Ostrzeszów: Oddział wewnętrzny z nowymi lekarzami

Z dniem 1 września wymieniona zostanie kadra lekarska na oddziale wewnętrznym ostrzeszowskiego szpitala. Podobnie stało się już na chirurgii. – Nie mówię, że ci lekarze, z którymi się żegnamy są źli, ale po prostu nie wpisują się w nasze oczekiwania – tłumaczy dyplomatycznie Magdalena Puziewicz-Karpiak, prezes Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia.

Czy to prawda, że cały zespół lekarski oddziału wewnętrznego otrzymał wypowiedzenia? – spytaliśmy w miniony czwartek prezes Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia Magdalena Puziewicz-Karpiak. Wcześniej otrzymaliśmy bowiem informację, że zarząd szpitala wręczył wypowiedzenia niemal wszystkim, zatrudnionym na oddziale wewnętrznym lekarzom. – Tak – pada odpowiedź. – Zgodnie z umową obowiązuje nas miesięczny okres wypowiedzenia – dodaje prezes.
Co się stało? Magdalena Puziewicz-Karpiak tłumaczy, że jest to kolejny etap zmian, jakie następują w ostrzeszowskim szpitalu. – Nie chcąc wdawać się w szczegóły. (…) Już dawno wiadomo było, że gdzieś próbujemy pewne rzeczy zmienić, naprawić. Panie redaktorze, chyba wszyscy wiemy, że opinia nie była najlepsza o tym oddziale. A nam zależy na dobrych fachowcach.

NIC ZŁEGO SIĘ NIE DZIEJE

Prezes dementuje, jakoby podjęte ruchy kadrowe zagrażały stabilności pracy oddziału, zaprzecza też plotkom mówiącym o tym, że oddział może zostać zawieszony. – Dementuje plotki, że oddział będzie zamknięty, to nieprawda, nic złego się tu nie dzieje – przekonuje. – Od 1 września na oddziale pojawią się nowi lekarze, nasi mieszkańcy na pewno będą zabezpieczeni. Wcześniej wymieniliśmy też całą chirurgię, bo tam to samo się działo. Ale chirurdzy tak nie walczyli, a ci walczą. Warto się zastanowić, z jakiego powodu.
Wypowiedzenia otrzymali niemal wszyscy, zatrudnieni tu lekarzy, łącznie z kierownikiem oddziału. Jedynie doktor Ghassan Khateeb, który jest rezydentem, pozostanie na tym oddziale.
– Tam były raptem trzy osoby – mówi Puziewicz-Karpiak. Z doktorem Krzysztofem Gercem, który już wcześniej wielokrotnie podnosił, że nie chce pracować na tym oddziale, rozstaliśmy się w bardzo dobrej atmosferze. W ciągu trzech minut pan doktor oddzwonił do tego POZ, który chciał go zatrudnić i od 1 września chyba będzie tam już pracował, pewnie za wyższe stawki, bo POZ-y płacą lepiej niż szpitale. Zresztą atmosfera tutaj nie była najlepsza… A doktor Gregorczyk-Bochyńska, nie wiem czy będziemy płakać.
Z oddziałem żegna się też jego kierownik doktor Mansoor Al-Harazi – Podziękowaliśmy mu – potwierdza prezes. – W trybie miesięcznego wypowiedzenia, bo taki zapis mamy w umowie kontraktowej. Pani doktor miała zapisany 2-tygodniowy okres. W przypadku pana kierownika poprosiliśmy, aby ostatnie dwa tygodnie okresu wypowiedzenia nie świadczył już pracy i z dniem1 września opuścił stanowisko. Ze starej kadry pozostaje tylko rezydent – doktor Ghassan Khateeb.

JAK W LEŚNEJ GÓRZE?

Kto ich zastąpi? – Powiem, jak przyjdzie czas – zapewnia prezes. Przypomina równocześnie, że także na chirurgii właśnie zachodzą podobne zmiany, i że najpewniej w drugiej połowie września będzie już mogła oficjalnie przedstawić cały zespół szpitala.
– Chciałabym przedstawić oficjalnie wszystkim lekarzy wszystkich oddziałów, żeby państwo mieli okazję ich poznać – wyznaje, – Chciałabym na to spotkanie zaprosić kierowników i lekarzy wszystkich funkcjonujących na terenie powiatu POZ, ponieważ chciałabym nawiązać zupełnie inną formułę współpracy. Mnie zależy na tym, aby stworzyć taką platformę porozumienia, żeby lekarze – ci ze szpitala i ci z POZ kierujący tam pacjentów – się ze sobą kontaktowali. (…) Żeby to wszystko miało ręce i nogi, taka trochę Europa – przekonuje.
– Taka trochę serialowa Leśna Góra? – szukamy innych porównań.
– Dokładnie, na tym mi bardzo zależy, dlatego też te zespoły muszą być wymienione, bo to musi być bliżej świata – odpowiada Puziewicz-Karpiak
Czy wprowadzane zmiany kadrowe przyniosą oczekiwany efekt? Prezes Puziewicz-Karpiak ma nadzieję, że tak. Przyznaje równocześnie, że dzisiaj internista czy chirurg to na rynku medycznym specjalności bardzo deficytowe.
To będzie dobra kadra? – dopytujemy.
Bardzo – odpowiada prezes. Wymieniać kogoś na kogoś to nie ma sensu. My musimy wymienić kogoś na kogoś, kto spełnia nasze oczekiwania. Nie mówię, że ci lekarze, z którymi się żegnamy są źli, ale po prostu nie wpisują się w nasze oczekiwania.

