Menu główne

Zaplecze esktraklasy? W to mi graj

Victoria Ostrzeszów pokonała u siebie Wartę II Poznań SA 4:2 (1:1) w ramach XV kolejki IV ligi wielkopolskiej. Zwycięstwo wywindowało podopiecznych Piotra Konstanciaka na piąte miejsce w ligowej tabeli, trzeba jednak wziąć pod uwagę szczegół, że z powodu zagrożenia epidemiologicznego nie odbyły się m.in. spotkania z udziałem Iskry Szydłowo i Tarnovii Tarnowo Podgórne.

Na dni przed meczem na ulicach miasta i w kilku zakładach pracy rozlokowanych na terenie Ostrzeszowa wiele wątpliwości budziła dyspozycja naszych piłkarzy przeciwko ekipie znajdującej się w strefie spadkowej. Zastanawiano się czy outsider tradycyjnie postawi trudniejsze warunki niż niejeden z ligowych tuzów, czy może jednak ten na którego psioczy się najbardziej, a mianowicie Maciej Stawiński pójdzie za ciosem i pokaże swój kunszt tak jak to zrobił przeciwko Centrze Ostrów, gdzie w roli zastępczego trenera zaaplikował rywalom zza miedzy cztery bramki. Ostatecznie “Nera” z powodu przeziębienia został w domu, a kapitańską opaskę oddał Robertowi Skrobaczowi, który ten wydawać by się mogło ciężar podźwignął z niezwykłą łatwością. Nowy dowódca był bliski otwarcia wyniku już po niespełna minucie, kiedy to po dośrodkowaniu Kacpra Lepki z rzutu rożnego uderzył głową nieznacznie nad spojeniem. Po upływie czterech minut gospodarze znów zaatakowali, bardzo wysoko zapuścił się Paweł Paroń, który zabrał się z piłką zagraną ze środka i mając chwilę na zastanowienie odegrał się Skrobacza, ten minął część bloku defensywnego jak tyczki na treningi i chytrym uderzeniem po ziemi zza szesnastu metrów dał prowadzenie 1:0. Radość nie trwała długo, bowiem zdezorientowana obrona Victorii pozwoliła Warcie na wymianie kilku podań, dzięki czemu Jakub Poterski z ostrego kąta wyrównał na 1:1. Ostrzeszowianie przeważali bez dwóch słów, na potwierdzenie tych słów udało się przeprowadzić składną akcję lewą flanką skąd Kornel Skorzybót wypatrzył wbiegającego w szesnastkę Mazurka, który fatalnie spudłował z ośmiu metrów, choć miał tyle miejsca i czasu, że z futbolówką mógł zrobić praktycznie wszystko. Niezła okazja przyplątała się także ze stałego fragmentu gry, ale gała uderzona przez “Skrobiego” z dwudziestu pięciu metrów poszybowała o długość kroku nad poprzeczką. W 32 minucie kapitan stanął oko w oko z Danielem Araszkiewiczem po cudownej urody podcince adresowanej przez Przemysława Dubiela, jednak i tym razem celownik minimalnie zawiódł i piłka znów obrała zbyt wysoki tor lotu. Do kompletu strzałów niecelnych można jeszcze dokoptować próbę Mazurka, bowiem piłkarz z czternastką na plecach drugi raz się nie popisał stając przez okazją wyklarowaną przez Lepkę.

Choć przerwa nie jest czasem na usprawnienie skuteczności, to trener wpoił zawodnikom w szatni, gdzie otrzymane piłki trzeba umieścić. w 50 minucie “Mazi” wypuścił w bój Skrobacza i pomknął za nim co okazało się wskazane, bowiem o ile goalkeeper poradził sobie ze strzałem Roberta to z dobitką Michała wykonaną z powietrza nie miał już żadnych szans i zrobiło się 2:1. W odpowiedzi Paroń sfaulował przed polem karnym Stanisława Jarysza za co otrzymał żółty kartonik, a centra z wolnego w wykonaniu Maksymiliana Lisowskiego przerodziła się w mały bilard zakończony niecelną petardą czekającego na finalizację przed szesnastką Maksa Hyżyka. W 59 minucie zamarły serca tych, którzy nie mogli na stadion z powodu obostrzeń, ale widowisko oglądali zza ogrodzenia. Wtedy to po podaniu Mikołaja Dorsza sam na sam wyszedł Mikołaj Narożny, ale jakimś cudem posłał piłkę po ziemi od zewnętrznej strony prawego słupka. To zemściło się dwie minuty później, Dubiel po raz drugi nabrał defensorów na podcinkę do Skrobacza, lecz ten tym razem nie zawiódł i lekko musnął gałę, tak, że ta wturlała się do sieci na 3:1. Żeby nie było za spokojnie w obronę miejscowych znów wdarł się chochlik, po którym to Poterski z zimną krwią przełamał rękawice Mateusza Kierzka i wynik znów wisiał na włosku. W tym fragmencie meczu trzeba było być maksymalnie skupionym, żeby nie popełnić kolejnego błędu, bowiem wypracowane przez Wartę stałe fragmenty siały prawdziwe spustoszenie, po nich nie raz futbolówka nie chciała wyjść ze strefy pola karnego, a przy jednym z dośrodkowań można mówić o szczęściu, gdyż pozostawiony samopas na piątym metrze Poterski jadąc na wślizgu nieczysto trafił w piłkę, a wrzutka Jarysza do Dorsza wylądowała w koszyczku założonym przez Kierzka. W 76 minucie fatalnie do obrony rzutu wolnego ustawił się Araszkiewicz, a wykorzystał to Lepka, który mierząc przy bliższym słupku przełamał palce dziwnie składającego się do interwencji goalkeepera. Wynik 4:2 utrzymał się do końca, choć Kacper był bliski powtórki z rozrywki, ale tym razem huknął z podobnego miejsca odrobinę za wysoko. Za tydzień Victoria spotka się na wyjeździe z Ostrovią Ostrów Wielkopolski. Pierwszy gwizdek o godzinie 14:00.

Sebastian Gołdyn

Skład Victorii : Kierzek, Paroń (Jędrzejewski), Pasiak, Jędrzejak, Skorzybót, Pastucha (Młoczyński), Lepka, Dubiel, Mikołaj Obsadny (Mateusz Obsadny), Skrobacz, Mazurek (Kucharski)






Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest