Menu główne

Pałeczka znów po stronie Kierzna

Historia lubi się powtarzać. Zryw Kierzno podobnie jak jesienią okazał się lepszy od Ajaxu Rojów wygrywając na wyjeździe 4:1 w ramach XIII kolejki kaliskiej klasy B.

Ekipa Ryszarda Jańskiego wreszcie podniosła się z kolan po dwóch z rzędu druzgocących porażkach 0-13 ze Świbą i Łęką Opatowską. Rojów natomiast miny ma na pewno bardziej kwaśne, ponieważ liczyli na dużo więcej, ale na pocieszenie możemy dodać, że udało im się strzelić premierową bramkę tej wiosny na własnym obiekcie, a to zawsze coś. Jako pierwsi sygnał do ataku dali przyjezdni, lecz Grzegorz Dybalski na raty poradził sobie z próbą z dystansu Bartosza Nowaka. W odpowiedzi z prezentu nie skorzystał Łukasz Kempa, przed którym nieoczekiwanie spadła futbolówka niefortunnie wypluta przez Rafała Sochalca. Mimo niewykorzystanej setki wynik i tak otworzyli miejscowi w 11 minucie. Marcin Guzenda przerwał pozycyjny atak Zrywu w środku placu, pociągnął z piłką dobrych kilka metrów i dostrzegł po prawej stronie Tomasza Kulfersta, który z zimną krwią strzałem w długi róg umieścił gałę w siatce. To obudziło lwa. Już po chwili Zryw wykonywał dwa stałe fragmenty gry w niedalekiej odległości od bramki, jednak za pierwszym razem Dybalski udanie piąstkował po uderzeniu Patryka Płonki, a za drugim podejściem Nowak pomylił się o centymetry w poszukiwaniu dalszego słupka. Co się odwlekło to nie uciekło. W 36 minucie Płonka kropnął zza szesnastki, wystarczyło trochę chaosu, kurzu i rykoszet i dzięki temu splotowi wydarzeń Kierzno cieszyło się z wyrównania. Goście na 2:1 podwyższyli tuż przed przerwą za sprawą Nowaka, który huknął z dalszej odległości od słupka, nie pozostawiając Dybalskiemu nawet matematycznych szans na obronę. Po wznowieniu piłkę jak na tacy podaną dostał Mateusz Wawrzynowicz, ale zadrżała mu noga, w efekcie czego nie wstrzelił się w światło i nici wyszły z remisu dla Ajaxu. Kierzno za to punktowało ze szwajcarską precyzją. W 66 minucie Radosław Klain idealnie zacentrował w kierunku Nowaka, ten wygrał pozycję i spokojnie mógł wybić się w powietrze podwyższając głową na 3:1. Ostatnie słowo również należało do Bartosza Nowaka, który wykorzystał tak zwany hebel od własnej bramki, wyszedł sam na sam i zrobił to co do niego należało kompletując hat-trick. Po tym widowisku Zryw ma już dwanaście punktów w ligowej tabeli i zapewne apetyt na to, by pościgać się o jeszcze lepsze miejsce z Ostrówcem i Hanulinem.

Sebastian Gołdyn