KRASZEWICE: Wykonawca nie przyznaje się do winy

Nieobecny podczas pierwszego posiedzenia sądu pozwany przez Gminę Kraszewice wykonawca drogi na Łękawkach nie zgadza się ze stawianymi mu zarzutami. Twierdzi, że wykonał drogę zgodnie z przygotowaną przez projektanta dokumentacją. Tymczasem sąd musi ustalić, jak to się stało, że wylany na Łękawkach dywanik asfaltowy jest o 170 metrów krótszy, niż być powinien. I kto jest temu winien.

Podczas kolejnej rozprawy, przed sądem zeznawali reprezentujący Gminę Kraszewice (powód) wójt Konrad Kuświk i pozwany przez nią właściciel firmy, która była wykonawcą spornej drogi na Łękawkach (pozwany), która to okazała się o blisko 170 m krótsza, niż powinna.

DROGA ZA KRÓTKA

Konrad Kuświk funkcję wójta sprawuje od listopada 2018 roku, jednak – jak zeznał – sprawa jest mu dobrze znana, gdyż wcześniej pełnił funkcję sekretarza gminy, czyli nieformalnego zastępcy wójta. I to Kuświk po objęciu funkcji wójta skierował tę sprawę w imieniu Gminy do sądu. Wcześniej (w lutym 2018 r.) pod nieobecność przebywającego na zwolnieniu lekarskim ówczesnego wójta był też jako sekretarz inicjatorem spotkania z wykonawcą, w czasie którego władze gminy poinformowały, że wykonana przez niego droga zrobiona została w sposób nieprawidłowy.
– Wspólnie z pozwanym uzgodniliśmy na tym spotkaniu, że długość wykonanej drogi nie odpowiada dokumentacji projektowej – wyznał wójt, podkreślając, że w rzeczywistości droga ta nie odpowiada dostarczonej przez wykonawcę dokumentacji powykonawczej. – Na tym spotkaniu dokonaliśmy również fizycznego pomiaru kółkiem mierniczym, którego obie strony nie kwestionowały – zeznał.
Jakie było wtedy stanowisko pozwanego? – dopytywał wójta sąd.
– Bodajże chodziło o to, że zamówiliśmy drogę na odcinku, która miała dobiec do pewnego wskazanego w dokumentacji projektowej punktu i wykonawca stwierdził, że tak było, ale to nie odpowiadało dokumentacji projektowej, w której poświadczył długość drogi, a my zamówiliśmy wykonanie drogi na odpowiedniej długości – odparł wójt Kraszewic. – Droga ta miała jednak dalszy przebieg i należało ją zrealizować również w dalszym fragmencie albo potwierdzić rzeczywistą długość wykonanej drogi. Tymczasem – jak mówił – w dokumentacji powykonawczej wykonawca potwierdził inną długość drogi, niż została wykonana.
Kuświk podkreślał, że ani przed podpisaniem umowy, ani w trakcie jej realizacji wykonawca nie miał żadnych zastrzeżeń do realizowanego projektu. O tym, że w rzeczywistości droga okazała się krótsza, władze gminy dowiedziały się od jednego z radnych, jeszcze w 2017 r. – To był cykl zgłoszeń, postulatów i wniosków tego radnego, że ta droga jest w niewłaściwym zakresie wykonana – wyznał wójt. Jednak trzeba było kilku miesięcy, aby władze gminy poważnie potraktowały zastrzeżenia radnego. – Fizycznie zweryfikowaliśmy to na spotkaniu w lutym 2018 roku – przyznał Kuświk.

PYTANIE O DOKUMENTACJĘ

– Czy gmina dysponuje dokumentacją geodezyjną powykonawczą? – spytał wójta pełnomocnik pozwanego. Sędzia poinformowała, że sąd zwracał się już z takim pytaniem do pozywającego i uzyskał odpowiedź (pismo procesowe z 13.06.2019 r,), że nie. – Chyba, że coś się zmieniło? – zwróciła się do wójta, jednak ten zaprzeczył.
Pełnomocnik pozwanego dopytywał, czy z innych, realizowanych przez gminę inwestycji drogowych Urząd ma dokumentację geodezyjną powykonawczą.
– Nie przy każdej inwestycji jest sporządzana dokumentacja geodezyjna – odparł wójt. (…) – Jeżeli korzystamy ze źródeł zewnętrznych i (…) gdzieś tam jest warunkiem, że przy rozliczeniu musimy się wykazywać, to tak.
– Tutaj państwo korzystaliście ze środków zewnętrznych – chciał się upewnić sąd.
– Ale ta dokumentacja nie była tutaj wymagana – oświadczył wójt
– To jest ta dokumentacja geodezyjna czy nie? – spytał sąd.
– Tutaj nie była chyba wymagana – odpowiedział Kuświk. (…) Tutaj dofinansowanie było z Urzędu Marszałkowskiego i nie było takiego wymogu – podsumował.

CZY ZNAŁ DŁUGOŚĆ DROGI?

Stający przed sądem pozwany przyznał, że pierwszy raz wziął udział w przetargu organizowanym przez Gminę Kraszewice, choć wcześniej tego typu inwestycje nie raz wykonywał. Sąd chciał wiedzieć, czy przystępując do przetargu wiedział, jakiej długości droga ma być zrobiona?
– Przystępując do przetargu to tylko opieramy się na dokumentacji, którą przygotował projektant – odparł pozwany.
Sąd spytał, czy była w niej wskazana długość tej drogi.
– Nie pamiętam – odparł pozwany. – Z dokumentacji projektowej, czyli rysunkowej wynikało, że przebieg tej drogi jest w literze ,,T’’, że jest w dwóch odcinkach. Jeden odcinek od drogi powiatowej czy gminnej do rozjazdu i drugi od granicy gminy do jakiegoś zjazdu na posesję.
Sąd chciał wiedzieć, czy przed przystąpieniem do budowy wykonawca dokonał pomiaru wytyczonej drogi. Ten odparł, że nie, bo wcześniej zrobił to uprawiony geodeta, któremu zlecił to zadanie. Podobnie było po zakończeniu inwestycji. – Ja tej drogi nie mierzyłem – przyznał pozwany. – Tak jak wymierzył geodeta, tak zrobiłem – przekonywał, dodając równocześnie, że i ze strony Wykonawcy nikt takich pomiarów przy nim nie robił.

INWENTARYZACJA BYŁA

Pozwany zeznał, że już po zrealizowaniu inwestycji zlecił geodecie sporządzenie inwentaryzacji geodezyjnej. – Taka inwentaryzacja była sporządzona, tylko nie była dostarczona na dzień odbioru z tego względu, że to musi być złożone do starostwa, oni muszą to pomierzyć, nanieść na mapy, co trwa od miesiąca do dwóch – przekonywał pozwany. (…) – Jak geodeta dostał mapę zatwierdzoną przez starostwo, przesłał mi w kilku egzemplarzach i wtedy dostarczyłem te mapy do Urzędu Gminy. Na początku kolejnego roku, już po odbiorze końcowym, zadzwonił do mnie urzędnik, który zajmował się inwestycją, żeby mu dostarczyć kosztorys powykonawczy, bo twierdził, że jest mu potrzebny do rozliczenia z Urzędem. Prosił mnie, żeby był z taką datą jak odbiór. Chciał też, żeby to było zgodne z kosztorysem ofertowym. Wykonałem ten kosztorys powykonawczy i wysłałem go listem poleconym za potwierdzeniem odbioru.

CO Z TYM ZROBIĆ?

Po kilkunastu dniach Gmina zaprosiła wykonawcę na spotkanie, w czasie którego dowiedział się, że długość wykonanej drogi nie zgadza się z projektem, że jest o 170 m krótsza. Wtedy też pojechali na miejsce, aby ją zmierzyć. Faktycznie, tak było.
Jak zeznał pozwany, Gmina miała wówczas zaproponować, aby ,,dołożyć brakujące metry’’. – Po prostu kazali wydłużyć drogę, ale na mapie nie wskazali, jak to miałoby wyglądać. Jeżeli byśmy ,,wydłużyli’’ to byłoby to niezgodne z projektem i byłaby samowola budowlana – mówił przed sądem. – Po tym spotkaniu i po przemyśleniach wysłaliśmy pismo, że nie mamy jak to wykonać, bo przecież jest zgodnie z projektem wykonane. To potwierdza inwentaryzacja geodezyjna powykonawcza, która zgadza się z projektem.

NIE WIEDZIAŁ PAN?

Pełnomocnik Gminy spytała pozwanego, czy często występuje w przetargach na rzecz samorządu, i czy jest to normalne, że przed przystąpieniem do takiego przetargu nie zapoznaje się z treścią Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia (SIWZ). – Zeznawał pan, że w chwili przystąpienia do realizacji inwestycji nie wiedział pan, jakiej długości ma być to droga. Nie widział pan, że (…) w załącznikach do specyfikacji jest ta długość drogi razem z powierzchnią drogi wyrażona w metrach kwadratowych? – nie kryła zdziwienia.
– Widzę projekt oraz to, iż w projekcie jest określona powierzchnia czy długość tej drogi i tyle – odparł pozwany.
Ale czy pan sprawdza, czy podana długość drogi odpowiada projektowi? – spytał sąd.
– Nie mam na to czasu. Jak wygrywamy przetarg, to i tak geodeta później musi to wytyczyć. Sugeruję się projektem, bo projekt wykonuje osoba uprawniona. Chyba laik tego nie robi? Opieram się na wiedzy i doświadczeniu projektanta – zeznał pozwany.
– Czy w trakcie realizacji tej spornej inwestycji nie zorientował się pan, że pomiędzy ilością zakupionego materiału a ilością materiału, który pan wykorzystuje (…) występują rozbieżności stanowiące równowartość ponad 38 tys. zł? – pytała pełnomocnik powoda.
– Nie – odparł wykonawca. – Często tak bywa, że musimy dać więcej materiału, niż to jest w kosztorysie przyjęte. I tutaj przy tej drodze też musieliśmy dać więcej materiału z tego względu, że (…) droga była bardzo dziurawa, musieliśmy dać więcej kruszywa.
– W kosztorysie ofertowym deklarował pan, że wykona drogę na długości 1100 m? – stwierdziła pełnomocnik Gminy.
– To był przetarg z wynagrodzeniem ryczałtowym, do którego nie trzeba składać kosztorysu. Kosztorys jest tylko formą poglądową – odparł pozwany.
Pełnomocnik Gminy odniosła się też do wypowiedzi pozwanego, że dostarczył do Urzędu Gminy dokumentację geodezyjną powykonawczą. – Czy jest pan w stanie wskazać, czy zaniósł pan tę dokumentację bezpośrednio do pracownika?
– Tak, do gabinetu pracownika – odparł pozwany.

NIESPODZIEWANY WNIOSEK DOWODOWY

– Jeżeli sąd pozwoli, ja złożę (do akt sprawy) kopię tej mapy i wyjaśnię, dlaczego takie podchody. (…) To jest kopia dokumentacji geodezyjnej powykonawczej wykonanej drogi – oświadczył pełnomocnik pozwanego, przekonując, że taka dokumentacja została Gminie przekazana. – Według naszej wiedzy na dokumentacji geodezyjnej powykonawczej znajdującej się w Urzędzie Gminy w Kraszewicach znajdowała się adnotacja, że droga opisana tą dokumentacją (…) została wykonana zgodnie z umową – oświadczył. – Istotny zapis ze względu na to, że z treści tego zapisu wynika, że cały czas (…) nie było mowy o tym, że to ma być 1100 m i to jest kwestia błędnego pomiaru, natomiast od początku cały czas było wiadomo, odkąd, dokąd, jak ta droga ma wyglądać, jak ma przebiegać.
Pełnomocnik pozwanego oświadczył, że ,,licząc się z tym, że w Urzędzie Gminy mogą być takie sytuacje, że jakaś dokumentacja, niewygodna z punktu widzenia procesowego, może zaginąć’’ – sami o taką dokumentację wystąpili. – W dniu dzisiejszym uzyskałem informację o tym, że dokumentacji geodezyjnej powykonawczej Gmina nie ma, nie przedłoży, w związku z tym w tym momencie (…) tę dokumentację we własnym zakresie składamy – poinformował.
Pełnomocnik pozwanego wyraził zdziwienie, że Gmina oświadczyła, że taką dokumentacją nie dysponuje, biorąc pod uwagę treść umowy o dotację na to zadanie, jaką Gmina zawarła z Województwem Wielkopolskim. – Ta umowa jest złożona do akt sprawy i w par. 5 tej umowy jest zapis, że do rozliczenia dotacji konieczne jest złożenie kopii mapy ewidencyjnej, na której należy zaznaczyć wykonaną drogę. (…) Ta mapa była elementem koniecznym do tego, żeby jednak tę dotację rozliczyć – dowodził.
Pełnomocnik Gminy wniosła o pominięcie dowodu z przekazanej dokumentacji ze względu na fakt, iż jest to dowód zmierzający do przedłużania postępowania. Chciała też wiedzieć, czy rzeczywiście w trakcie realizacji tej inwestycji wykonawca nie wiedział, jakiej długości miała być ta droga.
– Tyle, co z projektu – odpowiedział pozwany.
Sąd zaliczył w poczet materiału dowodowego dostarczoną przez pozwanego dokumentację geodezyjną powykonawczą. Równocześnie postanowił skierować sprawę na posiedzenie niejawne w celu rozstrzygnięcia wniosku dowodowego w postaci opinii biegłego. Rozprawa została odroczona. JUR



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest