Kraszewice: Jedna strona medalu

Z kilkumiesięcznym opóźnieniem ruszył proces, jaki Gmina Kraszewice wytoczyła wykonawcy drogi Bigosy-Łękawki, gdzie – jak się okazało – wylany został krótszy o 170 metrów odcinek szerokiej na 4 metry asfaltowej drogi. Na rozprawie po raz kolejny nie stawił się pozwany, jak też jego pełnomocnik. Sąd nie zgodził się na odroczenie rozprawy.

Fakt, kiedy droga ta była odbierana, nikt nie miał żadnych zastrzeżeń, dopiero później – kiedy kilku radnych a w ślad za nimi media zaczęli alarmować władze gminy, że droga została wykonana niezgodnie z projektem – w końcu zdecydowano się na jej zmierzenie, a kiedy faktycznie okazało się, że wylany dywanik asfaltowy jest zbyt krótki – Gmina, nie mogąc dogadać się z wykonawcą, wystąpiła przeciwko niemu na drogę sądową. W odpowiedzi pozwany, czyli wykonawca inwestycji, wniósł o oddalenie powództwa w całości.

Z POŚLIZGIEM

W pierwszym, wyznaczonym przez Sąd terminie nie stawił się jednak ani pozwany (wykonawca inwestycji), ani wskazani przez powoda świadkowie, trzeba więc było wyznaczyć kolejny termin. W tym drugim stawili się prawie wszyscy, za wyjątkiem pozwanego, którego pełnomocnik przesłał do Sądu pismo z prośbą o odroczenie terminu rozprawy. Tak się jednak nie stało, sąd postanowił nie uwzględnić wniosku pełnomocnika pozwanego. Proces ruszył, przesłuchani już zostali wszyscy, wskazani przez powoda świadkowie.

28 RAZY

Zeznający przed sądem autor uproszczonej dokumentacji technicznej i kosztorysowej zeznał, że wynika z niej jednoznacznie, że do wykonania jest 1100 metrów asfaltowej drogi. Podkreślał równocześnie, że taka a nie inna długość jest wymieniana w tym projekcie aż 28 razy.
– Czy długość ta znajduje również odzwierciedlenie w szkicu? – spytała sędzia. – Tak, w planie orientacyjnym – padła odpowiedź.
Projektant nie krył swojego zdziwienia faktem, że wybudowany przez wykonawcę odcinek drogi okazał się krótszy, i to o 170 metrów. – Ja tego w ogóle nie rozumiem. Pracuję na drogach już 64 lata (…) i takiego przypadku nigdy nie spotkałem – przekonywał. Tłumaczył, że jeżeli wykonawca miał jakiekolwiek wątpliwości co do zleconego zadania – powinien zgłosić je natychmiast zlecającemu (Urząd Gminy), a nic takiego nie zrobił.
Kiedy wreszcie Gmina zorientowała się, że droga została wykonana niezgodnie z projektem, 9 lutego 2018 r. zwołana została narada w tej sprawie, na której – jak mówił projektant – wykonawca miał przekonywać, że tak naprawdę wszyscy są odpowiedzialni za to, co się stało, że geodeta w tym a nie innym miejscu ustalił zakończenie drogi. – No jak tak można? – denerwował się świadek. – Ja nie wiem, o jakiej dokumentacji geodezyjnej mówił pozwany. Ja projekt opierałem od strony pomiaru terenu i długości ustalonej przez inwestora.
Świadek zeznał, że podczas tego spotkania wszyscy udali się na tę drogę, gdzie przy pomocy tzw. kółka dokonano pomiaru odcinka wykonanej drogi. Wynik był jednoznaczny: w sumie wylano odcinek o długości 930 metrów, a więc o 130 metrów krótszy, niż zapisano w projekcie zadania.
– Czy wykonawca kwestionował wówczas wyniki pomiaru? – spytała pełnomocnik Urzędu Gminy.
– Nie, nie kwestionował -padła odpowiedź.
– Czy z pana fachowej wiedzy jako projektanta wynika, aby było możliwe, aby wykonawca na etapie prowadzenia prac nie zauważył, że oszczędza na materiałach wykonując drogę o krótszym odcinku, niż wynikałoby z projektu? – pytała mecenas.
– Nie wyobrażam sobie, aby tak było – odpowiedział świadek.

Z KÓŁKIEM NIE LATAMY

Zeznający jako świadek były inspektor ds. rolnictwa, ochrony środowiska, dróg publicznych, komunikacji i inwestycji, który zajmował się przygotowaniem przetargu na tę inwestycję zeznał, że temat zna, ale w chwili obecnej jest na rencie chorobowej. – Tak że troszeczkę zapomniałem – nie ukrywał.
– Czy kojarzy pan, aby przed rozpoczęciem robót czy w trakcie ich wykonywania wykonawca składał jakieś zastrzeżenia do projektu? – spytała pełnomocnik powoda.
– Nie – odpowiedział świadek.
Pytany o odbiór końcowy inwestycji, świadek zeznał, że obok niego brali w nim udział inspektor nadzoru, wykonawca i jego kierownik budowy oraz ,,bodajże’’ ówczesny wójt (inwestycja była realizowana w 2017 roku, w międzyczasie – w 2018 roku były kolejne wybory samorządowe, które przyniosły zmianę na stanowisku wójta – przyp. red.).
– Czy państwo dokonywaliście pomiarów tej drogi? – spytał sąd.
– W tej komisji, kiedy byliśmy tam na miejscu, nie przemierzaliśmy już tej drogi, bo zatrudniony przez Urząd Gminy inspektor nadzoru stwierdził, że były pomiary, że wszystko się zgadza – odparł świadek.
– Że wcześniej robił te pomiary? – dopytywał sąd.
– Prawdopodobnie. Nie widziałem, jak mierzył, ale uznałem, że wszystko się zgadza – odpowiedział świadek.
– Czy przed wykonaniem odbioru końcowego otrzymaliście państwo od wykonawcy jakieś dokumenty, z których wynikało, że wykonał drogę na odcinku tysiąc sto metrów? – spytała pełnomocnik Gminy.
– Przy odbiorze był przedstawiony kosztorys powykonawczy i z niego wynikało, że zrobione jest tyle metrów, co w projekcie. Wszystko miało się zgadzać – odparł świadek.
– A uczestniczył pan kiedykolwiek w innych odbiorach? – spytał sąd, chcąc ustalić, czy odbiór końcowy bez wykonywania pomiarów jest powszechnym zwyczajem.
– Techniczne sprawy to robią inspektorzy nadzoru wcześniej, bo to by trwało cały dzień – odpowiedział świadek. – Z ,,kółkiem’’ (urządzenie służące do pomiaru – przyp. red.) nie latamy.
Świadek wyznał, że nie pamięta, w jakich okolicznościach doszło do ujawnienia, że droga ta jest krótsza, niż być powinna? Potwierdził też to, o czym mówił wcześniej projektant, że 9 lutego komisyjnie udali się na sporny odcinek drogi, gdzie dokonano pomiarów, z których wynikało, że wylano tam nie 1100 a 930 m asfaltowej drogi.
Czy wykonawca kwestionował wtedy te pomiary? – Nie pamiętam – odparł świadek. – Z tego co pamiętam, mówił, że krótsza droga była dlatego, że jakieś roboty dodatkowe wykonał, ale na to wszystko powinien być protokół – padła odpowiedź.

PODSTAWĄ PROTOKÓŁ

Stoający przed sądem były wójt gminy Kraszewice wyznał, że do momentu, kiedy nie pojawiły się zastrzeżenia co do realizacji tej inwestycji był przekonany, że była ona wykonana zgodnie z wszelką dokumentacją, tym bardziej, że przecież wykonawca nie zgłaszał żadnych problemów w trakcie wykonywania tego zadania.
Sąd dopytywał, jak formalnie powinien wyglądać odbiór końcowy inwestycji i kto powinien sprawdzić, czy zadanie zostało wykonane zgodnie z dokumentacją.
– Podstawą dla mnie, jako dla wójta, do podpisania się pod protokołem odbioru był tak naprawdę kosztorys powykonawczy, w którym wykonawca jednoznacznie określił, że wykonał zgodnie z projektem drogę na odcinku 1100 m i powierzchni 4400 m2. Żadna z osób uczestniczących w tym odbiorze też nie zgłaszała tutaj zastrzeżeń – wyznał świadek.
Były wójt przyznał, że podczas odbioru końcowego nie był z innymi na drodze, ale był tam wcześniej. – Odbiór odbywał się u mnie w gabinecie na podstawie dokumentów – zeznał.
– Czyli nie byliście państwo komisyjnie tam na miejscu? – dopytywał sąd.
– Nie umiem teraz w 100% na to pytanie odpowiedzieć, ale zdaje mi się, że tam raczej nie – odparł świadek. Dodał równocześnie, że nie potrafi jednoznacznie powiedzieć, że pozostałe osoby tam były. – Ale wydaje mi się, że tak, bo przy dotychczasowych realizacjach tak to się odbywało – podsumował.
Sąd chciał wiedzieć czy kosztorys powykonawczy, który – jak mówił świadek – był dla niego podstawą do podpisania się pod protokołem odbioru był w jakiś sposób weryfikowany przez Urząd Gminy.
– Fizycznie, w postaci miary nie – odparł świadek.
– A czy nie należało to do obowiązków zweryfikować ten protokół? – spytała sędzia.
– Nie umiem teraz odpowiedzieć na to pytanie – odparł świadek. – Natomiast wszyscy zasugerowaliśmy się i opieraliśmy się na braku jakichkolwiek zastrzeżeń w trakcie realizacji tej inwestycji i podpisanym przez wykonawcę kosztorysie powykonawczym, w którym stwierdza jednoznacznie, że wykonał inwestycję na długości tysiąca stu metrów. Pewnie dzisiaj, z perspektywy tego co się wydarzyło, nawet gdyby taka konieczność nie zaistniała, zdecydowałbym się na to, żeby skierować tam pracownika, żeby fizycznie to również zmierzył, natomiast w tamtym momencie żadnych przesłanek ku temu, że ta inwestycja jest wykonana nieprawidłowo nie było.
Świadek zeznał, że wątpliwości co do tego, że inwestycja ta została wykonana niezgodnie z projektem zaczął zgłaszać jeden z radnych. – Później też zaczęło to nabierać takiego życia medialnego, w międzyczasie próbowaliśmy to w sposób gospodarczy zweryfikować, jeden z moich pracowników udał się na miejsce i zmierzył to fizycznie za pomocą taśmy, później już skutkowało to tym spotkaniem (9 lutego – przyp. red.), w którym ja osobiście nie uczestniczyłem – wyznał świadek.
Były wójt zeznał, że w momencie, kiedy okazało się, że inwestycja ta została zrealizowana niezgodnie z projektem – swoją kontrolę wszczął również Urząd Marszałkowski, który wcześniej dofinansował to zadanie. – Stwierdzono nieprawidłowości, przede wszystkim długość, co skutkowało tym, że musieliśmy część dotacji zwrócić – przyznał świadek, nie pamiętał jednak jaka to była część dotacji.
Świadek wyznał, że kiedy rozmawiał w sprawie stwierdzonych nieprawidłowości z wykonawcą, ten nie do końca potrafił je wytłumaczyć. – Powoływał się na rodzaj umowy, że to umowa ryczałtowa, natomiast nie potrafił ustosunkować się, dlaczego nie zostało wykonane 1100 m i dlaczego też nie zgłaszał żadnych uwag i zastrzeżeń – tłumaczył.
Stoający jako świadek obecny kierownik referatu ds. budownictwa i gospodarki komunalnej Urzędu Gminy zeznał, że nie uczestniczył w odbiorze tej inwestycji, a jedynie był członkiem komisji przetargowej.

ZGODNIE Z LITERĄ PRAWA

Dodatkowym, zgłoszonym przez Urząd Gminy świadkiem była osoba, która bezpośrednio nie uczestniczyła w przygotowaniu i realizacji spornej inwestycji i dopiero kiedy powstał problem – została poproszona przez wójta o pomoc w jego rozwiązaniu.
– Zajmuję się budownictwem, od 30 lat współpracuję z gminą Kraszewice, z panami wójtami… – mówił przed sądem. Świadek wyznał, że wcześniej był m.in. inwestorem zastępczym przy budowie kraszewickiego gimnazjum czy hali sportowej.
– Nie zajmowałem się generalnie niczym odnośnie tej drogi w Bigosach – zeznał powołany przez powoda świadek. – Z racji tego, że prowadzę inwestycje, przez całe życie zajmuję się tego typu rzeczami i współpracuję z gminą Kraszewice, pan wójt parę dni przed spotkaniem z wykonawcą w sprawie tego zakresu rzeczowego poprosił mnie, żebym wziął w tym udział, przesłał mi dokumenty, czyli umowy, wszystkie sprawy przetargowe. Ja zapoznałem się z tymi dokumentami i później spisałem protokół z tego spotkania – relacjonował.
Świadek zeznał przed sądem, że jego zdaniem Urząd Gminy działał zgodnie z literą prawa. Wyznał, że podczas spotkania padła pojednawcza propozycja, aby wykonawca powrócił na drogę w Bigosach i skończył inwestycję zgodnie z dokumentacją projektową. Potwierdził, że wspólnie pojechali też wtedy na tę drogę i komisyjnie dokonali jej pomiaru. – Z pomiaru wynikało, że w rzeczywistości jest wykonane 980 m – wyznał świadek. – Wykonawca nie kwestionował tych pomiarów. Mówił, że jest umowa ryczałtowa i zrobił nie 1100 tylko 980 m, bo ryczałt mu na to pozwala. Takie stanowisko przedstawił.
Wykonawca miał wówczas tłumaczyć, że dodatkowo dał z każdej strony drogi szersze pasy bezpieczeństwa. Świadek zeznał jednak, że utwardzenie pobocza było przewidziane w projekcie, więc o żadnych dodatkowych pracach nie może być mowy.

***
Z uwagi na nieobecność pozwanego, na rozprawie nie doszło do przesłuchania występującego w charakterze strony Wójta Gminy. Sąd wyznaczył kolejny termin rozprawy, na który polecił wezwać wszystkie strony pod rygorem pominięcia dowodu z ich przesłuchania w przypadku braku stawiennictwa na rozprawę.
JUR



Jeden komentarz z Kraszewice: Jedna strona medalu

Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest