Burmistrzem mogę być, ale nie muszę

Rozmowa z Henrykiem Zielińskim, burmistrzem Mikstatu

Czy spodobało się Panu być burmistrzem?
– Nie odpowiem na tak postawione pytanie, bo to nie jest kwestia estetyki. Mi mogą się podobać kobiety, obrazy, nawet muzyka. Natomiast tu trudno mówić w kategorii ,,podobania się’’, bo byśmy poszli już w sferę narcyzmu. A tu jest praca z ludźmi. Gdyby spytał mnie pan, czy w tej roli czuję się dobrze, czy mnie to zmęczyło – nie zmęczyło, to powiem tak: Czuje się dobrze w tej roli, ale to prawdopodobnie też wynika z tego, że w Urzędzie praktycznie całe życie spędziłem i dlatego ten kontakt mieszkaniec – urząd dla mnie nie był czymś nowym i tak jak w urzędzie w Ostrowie, tak i tu tak samo się czuję. Natomiast mam pełną świadomość, że tym burmistrzem tutaj mogę być, ale nie muszę. I to jest dla mnie podstawowy imperatyw.
Łatwo mówić, kiedy nie ma na widnokręgu żadnego kontrkandydata. Śmiało może więc Pan powiedzieć: jeżeli nie ja, to kto?
– Nie, nie. Jesteśmy w przededniu rejestracji komitetów wyborczych i zobaczymy za chwilę, ilu kandydatów będzie.
Chce Pan powiedzieć, że nie będzie jedyny?
– Tego wykluczyć nie mogę, bo komitety dopiero się rejestrują (rozmowa została przeprowadzona 21 sierpnia – przyp. red.). Na dzisiaj mogę powiedzieć tylko tyle, że nikt publicznie nie zgłasza aspiracji, ale to jeszcze nie znaczy, że kandydata nie będzie. A powiem szczerze, nawet zdrowo jest, jeżeli jest kilku kandydatów. Bo nawet ten przykład Mikstatu pokazuje, że od 1990 roku praktycznie było tu dwóch burmistrzów i mieszkańcy mieli wybór pomiędzy dwoma kandydatami. Gdy ja wystartowałem, to była taka nowa oferta, że może być coś innego, coś trzeciego. W związku z czym myślę, że to jest taka naturalna potrzeba, żeby tych kandydatów było więcej, bo wtedy ludzie mają co wybierać.
Kiedy 4 lata temu zwrócił się Pan do mieszkańców o poparcie, zawarł Pan z nimi pewien kontrakt. Chcę zrobić to, to i to. I dzisiaj czas powiedzieć sprawdzam. Przejrzałem Pana program wyborczy i chyba nie wszystko udało się zrealizować. Na przykład Mikstat nadal nie ma obwodnicy.
– Ten kontrakt z mieszkańcami był taki, że chcę wprowadzić pewną nową jakość i wydaje mi się, że mieszkańcy – oni za chwilę powiedzą czy też tak to widzą – ale wydaje mi się, że ta pewna nowa jakość została wprowadzona. Ta nowa jakość to jest przede wszystkim stworzenie drużyny z radą miejską. Do tej rady weszli kandydaci z różnych komitetów wyborczych. Powiem szczerze, że musieliśmy się na początku obwąchiwać.
Tym bardziej, że w Mikstacie nigdy nie było tak, że wszyscy mówili jednym głosem.
– Oczywiście. Mało tego, nadal jednym głosem nie mówią, ale pewien mechanizm tej pracy samorządowej udało się wspólnie z radą wypracować, że na komisjach mówimy sobie wszystko, tam nie ma tematów tabu, tam są karty na stół położone, wszystkie wątpliwości powyjaśniane. Idąc na sesję, tam już są podejmowane tylko wypracowane na komisjach decyzje. I to jest taka zdobycz.
Na sesji jest już tak, że nieprzekonani są już przekonani.
– Tak, wchodzimy tam już z przekonaniem. Bo jeśli pojawiają się wątpliwości, jeszcze przed sesją, ja nawet wycofywałem projekty uchwał z sesji, aby je jeszcze raz na komisjach omówić. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, zrobiliśmy bardzo dużą rzecz, bo udało się przywrócić Posterunek Policji. Ten posterunek w zakresie bezpieczeństwa był tutaj takim priorytetem. I mimo, że zmieniło się w tym czasie trzech komendantów powiatowych, mimo że o tej sprawie rozmawiałem z dwoma komendantami wojewódzkimi, do tego finału doprowadziliśmy. I dzisiaj mieszkańcy to poczucie bezpieczeństwa oceniają przez pryzmat tego posterunku.
Czy ten Posterunek zastąpił kamery, jakie miały być zainstalowane w newralgicznych miejscach na terenie miasta.
– Nie. Kamery są. System monitoringu cały czas jest rozbudowywany.
Czyli z tego punktu wyborczego można Pana spokojnie rozgrzeszyć.
– Nie, nie do końca. Nigdy nie jest tak, że wszystko jest spełnione. Ja z pokorą do tego podchodzę, bo trzeba mieć jakiś program, trzeba mieć jakieś założenia, dążyć do ich realizacji i z pokorą przyjąć to, że nie wszystko się uda zrobić. System monitoringu jest rozbudowywany w ten sposób, że w momencie, jeżeli jakiś obszar jest monitorowany, mapa zagrożeń powoduje, że przemieszczają się te zagrożenia w inne miejsca i za chwilę musimy ten system dalej rozbudowywać o nowe miejsca.
A co z obwodnicą?
– Sprawa obwodnicy ciągle była odkładana – jak to się mówi – na zaś, na potem. I praktycznie rzecz biorąc, to co udało się zrealizować to to, że obwodnica, w ciągu drogi wojewódzkiej, wpisana została do planu wojewódzkiego.
Czyli jakiś krok został wykonany.
– Tak, to jest ten pierwszy, najważniejszy krok. Myśmy prowadzili rozmowy z wicemarszałkiem Wojciechem Jankowiakiem także tu w Mikstacie, pierwszy raz odwiedził Mikstat, i tak mi zadeklarował, że postara się, żeby do końca kadencji wprowadzić obwodnicę miasta do planu i tak się stało. Teraz jest kwestia zabezpieczenia środków na tę obwodnicę. Ale myślę, że rokowania są dobre. Z czego to wynika? Ona jest stosunkowo krótka, w skali województwa to nie jest jakaś ogromna inwestycja. To nie jest zadanie typu obwodnica Ostrzeszowa czy Szamotuł. To są długie odcinki… Nasza ma ten walor, że przy dobrej koniunkturze, jak będą mieli oszczędności na przetargach, to będą w stanie ją zrobić, bo ona ma raptem 1,8 km. Może się więc uda, że tę obwodnice zrobimy bez wielkiego szarpania, z oszczędności.
A co z targowiskiem miejskim?
– To jest moja porażka. I to przyjmuję, ale znów – jak wspomniałem na początku – ja zawsze jestem zwolennikiem tych procesów naturalnych. Był program dla targowisk, ale trzeba było wyasygnować na ten cel również środki własne. Teren pod targowisko jest, ale dziś nie ma koniunktury dla targowisk. Owszem, tradycja targowiska tutaj była, ale na rynku. W momencie gdy wyniesiono je w inne miejsce, praktycznie skończyło się targowisko. W międzyczasie rynek stał się parkingiem dla sklepów. A robienie na siłę targowiska tam, gdzie jest teraz, na ulicy Okrężnej, nie przyniosłoby efektu. To by były pieniądze praktycznie wyrzucone w błoto. Można było pozyskać środki zewnętrzne, ale uważam, że efektu to by nie przyniosło. Nie można robić nic na siłę.
Marzyło się też Panu stworzenie systemu opieki medycznej dla dzieci i młodzieży szkolnej. Czy coś się udało zrobić?
– Nie, nie było po prostu żadnych na to środków. Chciałem, żeby gabinet dentystyczny był w szkole.
Ale rząd chyba pana wyręczy?
– I na to liczę, wówczas i my wyasygnujemy na ten cel jakieś pieniądze.
A ośrodek rehabilitacji leczniczej?
– To jest zrealizowane. Udało się pozyskać środki rządowe na klub Senior Plus. To jest kwestia polityki senioralnej. Wszyscy się starzejemy, albo inaczej – nabieramy coraz większego doświadczenia, ale w związku z tym też nasilają się dolegliwości. I mieliśmy gotowy obiekt, co prawda wymagający modernizacji, ale… Mogliśmy go rozebrać, albo wystawić na sprzedaż. I w tym momencie pojawiły się środki na klub Senior Plus, z których skorzystaliśmy. Bo też jest kwestia wyciągnięcia seniorów z domu. Jeśli on ma w domu wygodne kapcie, fotel, telewizor i pilot, no to on wyjdzie do kościoła, wyjdzie na zakupy, z wnukiem na spacer ewentualnie i heja – fotel, kapcie, telewizor. Na dziś już można powiedzieć, że wyciągnęliśmy seniorów z domu, bo właśnie rehabilitacja ruszyła. Ta rehabilitacja jest tym, co wyciągnęło tych seniorów z domu. Jest takie zainteresowanie, że nawet dołożyliśmy godzin na rehabilitację… Część kosztów jest pokrywana z tego programu rządowego, a część z budżetu gminy.
Mikstat należy do elitarnego grona samorządów, które fundują swoim mieszkańcom becikowe.
– Byliśmy pierwsi w Południowej Wielkopolsce. Za naszym wzorem poszedł Ostrów Wlkp. Jak urodzi się dziecko, my oferujemy 500 zł becikowego. Tu nie ma kryteriów dochodowych. To nie ma charakteru wspomagania socjalnego, tylko jest takim ukłonem ze strony władz gminy wobec rodziców. My jako gmina cieszymy się, że przybył nam nowy mieszkaniec i na dzień dobry, macie dużo wydatków, bo i pieluchy i inne rzeczy trzeba kupić, to my was w tym wspomagamy. Fundujemy też stypendia im. Ewarysta Estkowskiego dla uczniów.
Nie przypominam sobie, aby w ostatnich 4 latach w Mikstacie miała miejsce uroczystość przecięcia wstęgi, oddania czegoś. Nic się nie działo, czy może nie lubi pan ostrych cięć?
– Działo się, natomiast my to robimy dla mieszkańców, a nie dla przecinania wstęg. A ostrych cięć się nie boimy.
To proszę się pochwalić, co się udało przez te 4 lata zrobić.
– Może nie robiliśmy jakiś spektakularnych inwestycji, ale wsłuchiwaliśmy się w to, czego oczekują mieszkańcy. Zasadniczo to były inwestycje drogowe, bo takich potrzeb jest najwięcej. I muszę powiedzieć, że jeżeli chodzi o inwestycje drogowe, to ta sieć drogowa już u nas w gminie najgorzej nie wygląda. I myślę, że pewnym wyzwaniem dla władz następnej kadencji, tych którzy przyjdą po nas, będzie kwestia remontów tych dróg, które są wybudowane. Bo tu trzeba przyznać, że nasi poprzednicy też już tych dróg dość dużo wybudowali. I my już dzisiaj stajemy przed dylematem, czy jeszcze gdzieś budować odcinki jakiś dróg, czy też remontować. Jeżeli chodzi o taki spektakularny przykład, to myślę, że jest to alternatywna droga łącząca Komorów z Mikstatem. Nie wybudowaliśmy jakiejś ogromnej arterii. Myśmy wybudowali drogę w ramach programu dojazdu do pól. I proszę sobie wyobrazić, że to jest nawiązanie do postulatu, który zgłosili mieszkańcy Komorowa… chyba w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Ja tu zawsze odwołuję się do tradycji, żeby budować tą tożsamość, bo jest jedna Europa, ale masz być dumny z tego skąd jesteś. My jak jedziemy z Ostrzeszowa do Mikstatu, jedziemy tą główną drogą. Ta droga jest niebezpieczna dla mieszkańców Komorowa, ponieważ mieszkańcy korzystają z naszej infrastruktury: szkoła, sklepy, kościół, ośrodek zdrowia. I była potrzeba zrobienia najprostszego połączenia Komorowa z Mikstatem, bezpiecznego połączenia, bo droga powiatowa jest bardzo obciążona, tam jest ten potok samochodów cały czas. I otworzyliśmy łącznik Komorowa z Mikstatem, żeby dzieciaki do szkoły mogły sobie spokojnie przejść. Bo tam jest zakaz ruchu pojazdów mechanicznych z wyjątkiem dojazdu do pól. A zatem powstała taka bezpieczna droga dla pieszych, dla rowerzystów, dla dzieciaków i według mnie to jest takie najbardziej spektakularne, bo to sobie mieszkańcy Komorowa najbardziej cenią. Nawet z kijkami tam chodzą.
Taką fajną rzeczą, którą udało się zrobić, to zrewitalizować obszar wokół Urzędu. Bo ta infrastruktura przy urzędzie była troszeczkę zaniedbana. Powstał więc m.in. nowy parking, wypada się też pochwalić wymianą wszystkich lamp oświetleniowych w mieście na energooszczędne, ledowe.
Czy po tych 4 latach czuje się pan jako burmistrz spełniony?
– Tak, ale powiem, dlaczego. Bo dało mi się spotkać z ludźmi stąd, z ich problemami i w wielu przypadkach, bo nie wszystkich, udało mi się pomóc ludziom w tych problemach. I to jest dla mnie taka największa satysfakcja, Ja zawszę mówię, nieraz spotykałem się z takim poglądem, bo ludzie przychodzą z pierdołami i burmistrzowi zawracają d… Żeby być burmistrzem, wójtem, prezydentem miasta, trzeba lubić ludzi. Bo jak ktoś nie lubi ludzi, to będzie uważał, że przychodzi do niego ktoś z duperelami. Nie, dla niego to jest ważna sprawa. Gdyby ona nie była ważna, to on by z tym nie przychodził. I ta moja satysfakcja jest z tego, że tych ludzi zawsze lubiłem i że na miarę możliwości udało się im pomoc w różnych sytuacjach. To jest moja satysfakcja.
Kawa na ławę. Będzie Pan ubiegał się o reelekcję?
– Tak, chcę się poddać ocenie. Za chwile będziemy mieli spotkanie, które potwierdzi, czy uzyskam poparcie, bo trzeba stworzyć komitet, który musi tego poparcia udzielić. Ja taką ofertę przedłożyłem radnym obecnej kadencji. Przyszliśmy z różnych komitetów, ale udało się stworzyć drużynę. Ta formuła się sprawdziła. Pokazaliśmy, że możemy wspólnie coś zrobić, choć pewnie zawsze jest tak, że można zrobić coś więcej.
Jerzy Bińczak



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest