KRASZEWICE: Kto ,,zwinął” asfalt na Łękawkach?

Wszystko wskazuje na to, że w dokumentach potwierdzających zakończenie przebudowy drogi Bigosy – Łękawki doszło do potwierdzenia nieprawdy, choć władze samorządowe gminy uparcie twierdzą, że tak nie jest. Asfalt miał być wylany na odcinku 1100 metrów. Jest, ale na krótszym. Brakuje ok. 170 metrów asfaltu.

Nie, to nie jest żart o Wąchocku, w którym to asfalt na noc zwijają. Z wszelakich dokumentów i wielokrotnych zapewnień wójta Kraszewic wynika, że na odcinku jednego kilometra i stu metrów (1100 m) wylano tam nakładkę bitumiczną, potocznie nazywaną asfaltem. Problem w tym, że wbrew zaklinaniu rzeczywistości przez gminnych urzędników, asfaltowa droga ma długość 930 metrów a nie 1100, za które wykonawca inwestycji wziął pieniądze. Brakuje więc około 170 metrów asfaltu.
O tym, że tak jest alarmował już kilkukrotnie na ostatnich sesjach i komisji budżetowej radny Jan Wojtaszek, dziwnym trafem jego głos okazywał się jednak lekceważony przez wójta, jak i większość radnych. Dlaczego?

WIEM, CO MÓWIĘ

– Gdyby pan był tak precyzyjny, zobaczyłby pan, że tam były złożone dwie działki – próbował zadać kłam temu, co mówi Wojtaszek wójt Paweł Koprowski. (…) – I te dwie działki, jeżeli dodamy to jest kilometr sto. I we wniosku, który w ubiegłym roku poszedł do Urzędu Marszałkowskiego (inwestycja ta była dofinansowana ze środków unijnych – przyp. red.) jest kilometr sto. (…) Ja wiem, co mówię, nie mam jeszcze problemów ze świadomością – przekonywał.
Rzeczywiście, w przesłanym do Urzędu Marszałkowskiego przez Gminę sprawozdaniu finansowym z wykonania zadania potwierdzono, że wykonano 1100 m nawierzchni bitumicznej o szerokości 4 m. Inwestycja ta kosztowała 248.142 zł, z czego dotacja z UM wyniosła 116.250 zł.
– Oświadczam, że wszystkie podane w niniejszym sprawozdaniu informacje są zgodne z aktualnym stanem prawnym i faktycznym – czytamy w podpisanym przez wójta oświadczeniu. O wykonaniu 1100 m drogi mowa jest też w kosztorysie powykonawczym.
Wobec braku reakcji radnych, Wojtaszek zwrócił się na grudniowej sesji do komisji rewizyjnej Rady Gminy, aby ta ustaliła, jaki faktycznie odcinek drogi został wykonany.
– Komisja rewizyjna nie ma tego w planie – odpowiedziała jej przewodnicząca Małgorzata Broniecka. Niektórzy radni głośno się wtedy śmiali.

POŚWIADCZONO NIEPRAWDĘ

Wojtaszek twierdzi jednak uparcie, że w dokumentach poświadczono nieprawdę. Urząd obstaje przy swoim.
– Mam kosztorys powykonawczy i się wszystko zgadza – mówił na komisji budżetowej (29 stycznia) inspektor Walenty Heliński. – A czym ty mierzyłeś? – spytał Wojtaszka. Ten odparł, że samochodem. – To jakiś słaby samochód – skwitował inspektor. – Ale jak mówicie żeście mierzyli, to powinno wyjść z pomiaru.
– Jeśli pieniądze są nadpłacone, to powinny wrócić do budżetu – upierał się Wojtaszek.
– Nie są nadpłacone – usłyszał odpowiedź.

PO CO TE MEDIA?

Wojtaszek mówił swoje, wójt swoje. Koprowski co rusz wytykał też radnym Wojtaszkowi i Janowi Kędzi, że znów robią wszystko, aby zaistnieć w mediach.
– Sprowadza pan media po raz kolejny, robi pan zamieszanie przy prostej rzeczy – oskarżył Wojtaszka. (…) – Jeżeli chce pan po raz kolejny czytać, po to tylko, żeby zabłysnąć w kolejnym wydaniu Pulsu Tygodnia, bo Puls Tygodnia nie ma co innego robić tylko szkalować swoją gminę, no to proszę bardzo – mówił zdenerwowany. A że nie była to pierwsza ,,wycieczka’’ wójta pod adresem Pulsu, dzień później przekazaliśmy sekretarzowi gminy, że o ile wójt nie wycofa się z tych słów – najpewniej zmuszeni będziemy podjąć stosowne kroki prawne.
– Za każdym razem systematycznie pan powtarza na każdej sesji i na komisjach pod moim adresem, pod adresem Kędzi, że nasze wypowiedzi są tylko kierowane, żeby zaistnieć w mediach. Moim obowiązkiem jest reagować na nieprawidłowości – odpowiedział radny.
– No to jest prokuratura, może pan złożyć zawiadomienie – zaproponował wójt.

CHCIAŁBYM PRZEPROSIĆ

Ostatecznie, na piątkowej (2 lutego) sesji, wójt Koprowski przeprosił za słowa, jakie padły na komisji budżetu. – Chciałbym przeprosić, bo czuję się poniekąd winny atmosferze tego spotkania, było to dość burzliwe spotkanie i ze swej strony zarówno panów radnych, jak i gości w osobie tutaj przedstawiciela lokalnych mediów przepraszam za swoje emocje, za słowa, które pewnie paść z moich ust nie powinny – oświadczył.

CZYM SIĘ PAN KIEROWAŁ?

Na pytanie radnego Dawida Łuszczka, jakie przesłanki kierowały przewodniczącym Wojtaszkiem i radnym Kędzią, że na komisji budżetu zaopiniowali negatywnie przedstawione przez wójta propozycje zmian w budżecie (Łuszczek też jest członkiem tej komisji, ale na tym posiedzeniu go nie było), Wojtaszek odparł, że kilka dni przed komisją wójt wydał zarządzenie, na mocy którego de facto likwidowana jest jedna z planowanych na ten rok inwestycji (chodzi o drogę Podkuźnica – Podlas) a uzyskane w ten sposób środki przeznaczone są na dokapitalizowanie dwóch pozostałych: Kuźnica Grabowska – od Tartak (zwiększenie ze 156.000 do 192.500 zł) i Kraszewice ul. Młyńska (ze 77.000 do 94.500 zł)
W przypadku tej pierwszej Kędzia i Wojtaszek mieli wątpliwości, czy rzeczywiście ma być to zaplanowany dużo wcześniej przez radę odcinek drogi, czy inny. Łuszczek zwrócił jednak uwagę na fakt, że w proponowanych zmianach do budżetu nic na ten temat nie było. Rzeczywiście, zmiany te zostały wprowadzone już wcześniej, zarządzeniem wójta.
– Pan wójt wywołał zarządzenie, tak jakby na nowe zadanie, które nie zostało wcześniej uwzględnione – zarzucił radny Wojtaszek.
Wójt tłumaczył wtedy, że koszty inwestycji idą drastycznie w górę, stąd nie stać ich teraz nie realizację wszystkich zaplanowanych zadań. I że zmian tych dokonał zarządzeniem, nie czekając na posiedzenie rady, bo chciał jak najwcześniej ogłosić przetargi na te zdania, mając nadzieję, że w ten sposób osiągnie niższe ceny. Do zarzutu Wojtaszka tak naprawdę nie odniósł się wcale.

KOMISJA SIĘ NIE ZDOBYŁA

Tu koalicyjni radni wykazali się dużą aktywnością, myli się jednak ten, kto myśli, że ich dociekliwość dotyczyła wątpliwości związanych z drogą na Łękawkach. O niej milczeli jak zaklęci.
– Szkoda, że radni nie pytają pana wójta o przyczynę wydania zarządzenia – dziwił się Wojtaszek. Przypomniał też po raz kolejny, że już na poprzedniej sesji składał uwagi co do wykonania drogi w Łękawkach. – Zgłaszałem nieprawidłowości, że w protokole komisji rewizyjnej i dokumentacji jest wykazane kilometr sto, zadałem pytanie, jaka jest faktycznie długość wykonanej drogi. Czy komisja podjęła jakieś działania w tym kierunku? – zwrócił się do jej przewodniczącej.
– Komisja nie zdobyła się na to, żeby jechać i zmierzyć drogę co do metra – odpowiedziała Małgorzata Broniecka. – Długość tysiąc sto metrów wynikała z przygotowanego kosztorysu i tym komisja się zajęła.
– Komisja nie posiada wiedzy, jaka jest faktycznie długość wykonanej drogi? – dopytywał radny.
– Nie – padła odpowiedź.
Co ciekawe, żaden radny nie zaproponował też, aby wreszcie komisyjnie przemierzyć wykonaną drogę, by w ten sposób uciąć wszelkie spekulacje na ten temat. Bo przecież o interes gminy tu chodzi? Gdyby bowiem potwierdziły się zarzuty Wojtaszka, można by podejrzewać, że doszło tu do przestępstwa.
Wobec tak dużego i niezrozumiałego z punktu widzenia interesów gminy i jej mieszkańców oporu władz samorządowych, sami postanowiliśmy sprawdzić na miejscu czy Wojtaszek ma rację. Ma.

I STAŁ SIĘ CUD

Tymczasem na piątkowej sesji nieoczekiwanie stał się cud, wójt zmienił bowiem zdanie. Oświadczył, że wydał polecenie, aby zwołać projektantów, inspektora nadzoru i wykonawcę. – Wtedy będzie ta sprawa wyjaśniona – poinformował.
Cóż, lepiej późno niż wcale. Tyle, że mleko się już rozlało. Pytanie jest proste: Jak to się stało, że Gmina zapłaciła za wykonanie nawierzchni bitumicznej o łącznej długości 1100 m, co potwierdziła w stosownych dokumentach, tymczasem wylano około 930 metrów asfaltu. Brakujący odcinek (ok. 170 metrów) to koszt blisko 40 tys. zł. JUR



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest