Kraszewickie sześcioraczki

– Słyszałeś, w Kraszewicach mamy sześcioraczki – zagadnął mnie kilka tygodni temu były sekretarz Urzędu Gminy Stanisław Plewiński. Rewelacja, medialna bomba – pomyślałem. Dopiero po chwili uściślił, że są to sześcioraczki bocianie. Też ładnie – pomyślałem.

Historia bocianiego gniazda przy ulicy Wieluńskiej w Kraszewicach sięga 2009 roku, kiedy to ówczesny sekretarz gminy Stanisław Plewiński wspólnie z wójtem Józefem Olszewskim napisali pismo do Zakładu Energetycznego w Ostrowie Wlkp. o wyrażenie zgody na zamontowanie na stojącym w ogrodzie Plewińskiego słupie energetycznym podestu dla bocianiego gniazda. Tak też się stało. Platforma została wykonana przez Marka Mikołajczyka z Piasków czy jak kto woli Piasek (ul. Kaliska) i 17 marca 2010 r. została na wskazanym słupie przez Zakład Energetyczny zamontowana.

Jednak tej wiosny, jak i w kolejnych latach żaden z przelatujących nad Kraszewicami bocianów nie uznał nowego gniazda za swoje. – Dopiero 10 kwietnia 2016 roku przyleciał jeden bocian, który samotnie ,,mieszkał” w tym gnieździe do 28 sierpnia tego roku – mówi pan Stanisław, który historię gniazda skrupulatnie odnotowuje w specjalnym zeszycie.

Okazało się jednak, że pierwsze bociany, podobnie jak jaskółki, wiosny jednak nie czynią. W 2017 roku żaden nie ,,zakotwiczył” na gnieździe przy Wieluńskiej.  Rok później, 6 kwietnia przyleciały dwa, które do 20 sierpnia zajmowały to gniazdo, ale młodych nie miały.

17 kwietnia 2019 roku przyleciał jeden bocian, dwa dni później drugi. Wtedy w gnieździe wylęgły się trzy małe bociany.

– W 2019 roku lato było bardzo gorące, z tego też powodu było bardzo mało pokarmu dla bocianów, w związku z tym jeden mały, wielkości gołębia, 12 lipca został wyrzucony z gniazda, a pozostałe dwa przeżyły – wspomina Stanisław Plewiński. – Pozostałe dwa z gniazda pierwszy raz wyleciały 22 sierpnia, dwa dni później odleciały stąd stare bociany – dodaje.

Jeden mały bocian przylatywał do gniazda do 21 września, następnie przeniósł się na teren pobliskiego gospodarstwa Grzegorza Idzikowskiego, gdzie był dokarmiany. Od 7 października nie mógł fruwać, kilka dni chodził po podwórku Idzikowskich, spotkać go też można było na drodze, na placu przy przedszkolu czy na podwórku Plewińskich. Niestety 19 października został znaleziony martwy w pobliskim stawie. Drugi bocian zimował w Kraszewicach, paradował m.in. na łące obok Domu Seniora, stając się pupilem seniorów, którzy go dokarmiali. Przeżył.

Wiosną 2020 roku (7 kwietnia) do gniazda na Wieluńskiej przyleciał jeden bocian, drugi dołączył do niego tydzień, a dokładniej 8 dni później.

– Na swoim podwórku naszykowałem gałęzie i siano, które bociany przenosiły do swojego gniazda – mówi pan Stanisław. W niedługim czasie wylęgły się trzy małe. – 4 lipca w Kraszewicach była silna ulewa, wichura, z tego też powodu małe bociany zdechły, a stare 6 lipca odleciały i zaczęły robić sobie gniazdo na słupie przy gospodarstwie Józefa Kłysza, też na ulicy Wieluńskiej (Podkuźnica) – dodaje.

Zdechłe bociany zostały usunięte z gniazda 9 lipca przez strażaków z KP  PSP w Ostrzeszowie. Wtedy (17 lipca) stare powróciły do swojego gniazda, aby po kilku tygodniach (29 sierpnia) odlecieć ,,do ciepłych krajów”.

12 kwietnia 2021 r. do gniazda Plewińskich przyleciał jeden bocian, 16 kwietnia drugi. W niedługim czasie wylęgło się 6 młodych bocianów, było nie było pierwsze w Kraszewicach sześcioraczki, jednak dwa z nich 3 i 9 lipca zostały z niego przez stare wyrzucone. W minioną niedzielę jeden z młodych boćków na kilka godzin opuścił gniazdo, chcąc poznać najbliższe otoczenie, po czym wrócił na swoje.

Historia warta poznania. A może dobrze by było, gdyby – wzorem niedalekich Przygodzic, które w ten sposób stały się sławne w całym kraju  – także nad tym gniazdem zainstalować internetową kamerę pozwalającą obserwować życie kraszewickich bocianów? JUR

FOT: Bociania rodzina (prawie) w komplecie



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest