KRASZEWICE: Rada Gminy odrzuciła skargę sołtysa Kędzi na działalność Wójta

W zgodzie ze stanowiskiem komisji rewizyjnej, Rada Gminy Kraszewice odrzuciła skargę, jaką były radny i sołtys Jan Kędzia złożył na działalność Wójta. – Pani chcesz sprawie łeb ukręcić? – zwrócił się do przewodniczącej komisji Małgorzaty Bronieckiej wzburzony Kędzia. – Do tej pory dużo sprawom pani łeb ukręcała, były nieprawidłowości na Łękawkach, były nieprawidłowości na chodniku Renta – Racławice – dowodził.

Skarga dotyczyła niedopełnienia obowiązków przez Wójta Gminy Kraszewice, co miało doprowadzić do ,,zgubienia w ewidencji dróg gminnych’’ kilku odcinków dróg, a w konsekwencji przejęcia bez podstawy prawnej tych dróg przez osoby nieuprawnione. Pierwotnie sołtys Kędzia przesłał swoją skargę do Marszałka Województwa, skąd trafiła do Wojewody, a ten przekazał ją Radzie Gminy, która to jest właściwą, aby tego typu skargi rozpatrywać.
Tak naprawdę Kędzi chodziło o dwie drogi. Pierwsza to Kraszewice A Podlas – Kuźnica Grab. (tzw. Glinianki), która – jak napisał – ,,została zagrodzona i stała się nieprzejezdna’’. Druga – od dzisiejszej ul. Wieluńskiej do posesji państwa Pieruckich – również uznana została przez Gminę jako prywatna i ostatecznie ,,została zaorana” przez nowego właściciela.
Kędzia dowodził jednak, że obie te drogi, owszem, przebiegały przez tereny prywatne, ale w zgodzie z ustawą z 1998 r. z mocy prawa stały się własnością gminy.
Władze samorządowe gminy nie wzięły sobie jednak do serca zapisów tej ustawy, bo uznały, że choć drogi te były wyjeżdżone przez mieszkańców i traktowane jako publiczne, to jednak leżą na gruntach prywatnych, a więc nie są własnością gminy. Wychodząc najwidoczniej z tego założenia w Urzędzie Gminy przygotowano nowy wykaz dróg gminnych (dotychczas obowiązujący był uchwalony w 2007 r.), w którym – co ważne – spornych dróg już nie wykazano (w sumie w wykazie tym ,,zniknęło’’ ok. 6 km dróg gminnych). Wykaz ten w 2016 r. został przyjęty przez Radę Gminy w formie uchwały, wymagał on jednak jeszcze zatwierdzenia przez Zarząd Województwa. Tam też powinien być przesłany razem z uchwałą. Jakież więc było zdziwienie, gdy okazało się, że w zatwierdzonym przez Zarząd Województwa wykazie sporne odcinki dróg jednak się pojawiły. Co się stało?
Kędzia przypomniał w swej skardze, że uchwała z 2016 r. przyjęta została zaledwie jednym głosem (za był tylko przewodniczący Artur Chowański, nikt nie był przeciw, 10 radnych się wstrzymało). I że wbrew ówczesnym zapewnieniom, faktycznie wykaz ten nie został wcześniej zaopiniowany przez Zarząd Powiatu Ostrzeszowskiego, co było wymogiem formalnym. – Radni (…) zostali wprowadzeni w błąd przez Wójta Gminy Kraszewice – przekonywał, zarzucając równocześnie wójtowi ,,brak nadzoru nad mieniem komunalnym”.

SKARGA BEZZASADNA

Skarga ta ostatecznie trafiła do komisji rewizyjnej Rady Gminy.
– Po dokładnej analizie udostępnionych materiałów komisja rewizyjna stwierdza, że skarga pana Jana Kędzi jest bezzasadna -oświadczyła na ostatniej sesji jej przewodnicząca Małgorzata Broniecka. – Powyższe drogi nie były ujęte w ewidencji dróg gminnych, ponieważ gmina nie była właścicielem działek, po których przebiegały te drogi. Na chwilę obecną Gmina Kraszewice uporządkowała sprawę lokalizacji dróg gminnych – uznała komisja. Te, które uznała za nieswoje – wykreśliła z wykazu dróg gminnych. W ich miejsce, po wykupieniu gruntów, powstały nowe. Komisja w żaden sposób nie odnosiła się jednak do artykułowanych przez Kędzię sugestii, że przecież drogi te powinny być przejęte przez Gminę z mocy prawa, co wydaje się być meritum sprawy.
Jak można było przypuszczać, stanowisko komisji wzburzyło autora skargi, który – zaopatrzony w geodezyjne mapki, różne ustawy i uchwały – w dość ekspresyjny sposób po raz kolejny próbował wytłumaczyć, gdzie tak naprawdę przysłowiowy pies jest pogrzebany.
Przewodnicząca komisji rewizyjnej tłumaczyła, że nowa droga łącząca Kraszewice z Kuźnicą powstała na wykupionych przez gminę działkach, bo ta wcześniej użytkowana, wyjeżdżona przez mieszkańców, tak naprawdę przebiegała m.in. przez dukt należący do Lasów Państwowych i działki prywatne, stąd trzeba było wyznaczyć nową drogę. – Stan prawny powyższej drogi został uregulowany poprzez wydzielenie i przyjęcie działek od osób prywatnych… – wyznała Broniecka. W sumie Gmina zapłaciła za te działki blisko 32 tys. zł.
Druga ze spornych dróg powstała na wykupionych i darowanych gruntach, bo ta dotychczasowa też przebiegała przez prywatne działki.

COŚ MI NIE GRA

Na przywoływane przez Broniecką ,,fakty’’ zwrócił jednak uwagę radny Jan Puchała.
– Tu coś mi nie gra – wyznał. Okazało się bowiem, że np. droga do państwa Pieruckich była już przecież ujęta w wykazie dróg gminnych uchwalonym przez Radę w 2007 r.
Wójt Konrad Kuświk powtórzył za Broniecką, że owszem, ale tak naprawdę Gmina nie była właścicielem działki, przez którą droga ta przebiegała. – Dlatego robiąc nową ewidencję dróg w 2016 r. usunięto tę drogę jako drogę, która nie miała statusu drogi gminnej… Ta droga nigdy nie powinna mieć statusu drogi gminnej, bo nie przebiegała po gruntach należących do gminy – przekonywał.

JEST ROZBIEŻNOŚĆ

Jak więc wytłumaczyć fakt, na co zwrócił uwagę radny Puchała, że w uchwale Zarządu Województwa Wielkopolskiego z maja 2018 r. droga ta figuruje jednak jako gminna?
– Wydaje mi się, że jest rozbieżność między uchwałą naszej gminy a uchwałą Zarządu Województwa Wielkopolskiego – tłumaczył dość zawile Kuświk. – Jest rozbieżność, dlatego moją inicjatywą będzie stworzenie nowej, praca nad nową ewidencją dróg – poinformował, zadając w ten sposób kłam wcześniejszemu stanowisku komisji rewizyjnej, która stwierdziła przecież, że ,,na chwilę obecną Gmina Kraszewice uporządkowała sprawę lokalizacji dróg gminnych’’.
Jednak ani wójt, ani przewodnicząca komisji rewizyjnej nie potrafili wyjaśnić, jak to się stało, że wykaz dróg gminnych uchwalony przez radę w 2016 r. i ten ogłoszony przez Zarząd Województwa Wielkopolskiego nie są tożsame, co powinno być oczywiste, a są różne.

PRÓBUJESZ SIĘ PAN WYMIGAĆ

– Panie przewodniczący, pan wielokrotnie popełniałeś błędy, bo wprowadziłeś pan radnych gminy tamtej kadencji w błąd i próbujesz pan się z tego wymigać. Jak się popełnia błąd, to trzeba się przyznać – oskarżył Chowańskiego Kędzia.
– Dopiero przy uchwale udzielę panu głosu – odparł Chowański.
– Ja mam tu mapy… – ciągnął dalej Kędzia.
– Ale ja powiedziałem już coś, że nie udzielam panu głosu – oświadczył przewodniczący rady.
Radny Jan Wojtaszek bezskutecznie proponował, aby pismo Kędzi wraz z załącznikami i protokół komisji rewizyjnej zamieścić jako załączniki do podejmowanej uchwały. – Bo to się po prostu nie trzyma kupy – podsumował.

MOŻE FAKTYCZNIE?

– Cóż, może faktycznie był nieład z tymi drogami – zreflektowała się w końcu Broniecka. Przyznała też, że owszem – ustawa z 1998 r. dała gminom możliwość przejęcia na własność przebiegających przez grunty prywatne, ale ,,zajeżdżonych’’ dróg, ale jak dotąd nikt tego nie zrobił.
Puchała sugerował, że być może do Zarządu Województwa ostatecznie wysłano ten stary, uchwalony w 2007 r. wykaz dróg, a nie ten z 2016. I taki też został przez zarząd opublikowany.
Wojtaszek powtórzył za Kędzią, że w 2016 r. rada została wprowadzona w błąd. Przypomniał też, że Urząd Gminy za opracowanie nowego wykazu dróg gminnych zapłacił wynajętej firmie kilkanaście tysięcy zł, a teraz okazuje się, że znów trzeba będzie nowy wykaz opracowywać.

MAM ŻAL DO PANI

– Pani tu próbuje dowodzić, że te drogi, które ja tu wskazuję, nie zostały z mocy ustawy przejęte – zwrócił się do przewodniczącej komisji Kędzia.
– Nie zostały – odparła Broniecka.
– Pani posłucha, ja tu mam dokumenty, to jest bogata kartoteka… Mam żal do pani jako przewodniczącej komisji rewizyjnej, bo… – ciągnął Kędzia.
– To ja miałam je przejąć?! – naskoczyła na sołtysa radna.
Robiło się coraz głośniej, odnieść można było wrażenie, że radni nie są zainteresowani tym, co Kędzia mówi, a i ten zaczął się powtarzać. Sala próbowała go zagłuszyć, wręcz namawiano przewodniczącego, aby odebrał głos sołtysowi.
– Te przepisy, które przed chwilą pan Jan Kędzia cytował, to myśmy już wszyscy słyszeli. Radni, sołtysi, goście… kilkanaście razy. – mówiła Broniecka.
– Co pani za pierdoły opowiada! – zeźlił się Kędzia. – 39 dróg zostało z mocy ustawy przejęte.
– To proszę mi pokazać tę ustawę! – krzykiem na krzyk odpowiedziała Broniecka.
– Proszę bardzo, niech sobie pani skseruje! – zaproponował Kędzia.
– Ja nie będę nic kserować! (…) Panie przewodniczący, ja wnoszę o przejście do tematu i głosowanie nad uchwałą – oświadczyła Broniecka.

Z MOCY PRAWA

W końcu zawiłości związane z przejęciem dróg na podstawie ustawy z 1998 r. wyjaśnił radnym mecenas Zbigniew Zieleziński, którego kancelaria prawna obsługuje kraszewicką Gminę. – Jeżeli te drogi były w ewidencji gruntów zapisane jako drogi i były w wykazie dróg publicznych w kategorii gminnej (…), to z mocy prawa te drogi przechodziły na własność gminy – poinformował.
Radny Wojtaszek dopytywał, czy do przejęcia takiej drogi mogło dojść tylko wtedy, kiedy Gmina z takim wnioskiem wystąpiła.
– Niekoniecznie. Ta decyzja ma charakter deklaratoryjny – odparł mecenas. Warunek był jednak taki, że taka nieruchomość w dniu 31 grudnia 1998 r. była zajęta pod drogę publiczną, mimo że nie stanowiła własności samorządu. Ważne, aby taka droga była umieszczona w oficjalnej ewidencji dróg publicznych. Reszta, na wniosek samorządu, należała do Wojewody.
– Tylko czy ten przepis obowiązuje do dnia dzisiejszego? – spytał Wojtaszek. Radca odpowiedział, że tak. – Takie postępowania do dzisiaj się toczą – nie ukrywał.

BO ZAŁĄCZNIK ZGINĄŁ

Dlaczego więc Urząd Gminy nie skorzystał z zapisów tej ustawy? Bo właśnie m.in. o to miał pretensje do Wójta sołtys Kędzia w swojej skardze, mówił o tym zresztą (nie on jeden) już wcześniej na sesjach, gdy był radnym, ale żadnej odpowiedzi nigdy nie otrzymał, sam problem był wręcz bagatelizowany. Tymczasem Kędzi chodziło o to, że być może nie trzeba było wydawać kilkadziesiąt tysięcy zł na nowe drogi, a tylko dopełnić formalności przejęcia tych starych na podstawie ustawy z 1998 roku, czyli z mocy prawa. Tym bardziej, że prawdopodobieństwo, że drogi te były przed 1999 r. ujęte w wykazie dróg publicznych jest duże, zważywszy na fakt, że w wykazie z 2007 r. te drogi jako gminne są przecież zapisane.
– Nie mamy tego wykazu dróg gminnych, który jest obligatoryjnym obowiązkiem, że musi być – bronił się Kuświk.
Owszem, w archiwum Urzędu jest uchwała ówczesnej Gminnej Rady Narodowej w sprawie ,,zaopiniowania projektu sieci dróg gminnych’’ z 1985 roku, jednak samego załącznika do tej uchwały (który musiał być później przyjęty uchwałą przez Wojewódzką Radę Narodową), czyli wykazu tychże dróg nie ma. Ktoś go wyrwał, nie wiadomo jednak kto i kiedy.
– Bo załącznik zginał, nie ma załącznika – potwierdził Wojtaszek.

TU JEST DŻUNGLA

Wymiana zdań między Kędzią a Broniecką robiła się coraz gorętsza.
– Głosujemy – oświadczył Chowański. – Panie sołtysie, proszę się uspokoić.
– Co to jest?! O czym wy mówicie? – zaczął wymachiwać dokumentami zbulwersowany Kędzia. – Pani chcesz sprawie łeb ukręcić? – oskarżył Broniecką. – Do tej pory dużo sprawom pani łeb ukręcała, były nieprawidłowości na Łękawkach, były nieprawidłowości na chodniku Renta – Racławice… – dowodził zdenerwowany.
– Tu jest dżungla, Artur tu jest dżungla! – zwrócił się do Chowańskiego Kędzia. – Nie rób nieprawości, bo będę miał do ciebie wieki żal. Bądź po stronie prawdy, bo jesteś człowiek uczciwy… Popełniłeś błąd, napraw go, bo ta uchwała z 2016 r. to jest jeden wielki bubel prawny – przekonywał.

JEŚLI ZNAJDZIE SIĘ ZAŁĄCZNIK

– Zwrócę państwu uwagę, że jesteśmy w punkcie uchwały w sprawie skargi na Wójta – przypomniał Konrad Kuświk. – Skarga dotyczy niedopełnienia obowiązków przez Wójta Gminy Kraszewice. Tak jak w dyskusji ustaliliśmy, po pierwsze w 2016 r. wg mojej wiedzy ewidencja dróg gminnych podjęta uchwałą rady uporządkowała na tyle te drogi, że drogi gminne w tej ewidencji przebiegają na gruntach należących do gminy. I te drogi we wcześniejszych, starszych ewidencjach, które miały rangę drogi gminnej ale nie miały przebiegu po gruntach stanowiących własność gminy, one utraciły ten status w 2016 roku. I teraz niedopełnienie obowiązku przez wójta to tak jak pan mecenas państwu bardzo trafnie przedstawił, jakie podstawy trzeba mieć, aby wystąpić o przejęcie tych dróg. A my tych podstaw, wójt gminy nie mam tych podstaw, bo nie ma ewidencji dróg gminnych na koniec 1998 r. Nie ma wykazu dróg gminnych, który jest niezbędny do wystąpienia do Wojewody o przejęcie tych dróg. Jeżeli znajdzie się ten załącznik, wójt będzie miał podstawę. Na tę chwilę nie ma tego załącznika, a więc uważam, że wójt nie był władny, nie miał podstaw do przejęcia tej drogi. A więc, że tak powiem, swoje obowiązki wypełnił.
Pozostaje pytanie, jakie też zabiegi poczyniły dotychczas władze samorządowe gminy, aby ten załącznik – w Urzędzie czy poza nim – znaleźć. Wszak chodzi tutaj o interes gminy.
Ostatecznie Rada skargę Kędzi uznała za bezzasadną. Czy temat jest zamknięty? Niekoniecznie. Jan Kędzia o sprawie powiadomił bowiem również Najwyższą Izbę Kontroli, rozważa też – po otrzymaniu odpowiedzi na rozpatrywaną przez Radę Gminę skargę – zaskarżyć uchwałę rady do Wojewody.
JUR



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest