy niezależnych ode mnie to nie udało się jeszcze wybudować ścieżki rowerowej na trasie Baranów-Mroczeń.
Mam więc nie pytać o porażki?
– Porażką jest to, że nie udało mi się dojść do porozumienia z częścią radnych, to, że ani na sesji, ani po sesji nie umiemy razem rozmawiać.
Jak Pani myśli, dlaczego?
– Myślę, że to jest związane z charakterem tych ludzi.
Ale niektórzy mówią, że z Pani to taka Margaret Thatcher.
– To trzeba mnie dobrze poznać. Jeżeli chodzi o moje działania, to nie chciałabym być postrzegana jako twardy polityk jak zacytowana Margaret Thatcher, bo tu polityki żadnej się nie uprawia. Chciałabym być postrzegana jako samorządowiec, który umie rozmawiać ze wszystkimi i staram się to robić, ale nie lubię nieuzasadnionej awersji i zacietrzewienia.
A z czego jest Pani najbardziej dumna?
– Z inwestycji, jakie udało nam się zrealizować i z moich pracowników. A przede wszystkim z tego, że tydzień temu otrzymałam informację, że jesteśmy w pierwszej dziesiątce gmin wiejskich w Polsce w rankingu SUKCES MIJAJĄCEJ KADENCJI (2014-2018) na 2478 gmin.
Z jakich inwestycji?
– W ciągu tych 4 lat wybudowaliśmy kolejne przedszkole, halę sportową w Donaborowie, w Mroczeniu powstał Klub Seniora, ze ścieżek rowerowych, z nowego Domu Ludowego w Joance, z Recreo w Mroczeniu, z nowych dróg. Cieszę się, że mamy szkołę bez zadań domowych, bez ciężkich tornistrów, że młodzież w naszej Gminie ma wiele alternatyw rozwoju. Cieszy mnie również fakt, że w końcu rozpoczęła się budowa kompleksu oświatowo-sportowego w Baranowie.
Właśnie, o tę inwestycję stoczyła Pani prawdziwy bój. Część radnych od samego początku była twardo na nie. Mówili, że chce Pani wybudować nie szkołę, a pałac. Takie Bizancjum. Pani jednak znów postawiła na swoim.
– Jeżeli stawiam na swoim i zdecydowanie forsuję pewien pomysł, to nie dlatego, że ja sobie to w głowie uroiłam, tylko dlatego, że słucham się mieszkańców. Ta szkoła tam powstaje tylko dlatego, że wszyscy, i w Baranowie, i na Muratorze mówili: proszę stawiać nową szkołę, dlatego że nasze dzieci nie mają tu warunków nauczania, nie ma sali gimnastycznej, wokół zlokalizowanej na rynku szkoły jest ciągły ruch komunikacyjny. To była prośba mieszkańców. I nauczycieli.
Opozycja konieczności budowy nowej szkoły nigdy nie negowała, problemem był jednak koszt tej inwestycji. Ile ta szkoła będzie kosztować?
– Ależ negowała! Nie głosowali za tym kompleksem na żadnym etapie zatwierdzania uchwały. Zresztą nie była za żadną inwestycją. Razem z pełnowymiarową halą sportową i przedszkolem kompleks ten będzie kosztować 26 mln zł.
Pani zdaniem to dużo czy mało?
– Powiedziałabym teraz, że mało, dlatego że od dwóch lat, kiedy ogłosiliśmy przetarg na tę budowę, gwałtownie wzrosły ceny materiałów budowlanych. Gdyby ten przetarg miałby być ogłoszony teraz, ten przetarg na pewno przekroczyłby 30 mln zł.
Chce Pani powiedzieć, że czas odegrał tutaj niebagatelne znaczenie?
– Dokładnie. Wyszlibyśmy jeszcze lepiej, gdyby rada zgodziła się na tę inwestycję jeszcze dwa lata wcześniej, kiedy już był pomysł, kiedy pierwotnie forsowałam przeprowadzenie tej inwestycji.
Faktycznie będzie to Bizancjum?
– Nie. To będzie szkoła podobna do innych. Absolutnie nie ma tam żadnych zbędnych rzeczy. To będzie po prostu normalna szkoła.
Jak się zarządza gminą, kiedy ma się wyraźną opozycję w radzie?
– Proszę zauważyć, że jeszcze do niedawna miałam mniejszość w radzie, kiedy pani Krystyna Lipska była przewodniczącą. Ale tak się jakoś zawsze szczęśliwie później składa, że udaje mi się przekonać wielu radnych, którzy doceniają to, co się już udało zrobić. Dziś wszyscy się cieszą z tętniącej życiem Baranowskiej Chaty, z hali sportowej w Donaborowie, a przecież każda z tych inwestycji miała swoich przeciwników.
Z czego się bierze ten opór?
– Z niewiedzy.
Ale mieszkańcy powinni być zadowoleni, że coś się u nich buduje.
– Mieszkańcy są zadowoleni. Tylko radni opozycyjni nie. Tak naprawdę, na dzień dzisiejszy mam 6 radnych, którzy prawie we wszystkim są na nie. Niezależnie od tego, co zrobię, oni zawsze protestują. Teraz już można się domyśleć, dlaczego: robić trudności, żeby nic się nie robiło, a potem mieć powody, aby atakować, że gmina jest źle zarządzana i wystartować do wyborów.
Kiedy budowany kompleks oświatowy zostanie oddany do użytku?
– Zgodnie z planem 1 września przyszłego roku.
Cały?
– Nie, hala sportowa ma trochę późniejszy termin.
Buduje Pani głownie ze środków własnych gminy.
– Na razie tak, czekamy na ogłoszenie programów, gdzie moglibyśmy aplikować o środki zewnętrzne. Liczymy, że uda nam się pozyskać środki z Ministerstwa Sportu na hale sportową. W przypadku szkół, nie ma jak na razie żadnego ogłoszonego programu, z przedszkolami podobnie. Na razie budujemy własnym sumptem, bez żadnego kredytu.
Przywilej bogatych.
– Może rozsądnie wydających.
Ile gmina ma środków własnych, czyli pochodzących z podatków, na początku roku?
– Około 50 mln zł., ale na dzień dzisiejszy przekroczyliśmy 60 mln w wydatkach.
A ile udało się wam pozyskać w tej kadencji środków zewnętrznych?
– 4.624.092 zł. Takim gminom jak nasza, bogatym, o wiele trudniej pozyskiwać środki zewnętrzne. Zawsze ważny jest dochód na jednego mieszkańca, a ten jest niemały. Mamy wspaniały zespół promocji, który aplikuje o środki w każdej dziedzinie, ale często jest jednak tak, że nie spełniamy warunków określonych w konkursie.
Niemałe poruszenie wzbudził konkurs na dyrektora Szkoły w Baranowie. Zgłosiły się do niego dwie kandydatki i żadna z nich nie została tym dyrektorem.
– Ten konkurs, w którym wystartowały dwie panie został nierozstrzygnięty, ponieważ żadna z kandydatek nie została wybrana przez komisję konkursową. Ostatecznie nie ogłosiłam już drugiego konkursu, dlatego że próbowałam znaleźć osobę spoza wcześniej zgłoszonych. Na powołanie jednej z tych Pań Kuratorium nie wyraziło zgody.
Gdzie dwóch, a w zasadzie dwie się biją tam trzeci korzysta?
– Można by tak żartobliwie powiedzieć. Pierwsza z kandydatek, której zaproponowałam to stanowisko ostatecznie zrezygnowała. Na początku sierpnia złożyłam taką propozycję panu Sławomirowi Nowickiemu i ten ją przyjął. Faktycznie miał trudności, dlatego że ustępująca dyrektor nie chciała z nim podpisać umowy o pracę.
Dlaczego?
– Trudno mi powiedzieć, bo w żaden sposób tego nie argumentowała. Okazało się jednak, że pan Nowicki ma bardzo dużą siłę przekonywania.
Jakich użył argumentów?
– Nie wiem, bo mi ich nie zdradził. Rzutem na taśmę, 31 sierpnia pani dyrektor podpisała z nowym dyrektorem umowę.
Czy jest Pani zadowolona z sytuacji, jaką teraz mamy?
– Ja jestem bardzo zadowolona, bo jest dyrektor i z tego, co słyszę wszyscy są zadowoleni. Nie tylko nauczyciele, ale również uczniowie, rodzice i pozostali pracownicy szkoły.
Jeśli Pani wygra te wybory, jak będzie wyglądała gmina Baranów za 5 lat?
– Oj, mam dużo planów. Aplikujemy o środki na rewitalizację rynku w Baranowie, ponieważ jak szkoła opuści ten budynek, planujemy tu duże zmiany. Ogłosimy też konkurs dla uczelni architektonicznych na wizualizację rynku na Muratorze. Chcę połączyć całą gminę ścieżkami rowerowymi i tak naprawdę niedużo mi już zostało. Myślę o ścieżce łączącej Baranów z Mroczeniem, Słupię z Jankowymi, czy Grębanin od Mroczenia do Kolonii. W Baranowie ma powstać Dzienny Dom Pobytu dla seniorów, na Muratorze musimy zrobić odwodnienie ulic Geodetów i Pięknej, musimy też tam wybudować nowe drogi… Dużo jest jeszcze do zrobienia, jeżeli chodzi o drogi dojazdowe do pól. To tylko nieliczne plany, które już realizują się w koncepcjach czy projektach.
Ile kilometrów ścieżek rowerowych już powstało?
– 17,7 km. Dużo.
Pani wójt często podróżuje rowerem po gminie?
– Często, choć w tym roku trochę mniej, dlatego że czas mi na to nie pozwalał.
Dba Pani o kondycję?
– Oczywiście. Zimą jeżdżę na nartach. Latem rower, piesze wędrówki i cały rok pływanie.
Lepiej Pani jeździ na nartach od prezydenta Andrzeja Dudy?
– Zdecydowanie lepiej.
Ale Pan prezydent jeździ bardzo dobrze.
– Beznadziejnie jeździ.
Pani lepiej?
– Dużo lepiej, jestem po prostu z gór.
To już rozumiem, skąd u Pani ten upór. Góralka.
– Ja zawsze moim dzieciom mówię, żeby obierać cele i do nich dążyć. Ja tak robię, a w pracy pomagają mi w tym właśnie pracownicy i radni. To jest najważniejsze w życiu, żeby nie rozpamiętywać porażek, nie martwić się na zapas, dążyć do realizacji marzeń nawet tych które wydają Ci się niemożliwe.
Nie jest Pani pamiętliwa?
– Nie, nie jestem. Powiem co mi przeszkadza, o co mi chodzi, lubię jasne sytuacje. Staram się być konsekwentna w swoich działaniach, ale wolę najgorszą zgodę niż najlepszą złość.
Ponoć był taki czas, że chciała się Pani ubiegać o stanowisko burmistrza Kępna.
– Kto tak mówił?
A tacy różni.
– Nigdy. Nie zostawiłabym mojej Gminy, choć obserwuję działania obecnego burmistrza dlatego, że tu mieszkam.
A co by Pani zrobiła lepiej, inaczej?
– Przede wszystkim zrobiłabym przyjazny mieszkańcom Urząd, liczyłabym się z mniejszym udziałowcem w spółce Wodociągi Kępińskie. Na pewno zmieniłabym też system nauczania w szkołach.
To znaczy?
– Bez zadań domowych i bez tornistrów. Tak, jak u nas w Mroczeniu. I wprowadziłabym dowóz do szkół także tych dzieci, które mają z domu mniej niż 3 km. Tak jak u nas. Bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze.
Jerzy Bińczak