120 CZY 200 NA GODZINĘ?

Czy prawdą jest, że w ostrzeszowskim szpitalu stawka za godzinę pracy lekarza wynosi już 200 zł? Prezes kategorycznie zaprzecza. Nie, to absolutna bzdura – dowodzi. – 120-130 zł, to są takie stawki, czasami są i 140. Ta działalność się musi bilansować, wtedy to ma sens. Ja wiem, niektórzy mówią, że my przepłacamy lekarzy, że mamy już u nas NIK, że mamy kontrolę z NFZ…
A macie? – pytamy
– No nie mamy i nigdy bym się nie zdecydowała płacić takich stawek. Chyba, że byłaby taka sytuacja totalnie podbramkowa i oddział byłby kompletnie pozbawiony lekarzy, że musiałabym ten oddział zabezpieczyć w danym momencie… Udaje mi się zebrać taki zespół lekarzy, dla których nie do końca tylko pieniądze są istotne. Ważne jest też to, co mogą zrobić, w jaki sposób mogą współpracować, czy mogą się rozwijać, szkolić. To jest dla nich ważne, istotne. Atmosfera, współpraca z pielęgniarkami, to wszystko jest istotne.

NAJWAŻNIEJSZY JEST TRZON ODDZIAŁU

Ilu lekarzy będzie pracować na oddziale. Czy tak, jak dotychczas czworo?
– Nawet więcej, dlatego że to będą lekarze na kontraktach – mówi prezes. – Dzisiaj lekarze nie chcą pracować na etatach. Mała ilość lekarzy powoduje, że muszą mieć dużo dyżurów. Myśmy mieli tutaj takie sytuacje, że kiedy powstawały luki w dyżurach, to np. lekarz stawiał nas pod ścianą, mówiąc: proszę bardzo, wezmę ten dyżur, ale za 150-160 zł za godzinę, wtedy możemy rozmawiać. Ja tak nie mogę pracować.
Magdalena Puziewciz-Karpiak zapewnia, że każdy oddział będzie miał trzon kadry lekarskiej, wokół którego pojawią się też lekarze dyżurujący, gdyż ,,etatowy’’ zespół danego oddziału jest zbyt mały, aby zabezpieczyć także w 100 procentach dyżury. – Będzie stały trzon, to jest najistotniejsze – potwierdza. – Tak już będzie na każdym oddziale. I na chirurgii, i na internie, i na ginekologii… Jest ordynator, jest zastępca, a wokół nich kreci się jeszcze trochę asystentów, lekarzy. Mniej więcej to jest taki schemat. Musi być ordynator, zastępca, ktoś jeszcze i lekarze dyżurujący.
A pediatria? Tu mieliśmy zawsze sytuację ustabilizowaną, tu nie ma żadnego problemu – zapewnia prezes.

ZACZĄĆ BUDOWAĆ SZPITAL

Oddział wewnętrzny to ostatni etap zmian kadrowych? – dopytujemy
– Mam nadzieję.
Czy teraz będzie już pani mogła powiedzieć, czy ma już taki zespół, jaki chciała pani mieć? – pytamy.
– Tak. Mogę tak powiedzieć. I dopiero teraz będzie można zacząć budować szpital. Bo wie pan, w szpitalu musi być jak w zegarku. Człowiek z zamkniętymi oczami musi wiedzieć, ok – dostaje wyrostek, to muszą zrobić to, to i to. Nie może być tak, że każdy lekarz sobie coś wymyśla, a jeszcze podważa decyzję poprzednika. My stworzymy zespół, jeden interdyscyplinarny zespół. Tak ma wyglądać nasz szpital. Takie jest moje marzenie.
Z oddziałem pożegnał się dużo wcześniej doktor Wojciech Berezka, co niemal wszyscy traktują jako olbrzymią stratę dla szpitala. – Nie ma go, ale będę się bardzo starała, żeby zechciał z nami chociaż troszeczkę współpracować w nowej rzeczywistości, choć wiem, że pan doktor jest bardzo zakotwiczony w swoim POZ – mówi prezes Puziewicz-Karpiak. JUR



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest