KRASZEWICE: BOCIEK ZAPRZYJAŹNIŁ SIĘ Z SENIORAMI (Film)

Bocian, który tegoroczną zimę postanowił spędzić na kraszewickich łąkach zaprzyjaźnił się z podopiecznymi Dziennego Domu Senior+, którzy każdego ranka mają dla niego smaczne podroby.

Każdego ranka ,,Maciej’’, bo tak go nazwali, zjawia się w pobliżu Domu Seniora będąc przekonanym, że i tym razem będzie mógł liczyć na swoich przyjaciół.
Przyznać trzeba, że jest rozpieszczany, kiedy już pojawi się na pobliskiej łące – spotyka tam kraszewickich seniorów, którzy karmią go tymi smakołykami.
– Nasi seniorzy czekają codziennie na swego przyjaciela bociana – mówi Kinga Szmitke, opiekun placówki. – Pani Lucyna Wróbel kupuje dla niego serca, wątróbkę i codziennie go karmimy, a w niedzielę wyręcza nas córka pani Lucyny, Dorota Koprowska.
Jedni ruszają więc rano na łąkę, inni wypatrują swojego pupila przez okno, dopingując, aby podszedł bliżej. Bociek jest już chyba przyzwyczajony do przejeżdżających tuż obok samochodów. Więcej zdziwienia wykazują kierowcy, bo wielu zatrzymuje się i robi zdjęcia naszemu bocianowi.
Seniorzy instruują: do boćka trzeba podchodzić cicho i spokojnie, nie wolno wykonywać gwałtownych ruchów… Wrósł tak bardzo w ich życie, że zastanawiają się, czy Dom nie nazwać czasem ,,Pod Bocianem’’.
Uruchomiony z początkiem br. Dzienny Dom Senior+ nastawiony jest na aktywizację seniorów, na umożliwienie im wyjścia z domu i spędzenie czasu w rodzinnej atmosferze. – Tu mogą się spotkać, razem przeżywać dobre i złe chwile, świętować imieniny… – podkreśla pani Kinga.
Jednego czego nie mogą, to nudzić się. To w tym Domu jest zabronione. – Tutaj cały czas coś się dzieje – zapewnia Kinga Szmitke. – Pani Janina Golanowska, wykonuje szydełkiem piękne serwetki i cieszy się, gdy może komuś swoją pracę sprezentować – dodaje. Malują, rysują, obok śniadania i obiadu znajdą też czas na wspólną herbatę czy kawę przy ulubionym serialu. Gdy już brak im pomysłów, rozkładają gry planszowe czy rozwiązują krzyżówki.
Seniorzy korzystają też z fachowej opieki pielęgniarki, biorą udział w prowadzonych przez rehabilitanta zajęciach, raz w miesiącu w Domu pojawia się też psycholog i logopeda. – Podjęliśmy też współpracę z neurologiem – dodaje Szmitke.
Towarzystwo wyborne, szkoda tylko, że panów tak mało. Panie czasami żartują, że gdyby ich było więcej – mogłyby się poczuć jak w telewizyjnym Sanatorium Miłości czy konkurs na najsympatyczniejszą parę zorganizować.
– Zastanawiamy się, jak nazwać ten nasz Dom – mówi Stanisława Cuprych. – Czy ,,Pod Bocianem’’, czy może ,,Sanatorium Miłości’’, ale to Sanatorium nie bardzo by nam chyba wyszło, bo nas tu jest więcej kobiet a mężczyzn mało – wyznaje.
Wiesław Kaczmarek



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest