Menu główne

SPORT: W Grabowie wybrzmiał pierwszy gwizdek po koronaprzerwie

Pelikan Grabów pokonał Olimpię Brzeziny 6:3 w sparingu rozegranym w sobotnie popołudnie. Debiut na ławce trenerskiej gospodarzy udanie zaliczył tym samym Bartosz Sieroń, który zastąpił na tym stanowisku Tomasza Frontczaka.

Ogromnie stęskniliśmy się za piłką nożną w meczowym wydaniu. Tą mającą się nie mieć końca przerwę zastopowali zawodnicy z Grabowa, którzy pojedynkowali się z dobrze znaną im drużyną z Brzezin. Wynik spotkania otworzył strzałem z dystansu w lewy dolny róg Jakub Dytfeld, wykorzystując tym samym sporą swobodę pozostawioną mu na prawej flance. Kolejne dwie bramki to dzieło Łukasza Miłka, który najpierw sfinalizował akcję zespołową, a następnie uderzył nie do obrony bezpośrednio z rzutu wolnego. Po przerwie na listę strzelców wpisali się także Kacper Mądry, Sebastian Piechocki i Stanisław Walczyński. Przed pierwszym gwizdkiem udało się zamienić kilka słów z Bartoszem Sieroniem, nowym szkoleniowcem teamu z klasy okręgowej.

Przejmuje trener drużynę zgraną, drużynę, która nawet jako beniaminek potrafiła stawić czoła takim ligowym tuzom jak choćby Skarszew. Zdaje Pan sobie sprawę z tego, że czeka go trudna misja? Nie dość, że nie wolno zburzyć fundamentów zbudowanych przez Tomasza Frontczaka, to trzeba dodać coś od siebie.

– Tak naprawdę istotne jest to, kto z tej ekipy zostanie z nami, to jest najważniejsze pytanie. Nie sztuką powiedzieć jest, że mamy tak naprawdę dużą ekipę, bo przychodzi później do meczu i realia są takie, że mamy 13-14 zawodników. Byłem tutaj pięć lat temu, mimo, że klub działał na tamten czas w nieco innym położeniu organizacyjnym, doskonale wiem jak to wyglądało i jak to dalej w tych ligach wygląda. To co jest na papierze to na papierze, to co na treningach to na treningach, a to co na meczu to zupełnie inna kwestia.

Były rozmowy z trenerem Frontczakiem po objęciu posady? Udzielił cennych wskazówek odnośnie obecnego składu?

– Tak, akurat mamy ten plus, że z trenerem Tomkiem znamy się dosyć długo, żyjemy w dobrych relacjach, rozmawiamy na bieżąco, że tak powiem. Podpowiedział też o kilku chłopakach co tutaj przyszli, a których nie znam, co mogą dać drużynie, mniej więcej na jakich pozycjach występowali, jakie są ich atuty, jakie są ich wady, tak że gdzieś tam ogólny obraz każdego zawodnika mam.

Jak wyglądały szczegóły podpisania kontraktu z Pelikanem? Były jakieś zawahania czy uda się pogodzić pracę w Grabowie z prowadzeniem Akademii Techniki Skills Box w Kaliszu?

– Kontrakt to dużo powiedziane tak naprawdę. Dwa lata temu postanowiłem zrobić sobie kilka miesięcy przerwy od piłki nożnej seniorskiej. Troszeczkę się to przedłużyło, tak naprawdę gdzieś tam szukałem, chciałem wznowić tę przygodę zimą, ale ze względów wiadomych rozmowy z jednym z klubów też utknęły w martwym punkcie. Koniec końców wyszło, że przejąłem zespół tutaj trochę po koleżeńsku i będę się starał, abyśmy grali jak najlepiej w każdym meczu.

Trener Frontczak powtarzał często, że z upływem kolejnych miesięcy pragnie wprowadzać młodzież do kadry. Powtarzał też, że ta młodzież jest niesforna, chłopacy grają w juniorach, następnie mają obiecane minimum 45 minut w seniorach, a mimo to szukają wymówek, by nie dotrzeć na trening czy spotkanie ligowe. Dziś widzę, że z młodych wilków jest do dyspozycji tylko Jakub Dytfeld, czy zdążył trener poznać już resztę z nich?

– Oliwiera Krupę tylko i wyłącznie. W Grabowie od dłuższego czasu był problem z młodzieżą, było to zaniedbane, nie ma co się oszukiwać. Tych młodych jest mało, wiadomo, że jeśli jest mało młodzieży to trzeba tych zawodników ściągać z okolicznych miast albo wiosek. Jeżeli tylko pojawi się młody zawodnik, który będzie miał przede wszystkim po pierwsze chęci, bo od tego zaczynamy w klasie okręgowej, to tak naprawdę dostanie szansę tak na samo na treningach jak i potem w meczach. Jeśli tych chęci nie wykazuje, no to nie ma na siłę nikogo tu wpychać.

Powrót na ławkę trenerską Pelikana po pięciu latach. Czy został ktoś z ówczesnego składu?

– Oczywiście. Jest Arek Homieja, jest Sebastian Piechocki, Rafał Janicki, Marcin Chwiłkowski, Stasiu Walczyński, który wrócił z pobliskiego Doruchowa, a był wtedy tak naprawdę w tej ekipie. Ciężkie czasy to były, wspominam je tak naprawdę zarówno z uśmiechem jak i pokorą, bo dużo mnie ten czas nauczył. My wtedy tak naprawdę przegrywaliśmy wszystkie mecze, ale nie graliśmy tak najgorzej w obronie. Byli lepsi zawodnicy po przeciwnych stronach, nauczyło mnie to jednego, konkretnie tego, że ciężko zebrać się w sobie schodząc pokonanym mecz za meczem, ciężko wyjść i realizować kolejne założenia, które sobie zakładamy. Więc powtarzam, wspominam tą przygodę z uśmiechem, ale i mocną pokorą, bo okres ten dużo mnie w piłce nożnej nauczył.

Cofnijmy się jeszcze na koniec dekadę wstecz, kiedy to trener występował w Pelikanie jako gracz bloku defensywnego. Wspomnienia?

– Graliśmy. Miałem okazję zakładać koszulkę Pelikana przez kilka lat, przyjeżdżałem wspólnie z chłopakami z Kalisza wspomóc grabowski zespół, ale były to takie czasy, że zawodnicy, którzy są w podobnym wieku do mnie byli tu silną podporą i wtedy przyjezdnych potrzebowaliśmy tak naprawdę 3-4, by zrobić tu fajną ekipę 15-16 osób do rozgrywania meczów. Dzisiaj te czasy się trochę zmieniły, Ci zawodnicy, którzy wówczas byli młodzi teraz już są starsi, część z nich nie gra, a młodych tak naprawdę nie widać, góra 2-3 zawodników o których już wspomnieliśmy.

Sebastian Gołdyn

 

 






Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest