Czajków: Ksiądz postawił na swoim

Kiedy w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia w Czajkowie zmarł 91-letni Stanisław Kaczmarek, jego wnukowie udali się na plebanię. To, jak zostali potraktowani – zabolało. Ksiądz nie chciał nawet ustalić z nimi terminu pogrzebu, domagając się bezwzględnie aktu zgonu, choć przecież Urząd był w tych dniach nieczynny. Później miał też pretensje, że bez jego wiedzy trumna z ciałem została ,,podrzucona” do kaplicy pogrzebowej. Na szczęście więcej zrozumienia i empatii wykazała w tej sytuacji władza świecka i taki akt w drodze wyjątku został w drugi dzień Świąt sporządzony.

Mężczyzna zmarł w domu, około południa, w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Gdzieś godzinę później jego wnukowie podjechali na plebanię chcąc ustalić z miejscowym proboszczem termin pogrzebu.
– Nikt nam nie otworzył – mówi Piotr Nowak, wnuk zmarłego. – Zadzwoniliśmy na numer telefonu podany na tabliczce przy wejściu na plebanię. Ksiądz odebrał i powiedział, że najpierw musi mieć akt zgonu.
Zaskoczeni nie do końca nawet wiedzieli, kto taki akt zgonu powinien wystawić. Myśleli, że zrobił to lekarz, który stwierdził zgon. Okazało się jednak, że lekarz wystawia tylko kartę zgonu, na podstawie której to Urząd Stanu Cywilnego wydaje stosowny akt, który jest niezbędny do pochówku zmarłego. Tyle, że w święta Urząd był nieczynny.

NIE I KONIEC

Pojechali do zakładu pogrzebowego wybrać trumnę, o planowanym pogrzebie powiadomili organistę i grobowego, w drodze powrotnej zadzwonili jeszcze do proboszcza tłumacząc, że nikt im w pierwszy dzień Świąt takiego aktu nie wyda, bo przecież Urząd jest nieczynny. Prosili, że dostarczą go jeszcze przed pogrzebem, w poniedziałek, jak tylko Urząd zostanie otwarty, teraz tylko zależy im na tym, aby ustalić termin pogrzebu, powiadomić rodzinę, wydrukować klepsydry…. Proboszcz obstawał jednak przy swoim, choć przecież miał możliwość wglądu w wystawioną przez lekarza kartę zgonu.

KTO PODRZUCIŁ ZWŁOKI?

W międzyczasie zakład pogrzebowy, tak jak zawsze, przewiózł ciało zmarłego do kaplicy i umieścił w chłodni, co – jak się później okazało – nieoczekiwanie stało się zarzewiem konfliktu między proboszczem a zainteresowanymi. – Ksiądz spytał nas, kto ,,podrzucił’’ zwłoki do kaplicy – nie kryje oburzenia Nowak. O to samo miał też pretensje do właściciela zakładu pogrzebowego, twierdząc, że umieścili tam zwłoki bez jego zgody, że wobec tego zmuszony będzie wymienić zamek.
– Nikt z nas nie podejrzewał nawet, że może to stanowić jakiś problem dla proboszcza. Tak było zawsze i nie było żadnego problemu – mówi wnuk zmarłego.
Tym razem jednak było inaczej.

JA TU JESTEM GOSPODARZEM

Okazuje się, że właściciel zakładu pogrzebowego, który obsługuje większość odbywających się w Czajkowie, jak i w pobliskich parafiach pogrzebów zwyczajowo dysponuje kluczami do kaplicy pogrzebowej. Tak było za poprzedniego proboszcza, tak jest, a w zasadzie było i teraz. Było to wygodne nie tylko dla zakładu i rodziny, ale też samego proboszcza, który nie musiał za każdym razem, o różnych porach dnia, a czasami i nocy, kiedy zwłoki były przywożone do chłodni otwierać kaplicę. Tak jest w większości parafii, często jest też tak, że termin pogrzebu ustala się z proboszczem wcześniej, czasami i telefonicznie, zanim rodzina zjawi się w kancelarii parafialnej, aby jeszcze przed pogrzebem dostarczyć niezbędne dokumenty, w tym akt zgonu, i dopełnić wszystkich formalności.
Ostatecznie właściciel zakładu uznał, że skoro tak, to ksiądz zamka wymieniać nie musi i w drugi dzień Świąt oddał klucze proboszczowi.
Jak jest teraz? Różnie. Raz ciało trzeba było zawieźć do chłodni do oddalonego kilkadziesiąt kilometrów Koźminka, bo do kaplicy w Czajkowie nie było dostępu. Był pogrzeb, że trumnę trzeba było wnieść na cmentarz przez wąską furtkę, bo – po odebraniu też kluczy grobowemu – bramy nie miał kto otworzyć.
Kiedy w drugi dzień Świąt rodzina przyszła do proboszcza prosząc o klucze do kaplicy, bo chcieli zmówić różaniec, ten im odmówił. Dostali je dopiero kilka godzin później, kiedy udało im się uzyskać w urzędzie i dostarczyć na plebanię akt zgonu. Okazało się bowiem, że więcej empatii i zrozumienia wykazał w tym przypadku Urząd Gminy. Na prośbę wójta w drugi dzień Świat zjawiła się w nim pracownica Urzędu Stanu Cywilnego i sporządziła stosowny dokument. Dopiero wtedy proboszcz ustalił termin pochówku. – I co, dało się? – miał powiedzieć zadowolony.

MYŚMY JĄ BUDOWALI

W Czajkowie nie kryją oburzenia. Przypominają, że kiedy parafianie budowali tę kaplicę, obecnego proboszcza w parafii nawet jeszcze nie było. Podkreślają, że przecież i zmarły pan Stanisław miał w tym swój niemały udział.
Zarzutów artykułowanych wobec proboszcza jest więcej. Jedni krytykują swojego duszpasterza, twierdząc, że nie dojrzał jeszcze do tej godności. – Za szybko został proboszczem – wyrokują i domagają się powrotu jego poprzednika. Inni go bronią.

Z PANEM BOGIEM

Z relacji krewnych zmarłego wynika, że ksiądz miał się żalić, że popsuli mu święta, że nie uszanowali tego, że to on jest szefem i do niego powinni się najpierw zwrócić, a nie do zakładu pogrzebowego, że nie poinformowali go o tym, że chcą wnieść ciało do kaplicy. Czy tak było? Chcieliśmy o to spytać samego księdza proboszcza, tym bardziej, że do redakcji dotarła też kopia skargi, jaka wpłynęła w tej (choć nie tylko) sprawie do Biskupa Kaliskiego. Skargi bardzo obszernej, wielowątkowej… Nie naszą a Biskupa rolą jest rozstrzygnąć, na ile prawdziwe są zawarte w niej zarzuty i oskarżenia. Dołączony do niej, skierowany do redakcji list był podpisany, z zastrzeżeniem, że personalia są tylko do wiadomości redakcji, co też uszanowaliśmy.
Podczas krótkiej rozmowy telefonicznej ksiądz proboszcz wyznał jedynie, że nie chce się odnosić do tego problemu, tym bardziej, że rozmawiał już ze swoim przełożonym na ten temat. Spytał jedynie, kto jest źródłem informacji, jaka dotarła do redakcji, pytał o nazwiska. Kiedy usłyszał, że nie to jest najważniejsze, i że nie możemy podać personaliów, nieoczekiwanie skończył rozmowę. – To z Panem Bogiem – rzucił i się rozłączył.
W tej sytuacji postanowiliśmy poznać stanowisko Biskupa Kaliskiego w tej sprawie. Ksiądz Michał Włodarski, rzecznik prasowy Kurii Diecezjalnej w Kaliszu przekazał nam, że ,,zaistniałe zdarzenie było efektem niezrozumienia intencji stron, spowodowanego trudną sytuacją śmierci bliskiej osoby oraz okresem świątecznym’’. – Doprowadziło to do niepotrzebnego konfliktu, który w późniejszym czasie został zażegnany – poinformował.

CZAS POKAŻE

Jeśli nawet tak się stało, pozostanie niesmak i uzasadnione rozgoryczenie. ,,Normalny ksiądz tak się nie zachowuje’’ – czytamy w liście, jaki skierowany został do Biskupa Kaliskiego, w kórym opisano wszystko to, co w niesmak jest parafianom z Czajkowa.
W minioną niedzielę (23 stycznia) ksiądz proboszcz odczytał w kościele list (albo jego fragmenty), jaki wpłynął w jego sprawie do Biskupa Kaliskiego. Wśród wielu wzbudził współczucie. Ci, którymi targały mieszane uczucia przezornie milczeli.
– Boli mnie do dziś to, co nam powiedział proboszcz, że ciało dziadzi zostało ,,podrzucone’’ do kaplicy. Zapamiętam to do końca życia. – powtarza Piotr Nowak. I trudno mu się dziwić. I jeśli nawet – jak mówi rzecznik Kurii – ten konflikt został zażegnany, to przecież nie jest jedynym. Czas pokaże czy czajkowski Kościół stanie się jednością. To wydaje się dziś najważniejsze, stojące przed miejscowym duszpasterzem zadanie. JUR



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest