MIKSTAT: Ognisko opanowane, pytania pozostały

O bardzo trudnej, ale i niezwykle pouczającej lekcji, jaką w ostatnich tygodniach musieli odrobić mieszkańcy gminy Mikstat mówi jej burmistrz Henryk Zieliński. – Myśmy tę lekcję odrobili, gdzie było nam naprawdę trudno, bo byliśmy stygmatyzowani – wyznaje. I choć ognisko koronawirusa wydaje się już być tutaj opanowane, lokalne Stowarzyszenie ,,Paryżanie” artykułuje powtarzane od jakiegoś czasu pytania, mając nadzieję, że wreszcie nie zostaną one przemilczane czy wręcz zlekceważone.

O tym, że w Mikstacie dzieje się coś niepokojącego alarmowało już na początku sierpnia – zanim jeszcze pojawiły się pierwsze oficjalne doniesienia o ognisku koronawirusa w mieście – Stowarzyszenie ,,Paryżanie’’. W skierowanym do burmistrza piśmie z dnia 2 sierpnia zarząd stowarzyszenia informował o niecodziennych sytuacjach, do jakich dochodzić miało na ul. Powstańców Wielkopolskich, gdzie pojawiły się nieoznakowane w żaden sposób busy (nie były to samochody sanitarne), a wraz z nimi ubrani w białe kombinezony ludzie, którzy – z zachowaniem specjalnych środków ostrożności – mieli wywozić mieszkańców z domów przeznaczonych w całości pod wynajem. – Zarząd Stowarzyszenia ,,Paryżanie’’ wyraża swój niepokój poprzez treść tego listu. Jako mieszkańcy tej ulicy jesteśmy zdumieni zachowaniem, jak i brakiem informacji od władz samorządowych oraz Powiatowej Inspekcji Sanitarnej – napisali. ,,Paryżanie’’ pytali wówczas, czy prawdą jest, że wywóz tych osób jest związany z wykryciem w jednym z zakładów na terenie miasta ogniska Covid-19, i czy na domy w całości przeznaczone pod wynajem została nałożona kwarantanna.
Odpowiedzi na to pismo nie otrzymali, jednak po kilku dniach w przestrzeni medialnej pojawiła się w końcu zatrważająca wiadomość, że w Mikstacie nastąpił gwałtowny przyrost osób zakażonych koronawirusem, i że ognisko Covid-19 znajduje się w miejscowym zakładzie produkcyjnym.

MAMY PRAWO WIEDZIEĆ

Początkowa dezinformacja w tej sprawie, czy jak kto woli brak rzetelnej informacji, sprawiły, że burmistrz Henryk Zieliński ,,powodowany troską o zdrowie mieszkańców oraz ich prawem do rzetelnej i obiektywnej informacji’’ wystąpił do Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego w Ostrzeszowie z prośbą o informację na temat aktualnej sytuacji zdrowotnej oraz ewentualnych zagrożeń wynikających z epidemii Covid-19 na terenie miasta i gminy oraz działań podejmowanych celem ochrony zdrowia mieszkańców w związku z epidemią. Zwrócił się także do Wojewody Wielkopolskiego oraz PPIS w Ostrzeszowie o jak najszybsze zorganizowanie w Mikstacie punktu pobrań „drive-thru”. Równocześnie zarządzona została ponowna dezynfekcja przystanków autobusowych oraz wszelkich wejść do instytucji publicznych na terenie gminy.
Taki punkt pobrań został zorganizowany. W sumie badaniom poddanych zostało około 800 osób. W zakładzie wstrzymano produkcję, około 500 osób, u których już wcześniej stwierdzono zakażenie koronawirusem objętych zostało kwarantanną, a w całym powiecie ostrzeszowskim ogłoszono ,,czerwoną’’, najwyższą strefę zagrożenia.
– W momencie jak wybuchła ta sprawa z tym zarażeniem, to pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy, to sprowadziliśmy na nasz koszt policję, dodatkowe patrole, mieliśmy bowiem świadomość, że w tej sytuacji nasi policjanci sami nie będą w stanie o to zadbać i dlatego poprosiłem o pomoc Wojewodę i rzeczywiście przez te dwa tygodnie policja znakomicie wypełniła swoje zadanie – mówi burmistrz. – Ponadto chcieliśmy jeszcze zobaczyć czy mieszkańcy Mikstatu są bezpieczni, stąd razem z WOT zorganizowaliśmy te dodatkowe badania wymazowe. Efekt był taki, że po pierwsze nie ma żadnych dowodów na to, żeby to się rozlało na mieszkańców, czyli mamy do czynienia ściśle z ogniskiem zakładowym, a po drugie policja wykonała swoje zadanie.

LIST OTWARTY

Niepokój jednak pozostał, czego dowodem wydaje się być skierowany 17 sierpnia przez ,,Paryżan’’ do burmistrza list otwarty, w którym pytają, jak to możliwe, że właśnie w gminie Mikstat nastąpił tak znaczny wzrost zachorowań i czy wpływ na to mogła mieć duża liczb mieszkających i pracujących na terenie gminy obcokrajowców. – Obecnie bardzo bulwersujące dla mieszkańców Mikstatu jest np. przekwaterowywanie mieszkańców między domami przeznaczonymi na wynajem. Niemalże codziennie można zaobserwować, jak z jednego domu mieszkańcy są przewożeni z bagażami do innego. W jakim celu? – czytamy. Stowarzyszenie zwróciło też m.in. uwagę na warunki, w jakich zakwaterowani są obcokrajowcy. – Czy ktokolwiek kontroluje ten stan? – pytają.
Aby zadane pytania nikomu nie umknęły, list ten przekazany również został m.in. Wojewodzie, służbom sanitarnym, Policji oraz… europoseł Andżelice Możdżanowskiej. Wcześniej pismo podobnej treści miał też otrzymać Główny Inspektor Sanitarny.

DZIĘKUJĘ ZA TROSKĘ

W minioną środę (26 sierpnia) ,,Paryżanie’’ otrzymali od burmistrza odpowiedź.
– Odpowiadając na list otwarty z 17 sierpnia 2020 r. pragnę podziękować „Paryżanom” za obywatelską troskę oraz włączenie się w temat bezpieczeństwa naszej społeczności lokalnej w obliczu światowej pandemii wywołanej przez koronawirus COVID-19 – pisze burmistrz Henryk Zieliński. Przypomina równocześnie, że zgodnie z podziałem kompetencji sprawy bezpieczeństwa, w tym także bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców, znajdują się przede wszystkim w gestii administracji rządowej i państwowych służb, takich jak Państwowa Inspekcja Sanitarna czy Policja, oraz samorządu powiatowego, i że podejmując konkretne decyzje i czynności wszyscy działać muszą przede wszystkim w granicach prawa.
W swoim piśmie burmistrz nie odniósł się jednak otwarcie do wcześniejszych sygnałów stowarzyszenia, jakoby coś niepokojącego działo się na terenie miasta zanim opinia publiczna została oficjalnie poinformowana o tym, że teren ten stał się ogniskiem koronawirusa. Informuje za to, jakie działania i procedury we współpracy z odpowiednimi służbami zostały podjęte i wdrożone. – Dzięki tym działaniom oraz obywatelskiej odpowiedzialności mieszkańców udało się w szybki sposób wygasić ognisko zakażeń, z którym musieliśmy się zmierzyć w Mikstacie – czytamy. Zieliński przypomina, że to na jego wniosek wojewoda zarządził przeprowadzenie w mieście bezpłatnych badań dla mieszkańców, w przeprowadzenie których zaangażowani byli: służby medyczne, żołnierze WOT, strażacy ochotnicy, pracownicy sanepidu i UMiG.
– Niestety, część podnoszonych przez Państwo spraw nie leży jednak w kompetencji samorządu gminnego i jako burmistrz nie mam prawa narzucać podmiotom prywatnym konkretnych rozwiązań czy zabraniać określonych działań – pisze Zieliński. – Dostrzegam wagę niektórych Państwa obserwacji i postulatów, ale powinny być one kierowane przede wszystkim do innych adresatów, którzy z mocy przepisów mają prawo albo obowiązek reagowania na opisywane w liście sytuacje – dodaje.

BO PREZES NIE BYŁ PREZESEM

Kiedy pytamy burmistrza, dlaczego zignorował też wcześniejsze pismo Stowarzyszenia o udzielenie informacji dot. sytuacji, w jakiej znaleźli się mieszkańcy miasta i gminy, Henryk Zieliński zwraca uwagę na fakt, że wtedy stowarzyszenie to nie było jeszcze przez Sąd zarejestrowane, tak więc występujący w jego imieniu Łukasz Małecki nie mógł podpisać się pod takim pismem jako prezes i w tej sytuacji nie było możliwości, aby ,,prezesowi’’ Małeckiemu udostępnić coś, co w świetle prawa jest informacją publiczną.
Czy naprawdę grupa mieszkańców, która obawiając się o swoje bezpieczeństwo postanowiła zawiązać stowarzyszenie nie ma prawa uzyskać od swojego burmistrza podstawowych danych, choćby takich, ilu obcokrajowców mieszka na ulicy, na której i oni mieszkają? – pytamy zdziwieni.
Burmistrz powtarza, że kiedy dotarło do niego pismo ,,Paryżan’’, takiego stowarzyszenia jeszcze nie było (zarejestrowane zostało 3 sierpnia br. – przyp. red.). – Gdyby podpisała je osoba fizyczna, nie byłoby żadnego problemu – przekonuje. (…) Ja muszę działać w ramach prawa. Jeżeli zwraca się do mnie instytucja, to ja muszę wiedzieć czy ta instytucja w ogóle istnieje – dodaje.

GENERALNIE PROBLEMU NIE MA

A czy jest problem ulicy Powstańców Wielkopolskich? – pytamy, odnosząc się w ten sposób do artykułowanych nie od dziś skarg mieszkańców tej ulicy, którzy twierdzą, że więcej na niej mieszka obcokrajowców niż rodzimych mieszkańców, co niesie ze sobą przeróżne problemy.
– Taki sam problem jak wszędzie – odpowiada burmistrz.
Prezes stowarzyszenia Łukasz Małecki dowodzi jednak, że mieszkańcy ul. Powstańców Wielkopolskich na co dzień borykają się z przeludnieniem mieszkającymi na niej obcokrajowcami. – Ludzie ci zajmują 4 z 12 zlokalizowanych tam budynków – tłumaczy. – Nie sposób tu wymienić wszystkich niedogodności z tym związanych, ale te najczęstsze to zakłócanie ciszy nocnej oraz łamanie przepisów ruchu drogowego. Z tego powodu dochodzi na tej ulicy do kilku-kilkunastu interwencji policji rocznie. Od 2 lat mieszkańcy zgłaszają swoje postulaty na różnych gminnych forach, m.in. sesjach czy zebraniach mieszkańców. Chodzi nam o podwyższenie jakości życia oraz bezpieczeństwo tu mieszkających. Niestety, żaden z wysuwanych przez nas postulatów nie został zrealizowany, a zgłaszane problemy są bagatelizowane – przekonuje.
Jednak – zdaniem burmistrza – cudzoziemcy ci są rozmieszczeni wszędzie i takie sygnały dostaję z różnych miejsc. – Powiem, co jest taką uciążliwością. Np. śmieci leżące obok kubłów, bo np. jak jest więcej osób, to już tych śmieci jest więcej. Problemem jest to, że np. nie zawsze zadbają o czystość na swojej posesji – przyznaje.
I to jest jedyny wasz problem związany z obcokrajowcami? – pytamy.
– Nie, nie jedyny. Takich problemów to jest tam ileś, natomiast generalnie nie ma jakiegoś wielkiego problemu cudzoziemców – pada odpowiedź. – Oczywiście, jeżeli idzie chodnikiem 3-4 cudzoziemców, to niektórzy mogą mieć takie odczucie ,,o Jezu, 3-4 cudzoziemców’’. A to są normalni ludzie. Ja znam np. cudzoziemców, którzy w porze wieczornej siadają i czytają sobie książki. Aż dziw bierze, że nie idzie do sklepu, bo tam też jest taki przekrój tego społeczeństwa, które przyjeżdża. Ja np. mam problem w parku miejskim, gdzie dochodzi do zakłócenia ciszy nocnej, robiony jest tam bałagan. Ale robi to nasza młodzież, nie cudzoziemcy. Te cechy chuligańskie, one się pojawiają nie ze względu na narodowość… Problemem jest tylko to, że mamy większą liczbę tych ludzi z zewnątrz. Najlepiej by było, żeby ich nie było, ale z kolei jakby ich nie było, to jako Gmina jesteśmy w zupełnie innym miejscu – tłumaczy burmistrz, dając równocześnie do zrozumienia, że duży zakład produkcyjny to równocześnie duże, spływające do budżetu gminy podatki.

TO JEST TA SKALA

Ilu cudzoziemców mieszka na terenie miasta i gminy? – dopytujemy – To się zmienia. 500, 600 – mówi Zieliński. – To jest ta skala. Oni są rozlokowani na terenie całej gminy. Większość z nich jest zatrudnionych przez agencję pracy i pracuje na terenie jednego zakładu, ale wielu pracuje też prywatnie, np. u jakiegoś rolnika. To są również ludzie, którzy pracują w innych firmach – dodaje.
Kiedy pytamy, ilu cudzoziemców mieszka na ulicach Powstańców Wielkopolskich i Wyszyńskiego, burmistrz zapewnia, że sprawdzi w dokumentach i najszybciej jak to możliwe odpowie nam na to pytanie. Zapewnia jednak, że nie jest tak, że w zlokalizowanych tam hostelach mieszka w sumie kilkaset osób.
To w takim razie, gdzie ci wszyscy obcokrajowcy mieszkają? – pytamy. Burmistrz zastrzega, że Urząd dysponuje tylko danymi meldunkowymi, które nie do końca muszą się pokrywać z danymi dotyczącymi obcokrajowców zatrudnionych na terenie gminy. – I te dane meldunkowe mogę udostępnić, nie ma problemu – wyznaje. Zieliński zapewnia również, że wszyscy zamieszkali na terenie miasta i gminy obcokrajowcy są ujęci w systemie zagospodarowania odpadów. – Tu nie ma problemu – przekonuje.

RODO NIE POZWALA?

O dziwo, kiedy w ślad za tym spytaliśmy Urząd, ilu to w sumie obcokrajowców jest obecnie zameldowanych na ulicy Powstańców Wielkopolskich – niespodziewanie odmówiono nam takiej informacji, bo ponoć RODO nie pozwala. Dowiedzieliśmy się jedynie, że na terenie miasta i gminy Mikstat zameldowanych jest obecnie 493 obcokrajowców, z czego największą grupę stanowią Mołdawianie (323 osoby) i Ukraińcy (104). Zameldowani są tutaj również Nepalczycy (35), Białorusini (16), Gruzini (9) i pojedynczy obywatele innych państw. Większość z nich (381 osób) mieszka na terenie miasta. I tyle.

ODROBILIŚMY OGROMNĄ LEKCJĘ

Czy sytuacja jest już opanowana? – wracamy do problemu związanego z pandemią. – Na ten moment tak – mówi burmistrz, choć nie ukrywa, że w każdej chwili może się to zmienić. – Oczywiście byłbym nieodpowiedzialny gdybym powiedział, że nie może być powtórki – przyznaje. – Wspólnie odrobiliśmy ogromną lekcję ,,czerwonej’’ strefy. Za chwilę może ktoś inny to odrabiać, czego nie życzę nikomu. Myśmy tę lekcję odrobili, gdzie było nam naprawdę trudno, bo byliśmy stygmatyzowani. Ta lekcja dała to, że mieszkańcy zrozumieli, jak zachowywać się w warunkach epidemii. To było to odpowiedzialne noszenie maseczki na chodniku. Ja widziałem sam mieszkańców, którzy idąc do sklepu szli w rękawiczkach. To są mieszkańcy, którzy w kościele byli w maseczkach, to są mieszkańcy, którzy bez powodu nie gromadzą się na rynku, żeby pogadać, co tam u cioci Krysi było wczoraj na obiad. To była lekcja takiej obywatelskiej odpowiedzialności, którą tu przerobiliśmy. I to mieszkańcy pokazali – dowodzi.
Burmistrz podkreśla, że Gmina jest najbliżej mieszkańców, stąd właśnie tutaj przychodzą ludzie po informację. – A Gmina często nie ma jakiś informacji, nie jest w ogóle depozytariuszem np. informacji o liczbie zakażonych – wyznaje i podaje przykład, kiedy jeden z mieszkańców chciał się od niego dowiedzieć, czy konkretna osoba faktycznie jest zakażona. – Powiedziałem, że gdybym nawet wiedział, to nie odpowiem mu na takie pytanie. Był zdziwiony, bo – jak mówił – chciał to wiedzieć tylko po to, aby przypadkiem się nie zarazić. Powiedziałem: nie, bo jeżeli ja tobie powiem o Jurku, że Jurek jest zarażony, to za miesiąc, za dwa, gdybyś ty był zarażony – będziesz miał świadomość, że burmistrz o tobie też może z kimś innym rozmawiać. Nie przekażę takiej wiedzy, a na dodatek powiem jedno: nie mam takiej wiedzy. I rozumiem też służby sanepidu, które podają dane dotyczące tylko powiatu, którymi oficjalnie dysponujemy.

WYSZLI ,,Z TARCZĄ”

Czy Mikstat i jego mieszkańcy wyszli z tej walki ,,z tarczą’’, czy może jednak ,,na tarczy’’? Henryk Zieliński nie ma wątpliwości. – Z tarczą – mówi zdecydowanie. – Bo jeszcze raz podkreślam tę odpowiedzialność mieszkańców, którzy odrobili taką lekcję obywatelskiej odpowiedzialności – przekonuje. – Przecież u nas często bywa tak, że wprowadzane są jakieś odgórne nakazy, zakazy i znamy naszą naturę, jesteśmy zawsze przekorni. Tu mogę powiedzieć jedno: mieszkańcy zachowali się naprawdę odpowiedzialnie. Te maseczki, te rękawiczki, ten brak zgromadzeń, to pokazało tę odpowiedzialność. Pewnie, że były od tego odstępstwa, bo nie sposób w takiej społeczności, żeby nie było odstępstw. Ale generalnie pokazali tę odpowiedzialność – podsumowuje.

************
Czy miał w tym swój udział patronujący miastu św. Roch, którego kult od trzech wieków jest tutaj nierozerwalnie związany z kościółkiem znajdującym się na cmentarnym wzgórzu, gdzie każdego roku (za wyjątkiem bieżącego) odbywa się błogosławieństwo zwierząt? Jedna z legend głosi bowiem, że kiedy w 1764 r. okoliczne miejscowości nawiedzone były przez morową zarazę, która zdziesiątkowała ludzi i bydło – na mikstackim wzgórzu ukazała się postać św. Rocha w czarnym kapeluszu, z laską i psem, który wykonał ręką znak krzyża nad miastem i od tego momentu zaraza ustąpiła i przestała nawiedzać te okolice. Cóż, ponoć historia lubi się powtarzać.
Jerzy Bińczak
cdn.



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest