Menu główne

Nie miałem wsparcia od Rady

Rozmowa z Romanem Wojtysiakiem, wójtem Bralina

Jak się kieruje gminą, mając w radzie większościową opozycję? W poprzedniej kadencji był Pan w innej, o wiele bardziej komfortowej sytuacji.
– To cofnę się jeszcze o jedną kadencję. O komfortowej sytuacji powiedział pan w momencie, kiedy miałem rzeczywiście przewagę w radzie, w mojej drugiej kadencji. Ale wiemy, że w latach 2006-2010 nie miałem przewagi, ponieważ wtedy bodajże 12 radnych wprowadził pan Kucharzak, a ja miałem tylko ze swojego komitetu 3.
Chce Pan powiedzieć, że jest Pan zaprawiony w bojach?
– Nie. Ale była różnica w jakości radnych. Ja na każdej pierwszej sesji powtarzam takie zdanie i taką myśl, że jesteśmy tu po to wybrani przez mieszkańców, żeby im służyć i jeżeli pójdziemy w jednym kierunku, jak się uda wam – uda się mnie, jak się uda mnie – uda się wam. W pierwszej kadencji udało się to znakomicie, ponieważ radni szybko zrozumieli, że Wojtysiak nie przyszedł tutaj nie wiadomo co robić, tylko chce pokazać, że może być inaczej i rzeczywiście z radnymi dogadywaliśmy się znakomicie, w drugiej kadencji również, niestety w trzeciej nastąpiło jakieś niezrozumienie ze strony niektórych radnych. Ale teraz wiem, że oni nie przyszli się tu spierać co do kierunku rozwoju, nowych wizji, tylko tak naprawdę przyszli zwalczać Romana Wojtysiaka jako osobę, ponieważ w przeszłości Roman Wojtysiak nie pozwalał im robić pewnych rzeczy. Dla mnie ona była do przejścia i do wytrzymania, ponieważ udało się tę kadencję dokończyć mimo kilku prób usunięcia mnie, bo przecież było doniesienie do Komisarza Wyborczego, że wójt Wojtysiak łączy swoją funkcję wójta z pracą w administracji rządowej, co nie było prawdą. Było kilka innych sytuacji, na których się musiałem mocno skupić i udowodnić swoją niewinność. (…) To nie chodziło o rozwój gminy, a tylko i wyłącznie o zwalczanie Romana Wojtysiaka, ponieważ była to osoba, która zablokowała ich kandydata, a w przeszłości również ich. Bo wiceprzewodniczący rady jeszcze jako wiceprezes klubu podpisał z prezesem klubu umowę na wynajęcie części terenu boiska na to, żeby prezes mógł na tym majątku prowadzić działalność gospodarczą, a ja z tym później skończyłem, bo to jest niedozwolone i niemoralne, żeby sprzedawać tam alkohol albo inne frukta, albo robić imprezy i proponować swoje produkty na tym boisku.
To była zła rada?
– Ja już wcześniej w naszej gazecie przeprosiłem tych radnych, którzy przyszli tutaj chcąc służyć mieszkańcom, a niestety im to uniemożliwiono. Można powiedzieć, że po części brałem w tym udział, więc ja ich z tego miejsca przepraszam. Ale nie mogę powiedzieć, że to była zła cała rada, ale niektóre osoby nie powinny pełnić funkcji publicznej, ponieważ swoje antypatie osobiste przelewali na forum rady. Ja prosiłem, ponieważ 8 radnych było z komitetu wyborczego, który popierał pana (Piotra) Hołosia, 7 z mojego komitetu, prosiłem, że to jest aż 8 i tylko 8, żeby tę radę poukładać w ten sposób, żeby ta współpraca była możliwa. To jeszcze się działo przed pierwszą sesją, niestety nie dostałem odzewu zwrotnego, wręcz przeciwnie, zapowiedziano mi, jak to będzie wyglądać. Powiem tak. Przed wyborami każdy może robić w kampanii co uważa, może być brudna, czysta, ma argumenty czy nie ma, to jest jego wybór, ale po wyborach jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za to, jak to będzie funkcjonować. I ten co wygrał, i ten co przegrał.
Jak Pan ocenia te 4 lata?
– Jako wyjątkowo ciężkie i stresujące, jednocześnie jestem zadowolony, że aż tyle udało się przeprowadzić. Sztandarowy projekt, który zawsze zapowiadałem, że musi powstać nowe przedszkole i żłobek w Bralinie, właśnie został zakończony. To jest przedszkole na miarę XXI wieku i będzie służyć na długie lata mieszkańcom gminy. Nie było łatwo, bo były pieniądze na drogi, rada nie chciała wyrazić zgody, więc nie mogliśmy realizować tej inwestycji w takim tempie, w jakim byśmy chcieli. Ja powiem w ten sposób: to była trudna kadencja, ponieważ nie miałem wsparcia od rady, a jak się ma takie wsparcie jest o tyle łatwiej, że łatwiej jest realizować zadania. A mimo tego, to co założyliśmy udało się zrealizować.
4 lata temu mówił Pan o konieczności budowy sali sportowej. I co? Nawet fundamentów nie widać.
– Hala sportowa w Bralinie powstałaby spokojnie 6 lat temu, jeszcze w poprzedniej kadencji. Ale wtedy to na spotkaniu z radnymi zjawił się m.in. jeden z wuefistów, później kandydat na wójta, który wskazywał, że lokalizacja przy boisku sportowym jest niewłaściwa, ponieważ dzieci musiałyby przejść te 300 m i to będzie dezorganizować pracę szkoły. Środowisko sportowe nalegało wtedy, żeby tę halę budować na terenie szkoły. Ja, wbrew niektórym radnym przekonywałem, że trzeba to zrobić raz a dobrze. I weszliśmy w proces pozyskiwania gruntu, ponieważ sami nie mieliśmy takiego terenu. I tutaj utknęliśmy, ponieważ okazało się, że w międzyczasie do sądu wpłynął wniosek o przyjęcie w drodze zasiedzenia części działki, o którą myśmy wnioskowali. Zanim ten proces się skończył, to minęły 3 lata. W końcu udało się ten grunt odkupić, za chwilę wystąpimy o pozwolenie na budowę.
I to będzie sztandarowa inwestycja kolejnej kadencji?
– Tak jest. Do szkoły w Bralinie uczęszcza obecnie pół tysiąca dzieci i oni muszą mieć salę gimnastyczną na miarę wielkości tej szkoły i potrzeb młodzieży. Jedyny problem z halą sportową, to nie była kwestia finansowania, organizacji przedsięwzięcia, to była kwestia pozyskania gruntu. I gdybyśmy wtedy nie ulegli tym podszeptom, że jednak to powinno być na terenie szkoły a nie przy boisku, to hala dawno by była, bo inne inwestycje świadczą o tym, choćby przedszkole, które powstało tak naprawdę w rok czasu, że organizacyjnie jesteśmy wydolni.
Oprócz wspomnianych wcześniej inwestycji, jakie największe wyzwania czekają nową władzę samorządową?
– Jesteśmy dynamicznie rozwijającą się gminą i my po prostu musimy nadążać z infrastrukturą za rozwijającym się budownictwem mieszkaniowym. To jest na pewno dalsza przebudowa lub budowa dróg lokalnych i chodników. Liczę tu na te rządowe miliardy, które zapowiada premier Morawiecki, że będą pieniądze na drogi lokalne. Bo nie ukrywam, że gminę Bralin stać, żeby rocznie za ok. mln zł budować dróg. Wiemy, że jeszcze 3 lata temu to był średnio kilometr, a teraz to jest tak naprawdę pół km. Wzrost cen materiałów przez dwa lata, a zwłaszcza ostatni rok, jest tak olbrzymi, to jest prawie 80% w górę. Pomijam już brak firm wykonawczych. Myślę, że oprócz hali sportowej, dalszego dbania o infrastrukturę, to przede wszystkim rozbudowa. Lokalizują się u nas większe przedsięwzięcia inwestycyjne, mówię tu choćby o Chojęcinie, a droga dojazdowa do tych fabryk od strony starej ,,ósemki’’ jest po prostu drogą, którą do niedawna jeździły tylko dorożki. Jest piękna aleja lipowa, nikt jej nie wytnie, więc my musimy rozbudowywać drogi kupując grunty i budując nowe drogi dojazdowe, ponieważ nasze drogi lokalne nie są do tego przygotowane.
Będzie się Pan ubiegał o reelekcję?
– Panie redaktorze. Dwa lata temu…
Tylko proszę nie warunkować. Tak czy nie?
– Ja jestem 52-letnim mężczyzną, który na szczęście ma jeszcze siły, ale też mam swój zawód i nie ukrywam, że również mam możliwość podjęcia pracy w tym zawodzie.
To wszystko wiemy. Ale pytanie jest proste.
– Będę. Dlaczego? Ponieważ jeśli po 4 latach, tak naprawdę w sytuacji kryzysowej z radą gminy, miałbym teraz zrezygnować, to by znaczyło, że im się udało.
Czyli nie marzy się Panu fotel starosty.
– Odpowiem przewrotnie, bo zawsze tak odpowiadam. Ja nie wiem kto będzie starostą po wyborach samorządowych, ale wiem, kto nim nie powinien być. To rada wybiera starostę. Nie ukrywam, że dla mnie jako wójta – i mam nadzieję, że dla pozostałych wójtów również – jest rzeczą istotną, kto będzie starostą, ponieważ starostwo to nie jest byt niezależny. Powiat kępiński to jest 7 samorządów stanowiących ten powiat i tam musi być współpraca. Nie w tej, ale w poprzedniej kadencji, kiedy był starosta Mazurkiewicz, ta współpraca w pewnym momencie się dramatycznie pogorszyła.
A w tej?
– Byłbym ostatnią osobą, która by powiedziała, że ze starostwem i panem starostą Witoldem Jankowskim się źle współpracowało.
To będą trudne wybory, będzie Pan jedynym kandydatem?
– Ja nie chciałbym wskazywać tutaj kogoś z imienia i nazwiska. Nikt się jeszcze nie ogłosił.
Nie chce Pan wymieniać nazwisk, to może niech Pan określi tych kandydatów używając przymiotników.
– Kiedy mieszkańcy pytają czy będę startował, to ja im zawsze odpowiadam: powiedzcie mi państwo czy ja mam startować.
Zabrzmiało prezydentem Komorowskim, to słynne ,,kiedy pytają mnie…’’.
– Nie chciałbym skończyć tak samo, jak pan prezydent. Ja uważam, że wójtem tej gminy powinna być osoba odpowiedzialna, mająca doświadczenie… Takie cechy powinna spełniać, ponieważ przy tak dynamicznie zmieniających się przepisach, teraz samorząd to jest gąszcz przepisów i wielka odpowiedzialność.
Ale ucieka Pan od odpowiedzi na zadane pytanie.
– Przyszły wójt powinien być przede wszystkim uczciwy i odpowiedzialny.
Panie wójcie, pytam o kontrkandydatów.
– Nie jest tajemnicą, że powstał komitet ,,Zmieńmy Gminę Bralin’’.
I kogo ten komitet wystawi na wójta?
– Mówi się, że to ma być poprzedni lider jednego z komitetów i wtedy też startował na wójta.
Ostatnio pojawił się Pan na sesji z białą tajemniczą teczką. Budżetu gminy to raczej w niej nie było.
– To jest teczka z dokumentami, które w przypadku gdybym miał się tłumaczyć z pewnych rzeczy chciałem mieć pod ręką. Nie ulega wątpliwości, że w procesie cywilnym, po dwukrotnym wezwaniu do usunięcia nieprawidłowości, gdzie pan Grzegorz Lemanik (przewodniczący rady – przyp. red.) napisał, że pozwałem Urząd o nadgodziny i z tego tytułu wziąłem odszkodowanie, to oczywiście była nieprawda. I ja ten proces w pierwszej instancji wygrałem i chciałem mieć dokumenty pod ręką, gdyby ktoś nadal próbował mi imputować nieprawdę. Bo w tej teczce jest wyrok sądowy pierwszej instancji, w którym sąd stwierdził, że to była nieprawda i pan Lemanik naraził moje dobra osobiste. Ja tę teczkę mam przy sobie, ponieważ mieszkańcy podczas spotkań zadają mi pytania czy to prawda. Rzeczywiście ten wyrok zawsze jest gdzieś przy mnie, ponieważ mieszkańcy mają prawo wiedzieć, że wójt jest uczciwym człowiekiem i nie wykorzystał swojej funkcji w celu pozyskania nienależnych pieniędzy. I tylko tyle.
A już się bałem, że tego Pana ,,tylko tyle’’ nie usłyszę. Teraz możemy już skończyć tę rozmowę.
Jerzy Bińczak






Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *