Menu główne

Rok więzienia za śmierć 48-latki

Na jeden rok pozbawienia wolności skazał Sąd Okręgowy w Kaliszu 43-letniego JK, oskarżonego o umyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i nieumyślne spowodowanie śmierci, za co grozi do 15 lat więzienia. Wcześniej jednak zmienił kwalifikację zarzucanych mu czynów.

Przypomnijmy, sprawa dotyczyła tragicznych w skutkach wydarzeń, jakie miały miejsce w nocy z 13 na 14 czerwca 2019 r. w Kuźnicy Grabowskiej, w konsekwencji których kilka dni późnej doszło do zgonu 48-letniej WS, mieszkanki Kraszewic. Jeszcze przed śmiercią poszkodowanej, prokurator postawił podejrzanemu JK zarzut umyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu a sąd podjął decyzję o jego tymczasowym aresztowaniu. Śmierć poszkodowanej sprawiła, że ostatecznie zmieniła się też kwalifikacja zarzucanych JK czynów.
Przed sądem w charakterze oskarżonej stanęła też jego konkubina – 41-letnia BO, której prokurator zarzucił narażenia WS na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.

KTOŚ MNIE UDERZYŁ

Proces rozpoczął się 4 lutego br. Sąd przesłuchał wtedy m.in. świadków zdarzenia oraz krewnego WS, który rozmawiał z nią w szpitalu tuż przed przewiezieniem na OIOM. „Wujek, było ciemno, ktoś mnie uderzył, ale nie wiem kto” – usłyszał. Już wtedy lekarze przewidywali, że kobieta będzie poruszać się na wózku inwalidzkim, niestety po operacji jej stan zaczął się jeszcze pogarszać, ostatecznie doszło do zgonu.

MÓWIŁA, ŻE NIE MOŻE WSTAĆ

Na ostatnim (25 lutego) posiedzeniu przed sądem stanął świadek, który feralnej nocy pomagał JK wsadzić do auta pokrzywdzoną. Wcześniej WS oraz oskarżeni wspólnie brali udział w libacji alkoholowej, po której – odwożąc WS do domu – około północy zatrzymali się na parkingu w Kuźnicy, gdzie doszło do awantury, która nie uszła uwadze okolicznych mieszkańców.
– Ona siedziała oparta plecami o samochód – zeznał świadek, który wyszedł z domu zobaczyć, co tam się dzieje. – JK tłumaczył, że za dużo wypiła i sam nie może sobie z nią poradzić. Ta kobieta mówiła, że nie może sama wstać. Wziąłem ją pod pachę, pan JK z drugiej strony, ta druga kobieta (konkubina oskarżonego – przyp. red.) chwyciła tę panią za nogi i w ten sposób wsadziliśmy ją do samochodu.
Z uwagi na fakt, że zeznania te nie do końca zgadzały się z tymi, jakie świadek złożył w czasie śledztwa, sąd postanowił odczytać złożone wcześniej zeznania.
,,Ten mężczyzna krzyczał do tej siedzącej, żeby wsiadła do auta, że ma nie udawać’’ – czytała sędzia. ,,Ta druga stojąca kobieta, z tego co pamiętam się nie odzywała. (…) Ten mężczyzna poprosił mnie, żebym pomógł wsadzić tę kobietę do samochodu. Wziąłem ją pod rękę, mężczyzna pod drugą i tak ją wsadziliśmy do samochodu. Ta kobieta, która stała, nam nie pomagała. Mężczyzna ten powiedział, że (WS) się najebała. Był agresywny w stosunku do tej kobiety, szarpał ją, na co zwróciłem mu uwagę, żeby tego nie robił”.
Świadek zeznał wówczas, że oskarżony był agresywny, nie widział jednak, aby uderzył leżącą kobietę. ,,Słyszałem, jak mówił do niej: ty kurwo, ty szmato, ogólnie zwracał się do niej wulgarnie’’ – przyznał. Sąd zwrócił świadkowi uwagę, że pierwotnie zeznał, że ta druga kobieta pomagała im wnieść poszkodowaną do auta, a teraz, że nie. – Co do roli oskarżonej, to po takim upływie czasu mogło mi się już pomylić – odparł świadek.
O tym, że WS miała zostać pobita mówił jednak wcześniej przed sądem inny świadek, relacjonując to, co usłyszał od naocznego świadka zdarzenia. Zresztą sam JK nagrany dzień po zdarzeniu przez świadków, którzy dowiedziawszy się, w jakim stanie jest WS przyjechali do jego domu, sam przyznał, że ,,wkur…a go’’, więc ją pobił.

CZAS BEZ ZNACZENIA

Na wniosek obrony przed sądem stanął biegły sądowy, który sporządzał dwie opinie: jedną z 18.06.2019 (jeszcze przed śmiercią WS) a drugą – 10.11.2019 r. Obrońca oskarżonego pytał biegłego, czy na stan pokrzywdzonej, jeśli chodzi o stopień ciężkości obrażeń, mógł mieć wpływ spożyty alkohol.
– Działanie alkoholu na ciało człowieka, zwłaszcza w dużym stężeniu, prowadzi do zniesienia tzw. obronnej reakcji posturalnej – wyznał biegły. – Oznacza to, że przy upadku ciało upada bezwładnościowo, nie chroniąc się jak gdyby przed upadkiem. (…) Stąd siły, które biorą udział w powstaniu urazu u osoby upojonej powodują znacznie większe uszkodzenia, niż u osoby trzeźwej.
Obrońca chciał się upewnić, czy faktycznie charakter obrażeń, do jakich doszło u pokrzywdzonej był tego rodzaju, że niezależnie od tego w jakim czasie byłaby umieszczona w szpitalu – powstałe skutki byłyby takie same z uwagi na rozwijające się u niej obrażenia wtórne.
– Ze znacznym stopniem prawdopodobieństwa można orzec, że ostatecznie tak – odparł biegły. – Przy urazach czaszkowych i kręgosłupowych rozróżniamy tzw. uraz pierwotny, który powstaje w momencie urazu i obrażenia wtórne, które rozwijają się w różnym czasie. One mogą postępować, nie zawsze się pojawiają, mogą też ustąpić po jakimś czasie. Obrażenia te – zdaniem biegłego – wynikały z rany pierwotnej, nie bez znaczenia był też przeprowadzony zabieg operacyjny, który na poziomie aktualnej wiedzy medycznej traktowany jest jako swego rodzaju uraz. – Operacja, którą traktujemy jako dodatkowy uraz ma również wpływ na możliwość pojawienia się dodatkowych powikłań – tłumaczył. A takie wystąpiły, co doprowadziło do obrzęku mózgu i śmierci WS.
Biegły zastrzegł, że operacja została przeprowadzona prawidłowo i samo jej przeprowadzenie nie spowodowało u pokrzywdzonej powstania obrażeń wtórnych? – Musiało być podłoże zmienione urazowo, które w trakcie operacji się uaktywniło – przekonywał.

Biegły uznał, że ,,z dużym prawdopodobieństwem’’ stan bezwładności, jaki cechował pokrzywdzoną mógł być przez osoby nieposiadające wiedzy medycznej uznany jako stan upojenia alkoholowego. – My nawet w szpitalu, jako lekarze urazowi, kiedy pacjent jest w stanie upojenia alkoholowego bardzo często nie rozpoznajemy urazu kręgosłupa – przekonywał.

BIEGŁY ZMIENIŁ ZDANIE?

Prokurator Radosław Gabiś zwrócił uwagę, że w swojej pisemnej opinii z 10 listopada biegły stwierdził, że de facto pozostawienie poszkodowanej w domu bez natychmiastowej pomocy medycznej mogło doprowadzić do powstałych w tym przypadku skutków wtórnych, choć nie musiało, tymczasem w pierwszej opinii (z 18 czerwca) napisał jednoznacznie, że ,,samo pozostawienie w miejscu zamieszkania narażało pacjentkę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu’’.
– Bardziej dotyczyło to całościowej oceny postępowania z tą osobą, niż samego pozostawienia w domu – odparł biegły.
Przyznał jednak, że ,,samo ogólne postępowanie z pacjentem z urazem kręgosłupa z porażeniem 4-kończynowym, czyli z urazem rdzenia kręgowego, wymaga pilnej hospitalizacji. Ale w tym konkretnym przypadku – jak mówił – to narażenie nie wystąpiło. (…) – Gdyby nie uraz pierwotny, śmierci by też nie było. Uraz ten pozostaje w bezpośrednim związku przyczynowo-skutkowym ze zgonem – zeznał.
W tej sytuacji – biorąc pod uwagę istotne różnice w wydanych przez biegłego opiniach – prokurator wniósł o przesłuchanie drugiej biegłej, która przeprowadzała sekcję zwłok poszkodowanej. Sąd postanowił jednak nie uwzględnić wniosku prokuratora, uznając, że opinia zeznającego na sali rozpraw biegłego jest ,,pełna i jasna”. Równocześnie uprzedził strony o możliwości zakwalifikowania czynu zarzucanemu oska

rżonemu JK tylko i wyłącznie z art. 155 kk (nieumyślne spowodowanie śmierci), a BO z art. 162 par. 1 (nieudzielenie pomocy człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu), co de facto oznacza zmianę przyjętej przez prokuratora kwalifikacji czynów na lżejszą.

WYCIĄGNIĘTA i RZUCONA

W mowie końcowej prokurator przypomniał, że ,,gdyby nie czynne działanie oskarżonego, nie doszłoby do samoistnego upadku pokrzywdzonej’’. – Doszło do niego tylko i wyłącznie w sytuacji takiej, że została z tego samochodu przemocą wyciągnięta i popchnięta czy też rzucona – dowodził, przyznając równocześnie, że nie zostało to jednoznacznie określone, bo świadek, który widział zdarzenie i zeznawał przed prokuratorem, przed sądem nie był już tak jednoznaczny. – Ale kategorycznie cały czas był zarzut ruchu oskarżonego polegającego na wyciągnięciu i odrzuceniu. Czyli musimy zakładać, że gdyby nie czynne zachowanie oskarżonego, nie doszłoby do jej przewrócenia na kamienisty parking i po wtóre do urazu kręgosłupa, który powstał – podkreślał.
Powtórzył też po raz kolejny, że biegły w swojej opinii z 18 czerwca, kiedy jeszcze poszkodowana żyła a jej stan był stabilny, orzekł – co było wówczas podstawą do postawienia oskarżonemu zarzutów z art. 156 par. 1 – że powstały uraz pierwotny doprowadził do powstania choroby realnie zagrażającej życiu.
– Trudno mówić, że kręgosłup się przekręcił w sytuacji, gdyby ona bezwładnie upadła, na co wskazuje oskarżony – mówił prokurator. Przywołał równocześnie opinię drugiej biegłej, która stwierdziła, że transport poszkodowanej do domu bez zabezpieczenia szyjnego odcinka kręgosłupa, ale także pozostawienie jej bez pomocy i bez wezwania służb ratowniczych naraziło poszkodowaną na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź powstania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

ONA UDAJE, KŁAMIE

Prokurator przypomniał, że kiedy oskarżeni przywieźli poszkodowaną na teren jej posesji, wtedy po raz pierwszy zadzwonili na pogotowie. – Na pytanie dyspozytora, co się stało, pokrzywdzona najpierw użyła słów na zasadzie ,,no nieszczęśliwy wypadek’’ ewidentnie nie chcąc powiedzieć, jakie były okoliczności, zresztą pani BO wskazała później, że do samego końca pokrzywdzona kryła pana JK czując tam prawdopodobnie jeszcze jakąś zażyłość z przeszłości, licząc na odnowienie stosunków – mówił prokurator, przypominając, że to właśnie było przyczyną awantury przed zdarzeniem. – Ona mówi, że ,,no, leżę sobie w rowie’’ – przytaczał słowa pokrzywdzonej.
WS prosiła o przyjazd karetki. Kiedy dyspozytor uprzedził, że jeżeli wezwanie okaże się bezzasadne – muszą się liczyć z pokryciem kosztów jej przyjazdu, do rozmowy wtrąca się oskarżony. ,,Nie, nie, to bzdura, to jest niepotrzebne, ona udaje, kłamie, my się nią zajmiemy’’ – przekonuje dyspozytora. Ten kilkukrotnie pyta, czy na pewno się nią zaopiekują, kiedy takie zapewnienie słyszy prosi równocześnie, aby – gdyby cokolwiek złego działo się z tą osobą – natychmiast powiadomili pogotowie ratunkowe. Tak się kończy rozmowa.
Oskarżeni wnoszą poszkodowaną do domu. Wbrew przyjętemu na siebie zobowiązaniu, na co zwraca uwagę prokurator, pozostawiają ją bez opieki i odjeżdżają. Na miejsce wracają po kilkunastu godzinach. Wtedy, widząc w jakim stanie jest pokrzywdzona, znów dzwonią na pogotowie. Kobieta ponownie prosi o przyjazd karetki, tłumaczy, że nie jest w stanie rozmawiać i prosi, aby rozmowę kontynuowała BO. – Oskarżona dziwnym trafem przemilcza, że w nocy było jakiekolwiek zdarzenie – mówi prokurator. – Mówi jedynie, że przyjechali do koleżanki a ta nie może ruszać nogami, że ona nie wie, co się stało…
Po jakimś czasie przyjeżdża pogotowie, ostatecznie pokrzywdzona zostaje przewieziona do szpitala w Kaliszu, gdzie jest operowana, jednak – wskutek powikłań pooperacyjnych – po kilkudziesięciu godzinach umiera.

NARAZILI NA NIEBEZPIECZEŃSTWO

– Jasne jest to – wbrew temu, co mówi dzisiaj biegły podważając swoją opinię – że mamy ewidentnie do czynienia z nieudzieleniem pomocy (…), ale mamy też ewidentnie do czynienia z narażeniem pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – przekonywał prokurator, powołując się na opinię, jaką wydała biegła przeprowadzająca sekcję zwłok pokrzywdzonej, jak i pierwszą pisemną opinię zeznającego przed sądem drugiego biegłego. Zwrócił też uwagę, że biegły nie powiedział, że nie było potrzeby pilnej pomocy medycznej, tylko że z uwagi na późniejszy stan, który rozwijał się w szpitalu, nie jesteśmy w stanie w 100-procentach stwierdzić czy te powikłania pooperacyjne, które niewątpliwie też się przyczyniły do pogorszenia stanu zdrowia, na ile w tym momencie by następowały i czy by nastąpiły wcześniej, gdyby poszkodowana natychmiast trafiła do szpitala.

– Dla prokuratury kierującej akt oskarżenia istotne jest to, że gdyby nie reakcja pana JK, który wtrącił się do rozmowy między pokrzywdzoną a dyspozytorem, tylko i wyłącznie jego reakcja powoduje, że to pogotowie nie przyjechało – mówił prokurator Gabiś. – Gdyby nie to, być może (…) pokrzywdzona by nie umarła i jest to moim zdaniem bardziej prawdopodobne w oparciu o to, co wynika z dokumentacji medycznej, co mówią lekarze zajmujący się pokrzywdzoną… Gdyby oni doprowadzili do tego, że pokrzywdzona zostałaby tej nocy natychmiast przewieziona do szpitala, to przede wszystkim ani jedno, ani drugie z nich nie miałoby zarzutu (…) narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia – przekonywał.

TO COŚ WIĘCEJ

– Ewidentne jest dla mnie to, że samo wyrzucenie pokrzywdzonej z samochodu i pchnięcie jej na kamienisty parking, po czym pozostawienie jej w domu, wtrącanie się, żeby pogotowie nie przyjechało (…) jest czymś więcej, niż tylko nieumyślnym doprowadzeniem do powstania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówił oskarżyciel. Zdaniem prokuratora oskarżony ,,co najmniej godził się swoim zachowaniem na to, że doprowadza ją do takiego stanu, po czym w wyniku tego przemieszczenia i pozostawienia w domu doprowadza do powikłań, w wyniku których ona umiera’’ – Z tego powodu konstrukcja oskarżenia polega na zarzuceniu oskarżonemu spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez godzenie się na to, że swoim karygodnym zachowaniem doprowadził do tego – dowodził.
Oskarżyciel nie zgodził się też ze stanowiskiem sądu, który pouczył o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej, jeśli chodzi o zarzuty stawiane BO, która brała przecież czynny udział w transporcie pokrzywdzonej i godziła się na to, aby zostawić ją samą w domu. Powołując się na opinię pierwszej biegłej przekonywał, że już wtedy istniało zagrożenie narażenia poszkodowanej na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Biorąc pod uwagę, że oskarżona nie była dotychczas karana, jak również to, że już po przewiezieniu WS do szpitala wykazała się wobec niej troską prokurator wniósł, aby wymierzyć jej karę 1 roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres dwóch lat próby. W przypadku oskarżonego JK – przyjmując, że doszło jednak do umyślnego uszkodzenia ciała z zamiarem ewentualnym i nieumyślnego spowodowania śmierci – prokurator wniósł o wymierzenie mu kary 5 lat więzienia.

NIE CHCIAŁ SKRZYWDZIĆ

Obrońca oskarżonego przekonywał jednak, że w chwili zdarzenia JK tak naprawdę nie chciał skrzywdzić WS. – To nie był atak, to nie była chęć uderzenia, to nie była chęć wywołania jakiś obrażeń – dowodził. Przypomniał, że wcześniej doszło pomiędzy nimi do awantury. – Pokrzywdzona spożyła alkohol, w tle były bardzo skomplikowane relacje natury uczuciowej, doszło do eskalacji konfliktu – tłumaczył.
Obrońca przekonywał, że przeciętny człowiek nie mógł przewidzieć, że ,,opuszczenie człowieka na podłoże’’ może spowodować tak daleki w konsekwencjach uraz. – Byli przekonani, że pani WS jest po prostu mocno upojona alkoholem – tłumaczył, wnosząc równocześnie o zmianę kwalifikacji czynu i wymierzenie oskarżonemu kary 1 roku pozbawienia wolności.
Z kolei obrońca BO dowodziła, że oskarżona nie mogła zdawać sobie sprawy z tego, że stan pokrzywdzonej wymaga pomocy medycznej, jak i tego, że znajdowała się ona w położeniu narażającym na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, o co oskarża ją prokurator. Powołała się tutaj na zeznania stającego przed sądem biegłego, które zdaniem obrony powinny być kluczowe w ocenie materiału dowodowego.
Obrońca podniosła, że art. 28 kk wskazuje, że nie popełnia przestępstwa

ten, kto pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności stanowiącej znamię czynu zabronionego. Tymczasem – jak mówiła – stający przed sądem biegły przyznał, że bardzo łatwe jest, tym bardziej laikowi, pomylić objawy upojenia alkoholowego z objawami zaburzeń natury neurologicznej.
Biorąc powyższe, obrona wniosła o uniewinnienie oskarżonej.

WYCIĄGNĄŁ I UPUŚCIŁ

Po wysłuchaniu mów końcowych, sąd ogłosił wyrok. W ocenie sądu feralnej nocy oskarżony wyciągnął pokrzywdzoną WS z samochodu a następnie ,,upuścił ją’’ wskutek czego kobieta uderzyła głową o kamieniste podłoże, co skutkowało powstaniem obrażeń, w konsekwencji których doszło do śmierci. Jednak – zdaniem sądu – nie ma tu mowy o umyślnym a nieumyślnym spowodowaniu śmierci, gdyż – jak uzasadniała sędzia Katarzyna Maciaszek – skutku tego oskarżony nie mógł i nie przewidywał i na jego wystąpienie się nie godził. – I za to wymierzam mu karę jednego roku pozbawienia wolności (czyn ten zagrożony jest karą od 3 m-cy do 5 lat więzienia – przyp. red.) – orzekł sąd. Równocześnie sąd zaliczył oskarżonemu na poczet kary okres rzeczywistego pozbawienia wolności od 16 czerwca 2019 r.
Sąd uznał, że z zebranego materiału dowodowego nie wynika, że oskarżony po wyciągnięciu WS z auta ,,siłą rzucił ją na ziemię’’. – Jak by nie czytać akta (…), nie ma takiego dowodu, który by na to wskazywał – przekonywał. – Owszem, jeden ze świadków zeznał w czasie śledztwa, że oskarżony rzucił pokrzywdzoną – przyznała sędzia – jednak podczas szczegółowego przesłuchania przed sądem powiedział, że po wyszarpnięciu pokrzywdzonej z auta ,,tak jak miał ręce wyprostowane, tak ją puścił’’. – I tak należało to przyjąć – orzekł sąd.

NIE UDZIELIŁA POMOCY

W przypadku oskarżonej BO sąd uznał, że wiedząc, że WS znajduje się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 162 par. 1 kk), nie udzieliła WS pomocy, za co wymierzył jej karę 10 miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonywania na okres próby 1 roku.
Odnosząc się do wystąpienia obrońcy BO, że oskarżona błędnie oceniła stan pokrzywdzonej, bo przecież i lekarzom ciężko czasami ocenić stan pacjentki będącej pod wpływem alkoholu, sędzia zwróciła uwagę, że kiedy taki pacjent trafia do lekarza, to z reguły lekarz ten nie wie, co się z nim wcześniej działo. – Natomiast oskarżona BO od początku była z pokrzywdzoną, wiedziała, ile zostało spożytego alkoholu, wiedziała jak przed wyciągnięciem z samochodu zachowywała się pokrzywdzona – przypomniała sędzia. (…) – Nie było żadnych objawów wskazujących na to, żeby cokolwiek działo się niedobrego. Natomiast po wyciągnięciu jej z samochodu nie jest też tak, jak mówił obrońca, że na nic się nie skarżyła. Ależ oczywiście, już na tym parkingu, po tym upadku zaczęła się skarżyć, że nie czuje nóg, że nie potrafi wstać, że nie potrafi wsiąść do samochodu. (…) Więc ten argument w ogóle sądu nie przekonuje – mówiła.

Sąd nie zgodził się jednak do końca z zarzutem prokuratury, że oskarżona swoim postępowaniem naraziła WS na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, twierdząc, że przy takim zarzucie sprawca musi mieć świadomość znaczenia podejmowanych czynności i skutków jakie te czynności mogą wywołać. – Natomiast w ocenie sądu jak najbardziej mamy do czynienia z naruszeniem normy z art. 162, który mówi o nieudzieleniu pomocy w sytuacji, gdy dana osoba mogła tej pomocy udzielić – przyznała sędzia. (…) – Była na miejscu zdarzenia, była jedyną osobą trzeźwą, widziała jak się zachowywał oskarżony, widziała zachowanie pokrzywdzonej, to na niej spoczywał zwykły ludzki obowiązek zareagowania – przekonywała.

PROSIŁA, ŻEBY JEJ NIE ZOSTAWIAĆ

Zdaniem sądu, z zapisu rejestratora rozmów, kiedy po raz pierwszy około północy próbowano wezwać pogotowie, ciężko wywnioskować, że pokrzywdzona była aż w takim stanie upojenia alkoholowego. – Wymieniona wypowiadała się w bardzo konkretny sposób, prosiła o przyjazd karetki, przyznała, że spożywała alkohol, ale alkohol alkoholem a ona nie czuje nóg – mówiła sędzia. – Wskazywała na to, że jest to stan zupełnie odmienny od tego, w jakim zdarzyło się jej już w związku z nadużywaniem alkoholu znajdować. Znamienne jest również to, że po tym jak oskarżony przejął telefon w rozmowie z dyspozytorem, w tle słychać jak pokrzywdzona zwraca się do oskarżonej: ,,Basia błagam”. Sama oskarżona zresztą przyznała, że po doniesieniu pokrzywdzonej do domu, pokrzywdzona prosiła, żeby nie zostawiać jej samej. Mimo to oskarżeni opuścili jej miejsce zamieszkania i udali się tam dopiero przed południem w dniu 14 czerwca.
Sąd postanowił uchylić stosowany wobec oskarżonego JK środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania, uznając, że ustały przesłanki, które legły u podstaw jego zastosowania.
Wyrok nie jest nieprawomocny, stronom przysługuje zaskarżenie go do Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Prokurator zapowiedział, że takie zaskarżenie rozważa.

JUR






Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest