Taka jest kolej rzeczy

Rozmowa z Józefem Wilkoszem, wójtem Doruchowa

4 lata temu mówił Pan o tym, że gmina będzie się musiała zmierzyć z koniecznością modernizacji oczyszczalni ścieków. Udało się?
– Na ten cel z programu Interreg Baltic Sea Region udało nam się pozyskać 183 tys. euro. Obecnie jesteśmy na etapie opracowywania projektu i myślę, że w przyszłym roku rozpocznie się realizacja tego zadania.
Tę oczyszczalnię trzeba modernizować, bo…
– Przekraczała dopuszczalne normy, przede wszystkim fosforu. Z tego tytułu groziły nam też określone kary.
Ile będzie kosztować ta inwestycja?
– Trudno powiedzieć, bo szereg urządzeń, które tam funkcjonują nadal będzie wykorzystanych. Oprócz tej dotacji, będziemy chcieli wystąpić o środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
A na jakim etapie jest modernizacja Gminnego Ośrodka Kultury?
– Planowaliśmy, że uda się to skończyć do końca sierpnia, natomiast jest to obiekt, który ma już swoje lata i w trakcie realizacji wyszło szereg niedoróbek z tamtych lat, i to trzeba było poprawić, chociażby wieniec końcowy. Kiedyś budowało się inaczej, brakowało materiałów, wiele prac wykonywanych zostało w czynie społecznym i teraz szereg spraw musieliśmy skorygować. Weszły też nowe przepisy, choćby związane z ochroną przeciwpożarową, stąd przykładowo trzeba było przeprojektować drzwi, drogi ppoż… Pewne komplikacje były, ale myślę, że jesteśmy już na dobrej drodze i myślę, że jeszcze w tym roku ten obiekt będzie oddany do użytku.
Kością niezgody okazał się plan zagospodarowania przestrzennego. Emocji wokół niego nie brakuje.
– Zmieniają się przepisy. Zresztą myślę, że niepotrzebnie była kiedyś taka tendencja, żeby każda gmina miała kompleksowy plan przestrzennego zagospodarowania. W tej chwili się od tego odchodzi, bo wiadomo, że trudno jest spełnić potrzeby i postulaty wszystkich mieszkańców. Nie wiem, czy przyszła rada przyjmie ten plon w tak uzgodnionej postaci, czy też wprowadzi do niego korekty. Myślę jednak, że nie powinno się robić jednego planu dla całej gminy, ale plany punktowe, pod kolejną inwestycję czy zadanie. Jest określone środowisko czy inwestor, zgłasza potrzeby, nie ma tam możliwości zabudowy i wówczas robi się taki plan punktowy, który jest znacznie prostszy do opracowania, bo nie ma już wielu uzgodnień i wielu zainteresowanych. A jak jest cała gmina, to niestety, ale zainteresowani są praktycznie wszyscy i często trudno pogodzić ich oczekiwania.
Uważa Pan, że nowa rada powinna podejść do tego w inny sposób? Zaniechać tych prac?
– Albo też przyjąć ten plan, natomiast te wnioski, które wymagają dodatkowego uściślenia np. działek, to właśnie w ramach tych punktowych planów już później realizować.
Co jest najbardziej zapalnym punktem w tym planie?
– Najpierw były problemy gospodarstw rolnych, bo wiadomo, ktoś tam kupił działkę budowlaną i chciałby mieszkać w mieście, nie na wsi, jeśli chodzi o zapachy. A ostatni temat to jest w tej chwili strefa zalesień. W dawnych latach były opracowane plany zalesień, które praktycznie myślę, że nie mają większego wpływu na przeznaczenie tych gruntów, ale rolnicy się boją, że w jakiś sposób ich grunty stracą na wartości. Jedni są zainteresowani, żeby wyłączyć te grunty z zalesienia, bo twierdzą, że te grunty te tracą na wartości. Jest też grupa rolników, którzy przymierzają się do zalesień części gruntów, chcą otrzymać na ten cel dotację, ale tu warunkiem jest, że grunty te muszą być ujęte w planie zalesień.
W tej chwili przygląda się temu architekt i w najbliższym czasie ma zająć stanowisko w tej sprawie. Myślę, że jeżeli będzie taka możliwość, to zaproponujemy korekty w tym zakresie. Ważne jednak, aby zainteresowani rolnicy, którzy chcieliby, żeby ich grunt pozostał w tej strefie pod zalesienia, żeby się określili, żeby nie było tak, że ktoś przyjdzie za parę lat i powie: chciałem zalesiać, a wyście mnie wyłączyli.
Budowa nowego przedszkola niewątpliwie cieszy, ale pewnie przyprawia też Pana o ból głowy. Bez kredytu i to dużego się nie obejdzie. Jak bardzo zadłużycie gminę?
– My w tej chwili nie mamy żadnego kredytu, jesteśmy na zero, tak że nasze możliwości, jeśli chodzi o kredyt, oscylują gdzieś w granicach 13-14 mln zł. Trwają jeszcze wyliczenia, ale myślę, że tego kredytu nie będzie więcej, niż 4-5 mln. Nie będzie więc żadnego problemu, aby go spłacić.
Trzeba będzie jednak przez kilka najbliższych lat zaciągnąć pasa i wyhamować z innymi inwestycjami.
– Na pewno pewne ograniczenia będą, ale też będzie zrealizowane oczekiwane przez mieszkańców zadanie. Myśmy się do tego zadania przygotowali, w tym i poprzednim roku ograniczyliśmy niezbędne inwestycje do minimum, żeby nie mieć zadłużeń. Mieliśmy w historii większe kredyty zaciągane i też daliśmy sobie z nimi rade.
Jak się Panu układała w tej kadencji współpraca z radą gminy?
Myślę, że nieźle. Wiadomo, że każdy radny reprezentuje określone środowisko. Ja zawszę tłumaczę radnym, że oni są radnymi całej gminy, a nie tylko środowisko, które ich wybrało.
Dobrze Pan powiedział. Wybrało. Czują się zobowiązani wobec mieszkańców wsi, która ich wybrała, a nie całej gminy.
– Tak. I mają rację. Przykładowo dla radnego z Tokarzewa ważniejsza będzie droga w Tokarzewie, a nie w Plugawicach. I na odwrót. Te pierwsze rady, mimo że były bardzo zróżnicowane politycznie i środowiskowo, ale tam łatwiej było znaleźć akceptacje do wspólnych zadań. Może dlatego, że taka była potrzeba. Np. jak była potrzeba wodociągowania, bo brakowało na wsiach wody, to wszyscy byli za tym, nawet ci, którzy już tę wodę mieli. Jak była telefonizacja gminy, to wszyscy podnosili ręce, bo była taka potrzeba. Doruchów miał pretensje, że u nas się za mało robi, a wieś, że u nich, a za dużo w Doruchowie. Ale zawsze jakoś ta zgodność w końcu była.
Tak że nie mogę narzekać, żeby mi się źle współpracowało z radą. To jest taka praca, że muszą się ścierać pewne poglądy, racje, spojrzenia, to nie ulega wątpliwości. Zdarzały się czasem jakieś incydenty, ale później dochodziło się do uzgodnień i było dobrze. Ja nawet uważam, że jak jest rada taka bardzo ugodowa i akceptuje wszystko, co się powie, to jest też niedobrze, bo nikt nie jest taki, żeby nie popełniał błędów, nieraz trzeba spojrzeć jeszcze raz na daną sprawę i skorygować. Myślę, że jest dobrze, gdy radni czują tę potrzebę dyskusji i wyrażania swoich poglądów. I przekonywania, bo często trzeba przekonać i sąsiada, znajomego, że wszystkiego naraz nie da się zrobić, i że jedne sprawy są mniej, a drugie ważne. Ja pamiętam pierwszą kadencję, pierwsze zebrania… Mówiliśmy, że za 8 lat nie będzie już czego robić, bo wszystko zostanie zrobione. Nieprawda, ciągle pojawiają się nowe zadania.
Praktycznie rzecz biorąc wszystkie drogi na terenie gminy są już asfaltowe, może z wyjątkiem kilku, które stanowią dojazd do 1-2 gospodarstw. W całej gminie zostało tylko chyba tylko 5 czy 6 posesji, które nie zostały skanalizowane. Nie oznacza to jednak, że w kolejnych latach nie będzie już co robić. Te drogi, które kiedyś pobudowaliśmy trzeba już modernizować. Dobrze, że wchodzi ten program rządowy i od przyszłego roku będzie tych środków na drogi lokalne sporo i myślę, że Gmina będzie się musiała przyjrzeć, które drogi tej modernizacji już wymagają. Podobnie rzecz się ma z siecią wodociągową. Stacje wodociągowe już zmodernizowaliśmy, bo mieliśmy problem z wodą, teraz nie mamy. Ale zastanawiamy się czy nie będzie trzeba wykonać dodatkowej studni. Modernizacji wymaga też wodociąg Godziętowy, gdzie jest coraz więcej awarii.
Co było najważniejsze, z czego może Pan być dumny, jeśli chodzi o tę kadencję?
– Myślę, że rozpoczęcie budowy przedszkola. Myśmy mieli przedszkole drewniane, to był taki projekt prawdopodobnie przywieziony w okresie gierkowskim ze Szwecji, wtedy tego typu przedszkoli powstawało w Polsce wiele. Sama technologia wykonania była bardzo marna. Jak to przedszkole rozebrali to okazało się, że nawet podsypki tam nie było. To wszystko było zagrzybione… Mamy po likwidacji gimnazjum przestrzenne dwie szkoły, które – jak będzie taka potrzeba – przyjmą też dzieci z innych szkół, będziemy mieć nowe przedszkole, będzie to wszystko kompleksowo rozwiązane.
I modernizacja GOK, bo raz, że jest taki obiekt potrzebny, a dwa – rozwiążemy w ten sposób problemy straży pożarnej.
Znalazł się Pan na życiowym zakręcie. Po blisko 30 latach wójtowania zdecydował się Pan przejść na emeryturę. Nie żal panu zostawić tego wszystkiego?
– Nie. Taka jest kolej rzeczy. Tak trzeba. Ja już dużo wcześniej o tym mówiłem i nie ukrywałem, że to będzie ostatnia kadencja. Odchodzę, a jak się odnajdę w nowej rzeczywistości to zobaczę. Ważne, że nie odchodzę jako przegrany, bo to byłoby bardziej przykre – startować na siłę i przegrać, a tak jakoś mi się w życiu układało, że miałem to szczęście, że żadnych wyborów do tej pory nie przegrałem, chociaż też nie szarżowałem. Zawsze się śmieję, że mam tyle zaległej literatury do czytania, bo zawsze się to odkładało… Samych książek o Janie Pawle II… Mam trochę ogródka, są wnuczki.
Czyli ma już Pan wszystko zaplanowane.
– To już mi inni planują. Zobaczymy, jak to będzie, byle zdrowie służyło.
W jakim stanie zostawia Pan gminę swojemu następcy?
– Ja myślę, że szereg problemów zostało rozwiązanych, wodociągowanie, telefonizacja, drogi… Do 4 miejscowości doprowadzony już został gaz. Jednak problemów nie zabraknie i mój następca będzie miał co robić. Aktualizacja planu przestrzennego zagospodarowania, budowa przedszkola, modernizacja dróg gminnych i chodników, remont pałacu i rekultywowanie parku, termomodernizacja budynku Urzędu i budowa przy nim parkingu, systematyczna przebudowa sieci wodociągowej, dalsza budowa sieci kanalizacyjnej na osiedlu, przeznaczenie klas po byłej szkole na Dom Seniora, tworzenie stowarzyszeń w poszczególnych wsiach sołeckich, poprawa jakości obsługi interesantów w UG i jednostkach podległych… Mój następca będzie miał co robić.
Tych kandydatur jest nawet kilka. Boi się Pan, że schedę po Panu obejmie ktoś nieodpowiedzialny?
– To są bardzo dobrzy kandydaci. Skoro przez tyle lat obserwowali moje działania, powinni wiedzieć, jakich błędów mają unikać. Ja szedłem pierwszy tą drogą i ktoś, kto przyglądał się jej z bliska dzisiaj wie, jakie i gdzie wójt popełnił błędy. Myślę, że jeśli będzie patrzył realnie na sprawy gminy, korygował te błędy, które ja popełniłem, to wszystko będzie dobrze.
Ma Pan swojego faworyta?
– Nie. Ci kandydaci, o których słyszałem, są dobrymi kandydatami. Ludzie ich doskonale znają, wiedzą czego się mogą po nich spodziewać. Niech rozstrzygną mieszkańcy. Wiem, że wybiorą dobrze.
Jerzy Bińczak



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest