Jestem tym samym Kacprem

Rozmowa z zawodnikiem LKS Orkan Ostrzeszów Kacprem Jastrzębskim z Kraszewic, 4-krotnym mistrzem Polski w lekkoatletyce

Lekkoatletyczną dumą Kraszewic XX wielu była niewątpliwie srebrna medalistka Mistrzostw Polski w rzucie oszczepem w 1973 r. Jadwiga Saganowska-Magdziarz, później długo, długo nie było nic i dopiero w XXI wieku doczekaliśmy się nowego, zresztą już czterokrotnego lekkoatletycznego Mistrza Polski. Oswoiłeś się już pewnie z tym, że mówią do ciebie: Mistrzu.
– Myślę, że w ciągu ostatnich 10 lat lekkoatletyka w Kraszewicach cały czas dawała o sobie znać, mieliśmy bardzo dobrych sportowców występujących na poziomie Mistrzostw Polski, przykładem mogą być: Agnieszka Jeziorna-Sobieraj, która zdobywała złote medale na Mistrzostwach Polski LZS, m.in. w sztafecie 4×100, Patryk Palat wraz z Sebastianem Kozicą, którzy zdobywali medale w sztafecie 8×800 również na poziomie Mistrzostw Polski, tak że jak widać ośrodek w Kraszewicach cały czas był na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o oswojenie się z łatką Mistrza, to nie lubię, gdy ktoś się tak do mnie zwraca, wciąż jestem tym samym Kacprem, który nie zdobywał złotych medali.
Jak zaczęła się twoja sportowa kariera? Czy 7-letni Kacper już wiedział, że chce biegać, czy też w tym czasie wolał jednak piłkę nożną czy np. pływanie?
– Tak naprawdę moja przygoda z lekką na poważnie zaczęła się w 2016 roku; odkąd pamiętam zawsze chciałem być piłkarzem. W 2014 roku poszedłem kilka razy na trening do trenera Dawida Sobieraja, wystartowałem kilka razy na zawodach i tak przez 2 lata czasem się pojawiłem na treningu, aż w 2016 roku postanowiliśmy przez zupełny zbieg okoliczności przygotować się do Mistrzostw Polski i tak się złożyło, że na pierwszych mistrzostwach udało nam się zdobyć srebrny medal i lekkoatletyka stała się dla mnie numerem jeden.
Kto miał największy wpływ na wybór, jakiego dokonałeś? Kto tak naprawdę zaraził cię tym lekkoatletycznym bakcylem?
– Największy wpływ miał trener Dawid Sobieraj, myślę, że nie tylko mnie zaraził tym sportem, ale wielu młodych ludzi w Kraszewicach i na terenie naszego powiatu. Duży wpływ miał również mój brat Patryk, ponieważ to on pierwszy zaczął trenować rzut oszczepem i zdobywać medale, więc jako że byłem młodszy i zazdrosny o to, że nie mam swoich medali to postanowiłem też chodzić raz w tygodniu na treningi i tak się złożyło, że teraz on może być troszkę zazdrosny.
Zdarzało Ci się nie zgadzać z trenerem, jeśli chodzi o drogę rozwoju?
– Myślę, że to normalne, że czasem się z czymś nie zgadzamy, ale była sytuacja, która pokazała, że to jednak trener w większości przypadków ma rację i uratowało to nasz sezon. Od tego momentu staram się go słuchać.
Przyznaj się, wyciska z ciebie na treningach siódme poty.
– Nie ukrywam, że są treningi, po których nie mam siły się nawet podnieść i najmniejszy ruch sprawia ból, ale jeśli dzięki temu mamy takie osiągnięcia to jestem w stanie to znieść.
Żeby świętować takie sukcesy potrzeba pewnie samozaparcia, ciężkiej pracy. Na ile treningi i zawody pochłaniają życie 22-letniego mistrza?
– To prawda, czasami bywa bardzo ciężko cokolwiek zrobić, ponieważ treningi mamy 6-7 razy w tygodniu więc codziennie trzeba uwzględnić na to około 2 godzin, ale po takim czasie trenowania można to pogodzić. A jeśli chodzi o zawody, to w trakcie sezonu bardzo ciężko znaleźć wolny weekend, ale medale i duma bliskich w zupełności to rekompensują.
Dziewczyna nie narzeka, że nie masz dla niej za dużo czasu?
– Całe szczęście nie, ponieważ sama trenuje, więc zdaje sobie sprawę z tego jak to wygląda, i że trening jest tak samo ważny jak posiłek w ciągu dnia, tak że w tym aspekcie bardzo mnie wspiera i motywuje.
Lekkoatletyka to kosztowny sport?
– Jeśli chodzi o samą lekkoatletykę to nie jest to najbardziej kosztowny sport, natomiast wielobój jak najbardziej, jest to jedna z droższych dyscyplin, ponieważ do każdej z dziesięciu konkurencji trzeba mieć inną parę butów plus buty na rozgrzewkę na siłownię. Do tego dochodzą jeszcze tyczki, które kosztują już raczej kilka tysięcy, więc jak widać nie jest to najtańsza konkurencja.
Rodzice pewnie pękają z dumy. Zawsze Ci dopingowali, czy może początkowo Twoje sportowe fascynacje ich przerażały?
– Na samym początku nie zdawali sobie sprawy z czym się to wiąże, więc jak najbardziej byli troszkę przerażeni, natomiast są ze mną od samego początku do dzisiaj na każdych Mistrzostwach Polski i dopingują mnie z całych sił.
Przyjaciele i bliscy mówią na Ciebie ,,Bąbel’’. Chyba pasuje, okazuje się bowiem, że ,,Bąbel’’ wypływa na wielkie wody. Pasuje do Ciebie.
– Tak naprawdę dopiero teraz większa część ludzi zaczęła tak na mnie mówić, zaczęła to wszystko moja siostra Cindarella, która mówi tak na mnie od zawsze, ponieważ jestem młodszym Kacperkiem, Bąbelkiem, i zazwyczaj jak ktoś to usłyszał to od razu zaczynał też tak mówić, ale to prawda, pasuje to do mnie.
Jakie są Twoje plany na przyszłość?
– Trenować dalej wielobój i zdobywać medale na Mistrzostwach Polski, w tym momencie otworzyła się też dla mnie nowa ścieżka kariery a mianowicie bobsleje. Kto wie co czas przyniesie, na ten moment będziemy próbować się w tych dwóch dyscyplinach.

Trener Dawid Sobieraj

Nasza współpraca zaczęła się, gdy Kacper chodził do kraszewickiego Gimnazjum im. Polskich Olimpijczyków. Na początku nie był łatwym zawodnikiem, powiem nawet, że niekiedy musiałem sam dostosowywać się do niego, co przy pracy z młodymi zawodnikami jest dla mnie rzadkością. Robiłem to jednak, ponieważ widziałem w nim ogromny potencjał. Teraz po 8 latach współpracy mogę śmiało powiedzieć, że wraz z rodzicami Kacpra wychowaliśmy profesjonalistę – siedmiokrotnego medalistę Mistrzostw Polski, dwukrotnego reprezentanta Polski. Fakt ten cieszy mnie tym bardziej, że obaj jesteśmy z niewielkich Kraszewic a wygrywamy z całym krajem.
Co dalej?… na tę chwilę chyba już ochłonęliśmy po Mistrzostwach Polski, Kacper dostał kilka dni wolnego i zabraliśmy się za przygotowania do sezonu letniego. W tym tygodniu ruszamy już do Szklarskiej Poręby, czekają nas też raz w tygodniu wyjazdy do Warszawy, aby poskakać o tyczce, będzie to intensywny czas. Trochę szkoda, że nie mamy w Kraszewicach stadionu tartanowego, to na pewno ułatwiłoby nam pracę i pozwoliło znaleźć następców Kacpra.

Jerzy Bińczak



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest