KRASZEWICE: Co zostawią w spadku następnej radzie?

– Podjęte wobec mojej osoby działania traktuje jako próbę ograniczenia mojej aktywności jako radnego rady gminy Kraszewice, czy wręcz próbę zastraszenia… – oświadczył na ostatniej sesji radny Jan Wojtaszek. O co chodzi?

Zaczęło się od tego, że radny Jan Wojtaszek złożył wniosek, aby – z uwagi na fakt, że otrzymał od radczyni prawnej urzędu wezwanie przedsądowe związane z jego wypowiedziami m.in. na ostatniej sesji – do protokołu z tejże sesji dołączyć przygotowany przez niego scenopis z nagrania.
Przewodniczący rady Artur Chowański przyznał, że dotychczas nie było to praktykowane, postanowił więc poddać wniosek Wojtaszka pod głosowanie. Radca prawny Michalina Witkowska zwróciła jednak uwagę, że to przewodniczący, a nie radni decyduje o uwzględnieniu poprawek w projekcie protokołu. Chowański odparł, że te poprawki zawsze były przegłosowywane, dodał jednak równocześnie, że on nie byłby za tym, aby ten scenopis przyjmować do protokołu. – Nie widzę takie potrzeby – oświadczył, zdając się jednak w tej sytuacji na zdanie rady.

STAN WYJĄTKOWY

Wojtaszek tłumaczył, że zapisy w projekcie protokołu tak naprawdę nie odzwierciedlają przebiegu sesji.
– Takiej sytuacji na sesjach rady gminy jeszcze nie mieliśmy, żeby radny był straszony wyciąganiem konsekwencji… – wsparł go Jan Kędzia.
– Ale proszę się liczyć ze słowami – wtrącił przewodniczący rady.
– Proszę mnie dobrze zrozumieć – kontynuował Kędzia. – Takiej sytuacji jeszcze nie mieliśmy nigdy, żeby radny był straszony wyciąganiem konsekwencji prawnych. W zaistniałej sytuacji ja zgłaszam, żeby to nagranie z obrad sesji było zapisane.
– Protokół ma formę pisemną – powtarzała kilkukrotnie radczyni urzędu.
– W wyniku zaistniałej sytuacji to jest stan wyjątkowy – apelował do przewodniczącego radny Kędzia.
Ostatecznie rada wyraziła zgodę, aby plik dźwiękowy z sesji przechować ,,do momentu wyjaśnienia sprawy’’.

ZŁOTE KLAMKI W PRZEDSZKOLU?

A że była to ostatnia sesja w tej kadencji, powróciły podnoszone od dłuższego czasu, ale jak dotąd nie do końca wyjaśnione wątpliwości i pytania.
– Dlaczego to nasze przedszkole jest takie drogie i kosztuje 6,5 mln zł? – pytał radny Kędzia. Jako przykład podał przedszkole w podwarszawskiej gminie Górzno. Tam obiekt o wiele większy kosztował nie 6,5 a 3,8 mln zł. – Czy u nas będą złote klamki? – dopytywał. Sugerował równocześnie, czy nie trzeba było rozpocząć tej inwestycji rok wcześniej albo rok później, a nie w roku wyborczym, bo wtedy byłoby najpewniej dużo taniej.
– Temat wyboru firmy i kwoty został już rozstrzygnięty dawno. (…) To jest już temat dla mnie zamknięty – skwitował sekretarz Konrad Kuświk
Kuświk dodał, że temat ten mógł być poruszany przez radnego na etapie kosztorysu, kiedy były na ten cel zabezpieczane przez radę środki. Wyznał, że nie wie jakie przedszkole budowała Gmina Górzno, on sam może jednak podać przykłady 2-3 przedszkoli, które są budowane drożej niż to w Kraszewicach.

PO CO TO NAWRACAĆ?

Kędzia przypomniał, że przecież niejednokrotnie takie pytania na sesjach padały.
– Pan zadawał pytania i pan otrzymywał odpowiedzi – wyznał wójt Paweł Koprowski i przypomniał, że cena w pierwszym przetargu była przecież jeszcze wyższa. Tłumaczył, że pierwszy konkurs, gdzie gmina zabiegała o środki zewnętrzne na budowę zakończył się niepomyślnie, stąd nie było możliwości rozpocząć wcześniej tego zadania. – Dlatego pierwszy realny termin, w którym mogliśmy wystartować z budową przedszkola był ten, w którym wystartowaliśmy – przekonywał. Dodał, że każdy przetarg odbywa się w oparciu o Specyfikację Istotnych Warunków Zamówienia i tam są określone warunki. – I Górzno mogło sobie postawić warunki minimalne a Kraszewice postawiły warunki takie, żeby przedszkole spełniało warunki XXI wieku, bo nasze dzieci na takie warunki w przedszkolu po prostu zasługują – przekonywał. I trudno dociec, czy wójt sugerował w ten sposób, że samorząd Górzna wybudował przedszkole na miarę XX, a nie daj boże XIX wielu, bo tamtejsze dzieci tylko na takie warunki zasługują.
– Ale po co to nawracać – apelował do Kędzi radny Józef Wojtaszek (nie mylić z Janem).

TO KŁAMSTWO

Powrócił też powielany niemal od początku kadencji temat podpisywania przez wójta i parafowania przez radcę prawnego projektów uchwał. Wojtaszek po raz ,,enty” nawracał do faktu, że dostarczane radnym na komisje projekty uchwał notorycznie nie są ani podpisywane, ani parafowane.
Tu głos zabrała radca prawny twierdząc, że podczas ostatniej komisji budżetowej kierownik GOPS powiedziała coś, co ,,jest niezgodne z prawdą”, że ona odmówiła podpisania projektu uchwały.
– Pani Wanda Skorupa nigdy nie zgłosiła się do mnie z przygotowanym projektem uchwały w celu jej zaparafowania – wyznała. – Pani Wanda Skorupa jakiś czas temu zwróciła się do mnie z prośbą o przygotowanie, pomysł przygotowania tej konkretnej uchwały, co uczyniłyśmy, w wersji na brudno, długopisem na poprzedniej uchwale zmieniającej. Po przygotowaniu tego projekt w wersji na brudno pani Wanda nigdy później nie zwróciła się do mnie z przygotowanym projektem uchwały celem jego zaparafowania. Jej słowa są kłamstwem i znowu stawiają mnie w złym świetle. Ja nie odpowiadam za niesubordynację kierowania GOPS – oświadczyła.
– Jak tak można? – dziwiła się radna Małgorzata Broniecka.

BZDURY PANI OPOWIADA

Do wypowiedzi radczyni odniosła się później kierownik GOPS Wanda Skorupa. Przypomniała, że przecież wszystkie projekty uchwał są przez radczynią przeglądane.
– Czy zwróciła się pani do mnie o zaparafowanie przygotowanego projektu uchwały? – przerwała jej Michalina Witkowska.
– Chwileczkę, mnie nikt nie powiedział, że uchwały mają być parafowane – ripostowała Skorupa.
Z dalszej wymiany zdań można się było m.in. dowiedzieć, że – jak mówiła radczyni – długopisem naniosła ona na przygotowany projekt propozycje zmian, gdy tymczasem – jak mówiła kierownik – nanosiła je ołówkiem. W końcu kierownik GOPS przygotowany projekt uchwały przepisała i przekazała go do biura rady, aby trafił do wszystkich radnych.
– Czyli nie zwróciła się pani do mnie z wnioskiem o zaparafowanie przygotowanego projektu uchwały – powtarzała Witkowska.
– A jak miałam się zwrócić do pani, jak nie wiem, czy pani wie, że ma parafować. To pani musi wiedzieć, czy pani ma parafować uchwały, czy nie – usłyszała odpowiedź.
– Czy ja mam panią gonić i pytać, czy… – zaczęła radczyni.
– Ale gdzie gonić – oburzyła się Skorupa, zwracając uwagę, że po ostatniej komisji radczyni sama umiała przyjść i powiedzieć: ja to zaparafuje i ja to oddam do pani Lidki. – A przedtem czegoś takiego nie było – przekonywała.
– Czy ja mam się domyślać, czy pani ma jakieś projekty uchwał na daną komisję do przygotowania? – pytała Witkowska.
– Proszę? Pani to widzi, bo ja do pani chodzę. Ja z każdą uchwałą, z każdym zarządzeniem do pani chodzę – mówiła Skorupa.
– Czy przyszła pani do mnie z przygotowanym projektem uchwały? Nie przyszła pani – upierała się przy swoim Witkowska.
– Jak nie przyszłam, no co pani za bzdury opowiada? – zdenerwowała się kierownik.
Kiedy padło pytanie do przewodniczącego rady, czy jego zdaniem projekty przekazanych na komisje uchwał powinny być parafowane i podpisane, Chowański odparł, że powinny, ale na sesję.
Pytana o to samo radczyni odpowiedziała, że w jej opinii powinny być parafowane na komisje. – Ale ja muszę mieć co parafować – dodała.
– Ja nie jestem prawnikiem, ja tak uważam – tłumaczył się Chowański, czym wzbudził irytację u Wojtaszka. – Kadencja się kończy i ty nie wiesz? – mówił zdenerwowany.
Wojtaszek przypomniał, że przecież od samego początku tej kadencji przekazywane radnym na komisje projekty uchwał nie były podpisywane ani parafowane, gdy tymczasem – zgodnie ze statutem – projekt uchwały wraz z uzasadnieniem powinien być podpisany przez wójta i zaparafowany przez radcę prawnego.

CZY DROGI CZKAWKĄ SIĘ IM ODBIJĄ?

Radny Kędzia wrócił też do tematu wykazu dróg gminnych, po raz kolejny wskazując uwagę na fakt, że wykaz jaki Urząd Marszałkowski otrzymał do zatwierdzenia różni się od tego, jaki przyjęty został jako załącznik do uchwały z 2016 r. – Dlaczego? – dopytywał, argumentując, że w zależności od tego, na który wykaz się spojrzy – raz pojawiają się, innym razem znikają różne odcinki dróg. Taka fatamorgana. W sumie znikających odcinków jest grubo ponad 6 km. – Kto ma w tym interes, komu na tym zależy, by drogi gminne były zaorywane i zagradzane? – pytał radny.
Kędzia ponownie przypomniał, że przecież część spornych odcinków dróg, które wcześniej przebiegały przez tereny należące do prywatnych właścicieli, na mocy ustawy z 1998 r. zostało ,,skomunalizowanych’’. – Panie wójcie, należy poczynić kroki prawne celem przywrócenia do pierwotnego stanu wskazanych dróg gminnych, które to są własnością gminy Kraszewice – zaapelował.
Sprawa jest na tyle skomplikowana i z prawnego punktu widzenia może okazać się dla samorządu bardzo trudna do wyjaśniania, że wrócimy do niej w jednym z kolejnych wydań.

RADCZYNI POZWAŁA RADEGO

W ramach ,,wolnych głosów i wniosków’’ radny Jan Wojtaszek poinformował radę, że otrzymał wezwanie przedsądowe do zaprzestania naruszeń dóbr osobistych, jakie wystosowała do niego Michalina Witkowska, która w Urzędzie sprawuje funkcję radcy prawnego.
Zdaniem Witkowskiej, Wojtaszek poprzez swoje wypowiedzi na komisjach i sesjach podważa jej kompetencje, przez co narusza jej dobre imię, co poniża jej osobę w opinii publicznej i narusza na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu radcy prawnego
W swoim pozwie radczyni m.in. wezwała radnego do złożenia na najbliższej sesji publicznego oświadczenia, w którym przeprasza ją, że na sesji w dniu 28 września br. naruszył jej dobra osobiste. Jeśli tego nie zrobi – spotkają się w sądzie.

NIE DAM SIĘ ZASTRASZYĆ

Wojtaszek w odczytanym oświadczeniu wyznał, że w związku z otrzymanym wezwaniem zwrócił się do przewodniczącego rady o udzielenie mu koniecznej pomocy prawnej.
– Nigdy w swoich wystąpieniach na sesji czy komisjach nie podważałem i nie miałem intencji podważać kompetencji radcy prawnego Urzędu – przekonywał. – Jako radny mam prawo, a wręcz obowiązek artykułować na sesjach czy komisjach moje wątpliwości związane z poddawanymi pod obrady projektami uchwał. Tak też było, kiedy przedstawiono na sesji (…) projekt uchwały w sprawie zmian w statucie gminy. Zmian, które okazały się na tyle daleko idące, że ich przygotowaniem nie powinien się zajmować radca prawny, bo nie ma on takich kompetencji, ale powołana przez radę komisja statutowa. (…) Mandat, który sprawuję powierzyli mi wyborcy a nie wójt czy radca prawny gminy. Na sesjach czy komisjach nie wypowiadam się jako Jan Wojtaszek, ale radny Jan Wojtaszek. (…) Podjęte wobec mojej osoby działania traktuje jako próbę ograniczenia mojej aktywności jako radnego rady gminy Kraszewice, czy wręcz próbę zastraszenia mnie jako radnego i kandydata na radnego w kontekście zbliżających się wyborów samorządowych. (…) Jeśli zajdzie taka konieczność – jestem gotów stanąć przed sądem i tam szukać sprawiedliwości. Na pewno nie dam się zastraszyć.

TYLKO PO CO?

– Idźmy w kierunku załagodzenia tej sytuacji – zaapelował radny Kędzia. – Może ktoś jedno słowo za dużo powiedział, może pani mecenas troszeczkę coś tam źle to zinterpretowała. (…) Tego jeszcze u nas nie było, żeby radny był przed sąd… – przekonywał.
– Przebieg dzisiejszej sesji odzwierciedla całe 4 lata – wyznał wójt Paweł Koprowski. – Myślę, że można dzisiaj podawać sobie ręce, tylko po co. Ja sobie cenię szczerość, uczciwość i prawdę. Można mi wiele rzeczy zarzucać, można mi zarzucać nieprawdę, natomiast jeżeli ja mam coś do kogoś, to ja to będę miał – podsumował. (…) JUR



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest