Kredyt zaufania został spłacony

Rozmowa z Wiesławem Berskim, wójtem Kobylej Góry

Co Pana zdaniem jest największym sukcesem kończącej się kadencji samorządowej?
– Na pewno podjęcie współpracy z różnymi organami, jednostkami, bo z tego co wiem, wcześniejsza współpraca np. z Lasami Państwowymi, a większość terenu wokół zalewu należy właśnie do Nadleśnictwa Przedborów, nie była najlepsza. Gdyby nie ta współpraca, tej ścieżki przy zalewie by nie było. Teraz czekamy na dobre wieści w sprawie drugiego etapu tego zadania, złożyliśmy wniosek o dofinansowanie, jesteśmy po ocenie formalnej.
Tak samo z Policją, gdyby nie rozmowy z poprzednim i obecnym komendantem, pewnie jeszcze długo nie mielibyśmy Posterunku Policji w Kobylej Górze, który w najbliższym czasie ma być otwarty. (…) Nawiązaliśmy też dobre relacje z przedsiębiorcami. Na oklejenie tramwaju promującego naszą gminę, który jeździ po Wrocławiu, wydaliśmy niecałe 10 tys. zł, ale przedsiębiorcy, którzy w dużej mierze żyją z turystów, wydali już na dzierżawę kilkanaście tysięcy. Procentuje dobra współpraca z Urzędem Marszałkowskim czy Zarządem Dróg Wojewódzkich. To wszystko ma wpływ na to, że nasza gmina wygląda teraz tak, jak wygląda. Sukcesem jest niewątpliwie umiejętne pozyskiwanie środków zewnętrznych. To są nabory, konkursy, raz się udaje, raz nie, ale musimy pamiętać, że przy naszym zadłużeniu…
Jakim zadłużeniu?
– Na koniec tej kadencji będzie to 6,9 mln zł, czyli niecałe 40%.
Dużo.
– Czy to jest dużo? Na początku kadencji to zadłużenie wynosiło ponad 7,5 mln zł. Przy inwestycjach za ponad 14 mln zł udało nam się zejść z zadłużenia. Rozpoczęliśmy od problemów oświatowych, już w pierwszym roku udało się pozyskać 1,5 mln zł dofinansowania na budowę żłobka w Mąkoszycach. W Kobylej Górze kosztem niecałych 2 mln zł mamy praktycznie nowe, rozbudowane przedszkole. W tym roku złożyliśmy jeszcze wnioski na blisko 10 mln zł, czekamy na rozstrzygnięcia. Jedno z planowanych zadań to budowa drogi Ignaców-Marcinki. Tu złożyliśmy wniosek w ramach rządowego programu i jesteśmy na 3 miejscu na liście rezerwowej. Tam jest prawie 2 mln zł dofinansowania. W sumie z tych 10 mln zł blisko 6 mln możemy pozyskać ze źródeł zewnętrznych.
Taka jest moja polityka, aby najpierw realizować te zadania, na które możemy dostać dofinansowanie. Przed nami budowa sal gimnastycznych w Mąkoszycach i Parzynowie.
Te sale obiecał im Pan już 4 lata temu w kampanii wyborczej.
– Tak. I myślę, że w jakiś tam sposób można to uznać za częściowo zrealizowane. Złożyliśmy wniosek do WRPO, dostaliśmy już dofinansowanie na projekt miękki, opór jednego z mieszkańców sprawił jednak, że nie udało nam się na czas skompletować wszystkich dokumentów w ramach projektu twardego. Mam nadzieję, że uda nam się zdobyć środki na ten cel z Ministerstwa Sportu, gdzie złożyliśmy jeden wniosek na dwa projekty. Jeszcze w tym roku chcielibyśmy ogłosić przetarg.
Ile gmina ma własnych środków?
– Ja tutaj bardziej skupiam się na kwestii podatku dochodowego, bo nie wszyscy wiedzą, że prawie 38% z tego podatku wraca do budżetu gminy. Z podatku dochodowego mamy blisko 4 mln zł, z podatku od nieruchomości ok. 1,5 mln.
Czyli jest czym rządzić.
– My w tym roku bez zadłużania gminy możemy wydać ok. 4 mln zł środków własnych na inwestycje i remonty. Przy tylu inwestycjach udało nam się zejść z zadłużenia. (…) Wiemy, że będą kolejne środki zewnętrzne na drogi. W naszej gminie mamy ok. 170 km dróg, z czego około 100 to drogi asfaltowe.
100 km w asfalcie?
– Niecałe, w jednym roku udało nam się zrobić 9 km, tak że myślę, że gdzieś 80-90 km na pewno. Mamy już kosztorys na najdłuższy, przez to najbardziej kosztowny odcinek z Pisarzowic do Słupi, gdzie jest zjazd na drogę S8. Tam kosztorys opiewa na prawie 6,5 mln zł. Program, który jest ogłoszony przewiduje do 80% dofinansowania, czyli jesteśmy nawet w stanie udźwignąć taki ciężar przy założeniu, że chcemy też jeszcze wybudować w tym roku salę. Tylko na początku trzeba mieć wkład własny, około 8 mln, czyli będziemy musieli wziąć kredyt. Dlatego zawsze byłem przeciwko temu, aby budować tylko z własnych środków, bez dofinansowania.
No właśnie, skarżą się na Pana w Poznaniu.
– Na mnie się skarżą?
Tak, że jak zamykają przed Panem drzwi, to wchodzi Pan oknem.
– Rzeczywiście, w trzecim czy czwartym dniu po złożeniu ślubowania byłem już w Urzędzie Marszałkowskim pokazać się i powiedzieć, że ja tu będę częstym bywalcem. My mamy takie dochody, jakie mamy i musimy szukać środków zewnętrznych, bo inaczej nie jesteśmy w stanie zrealizować większości inwestycji. Jeżeli zrobimy coś w jednym roku za swoje środki, zablokujemy sobie możliwość kolejnych inwestycji w latach następnych, bo nie będziemy mieli wkładu własnego. Rzeczywiście, raz, dwa razy w miesiącu jestem w Poznaniu w Urzędzie Wojewódzkim czy Urzędzie Marszałkowskim po to, żeby zabiegać, dowiadywać się jakie będą programy, jakie nabory, czy my faktycznie jesteśmy w stanie z tego skorzystać.
Tych środków zewnętrznych udało się w tej kadencji pozyskać ile?
– Na chwilę obecną ok. 6 mln zł. Nie wliczam w to środków, jakie dzięki życzliwości i zrozumieniu ze strony marszałka Krzysztofa Grabowskiego udało się pozyskać na odmulenie zalewu i remont tamy. To są 3 mln zł, my jako gmina nie dołożyliśmy do tego ani złotówki. Myślę, że gdyby nie te wszystkie zabiegi u pana marszałka, gdyby nie jego dobra wola, jeszcze długo nie udałoby nam zrealizować tego ważnego z punktu widzenia rozwoju gminy zadania.
Jeszcze 20-30 lat temu Kobyla Góra zalewem stała, później nadszedł czas, że zalew wydawał się kulą u nogi kobylogórskiej władzy samorządowej. A jak jest dzisiaj?
– Wszyscy mówią: macie takie warunki, walory i wy tego nie potraficie wykorzystać? Ja wiem, że nie możemy się równać z gminami nadmorskimi, ale jak spojrzymy w wykaz najbogatszych gmin w Polsce, to okazuje się, że w pierwszej dziesiątce najwięcej jest gmin nadmorskich. Ja wiem, że morza to u nas nie ma, ale… Możemy być świetną bazą wypoczynkową dla mieszkańców Wrocławia. Budowa ścieżki wokół zalewu okazała się strzałem w dziesiątkę, wiele osób tam spaceruje… Odmulenie zalewu sprawiło, że stał się on o wiele atrakcyjniejszy dla potencjalnych letników. Jakość wody jest zadowalająca, ale chcielibyśmy jeszcze wspólnie ze spółką Polskie Wody wybudować dwa stawy buforowe przed wpływem do zalewu. Jeden miałby zbierać większe odpady, a drugi miałby być porośnięty roślinnością, której zadaniem byłoby filtrowanie wpływającej do zalewu wody.
Pochwali się Pan porażkami?
– Nie wiem czy można to nazwać porażką, ale bolączką jest na pewno fakt, że nie wszystkie wnioski, które składaliśmy zostały zakwalifikowane. Ale nie poddajemy się, myślę, że tych środków będzie dużo, dużo więcej. Dajemy z siebie naprawdę 200%.
Kiedy został Pan wójtem, dokonał Pan pewnych zmian w Urzędzie.
– Być może niektóre osoby poczuły się nimi dotknięte, ale to jest moja polityka, moja ocena sytuacji. Cieszy mnie to, że sygnały od mieszkańców są takie, że pracownicy Urzędu pracują teraz lepiej, a o to mi właśnie chodziło.
Radni Adamski, Kwiatkowski, Jakóbczak to dziś opozycja czy koalicja? Po zmianie wójta niechętnie udzielili panu kredytu zaufania.
– Każdy mógł mieć wątpliwości, padały głosy, że przychodzi osoba świeża, niedoświadczona. (…) Mnie interesuje polityka, być może mam to w genach po dziadku, który kilkadziesiąt lat temu przez blisko 40 lat pracował w tym urzędzie. Po to kończyłem studia politologiczne, bo wiedziałem, że będę chciał startować na takie stanowisko.
Pan ma tak wszystko w życiu zaplanowane?
– Ja też chodząc na zebrania nie do końca się z tym czy tamtym zgadzałem. Tutaj nie da się zaplanować wszystkiego. My mamy dużo planów, pomysłów na to, jak ta nasza gmina ma się rozwijać, ale nie wszystko też uda się zrealizować, co się planuje. Ale staramy się dążyć do tego, żeby tak było.
Ucieka Pan od pytania. Koalicja czy opozycja?
– Trudno powiedzieć. Początki były trudne, część radnych wyraźnie dała mi do zrozumienia, że mają doświadczenie i staż samorządowy, a tu przychodzi ktoś młody i mówi, co mamy robić. (…) Kiedy zdecydowałem się powołać zastępcę wójta, spotkałem się z dużym oporem ze strony rady. Ale nie wszyscy pamiętają, że ówczesny sekretarz z uwagi na problemy zdrowotne przebywał już wtedy na długotrwałym zwolnieniu lekarskim. Praktycznie nie miałem sekretarza, stąd pomysł stworzenia etatu zastępcy.
To był główny powód?
– Tak. Chciałem mieć osobę, z którą faktycznie będę mógł wprowadzać moje plany w życie. Osobę, która ma faktycznie wiedzę na ten temat.
I znów zatoczył Pan wielkie koło i nadal nie odpowiedział Pan na moje pytanie.
– Nie lubię używać takich określeń jak koalicja czy opozycja. Wszystkie osoby, które zasiadają w radzie powinny – niezależnie od tego, z jakiego komitetu czy jakiej partii są wybrane – zabiegać o to, by zrobić jak najwięcej dla mieszkańców, aby gmina się rozwijała. Na pierwszej sesji absolutoryjnej widać było te różnice, ale już na kolejnej… To było bardzo miłe ze strony doświadczonych radnych, że uznali, że kredyt zaufania, jakiego mi udzielili został spłacony.
Która z gwiazd jeszcze nie śpiewała na kobylogórskiej scenie? Imieniny gminy ściągają tu tłumy.
– Środki mamy takie, jakie mamy. Mam też gdzieś sygnały, że wójt imprezuje. To nie wójt imprezuje, wójt przygotowuje imprezę z domem kultury… To też jest dobra forma promocji gminy. Co roku przeznaczamy na ten cel około 50 tys. zł, dużo większą kwotę uzyskujemy od sponsorów. Staramy się, aby trafiać w gusta młodszych i starszych. Są takie głosy, aby zaśpiewał u nas Zenek Martyniuk.
Co śpiewa Zenek Martyniuk?
– Wiem, bo śpiewałem tę piosenkę na Gminnym Dniu Kobiet. ,,Oczy zielone’’.
Rozumiem, że jeśli Martyniuk zaśpiewa w Kobylej Górze, to razem z Panem.
– Myślę, że nie najgorzej zaśpiewałem, więc gdyby tylko zechciał – nie ma sprawy.
Mówią, że Berscy działalność samorządową wyssali z mlekiem matki. Pana brat jest sołtysem w Olszowie.
– Rzeczywiście, brat również odkrył w sobie taką żyłkę społecznikowską i całkiem dobrze mu to wychodzi. Na pewno mamy różne charaktery, ale…
No właśnie, w czym jesteście podobni, a w czym różni?
– Kiedy się spotykamy, zazwyczaj rozmawiamy o sprawach samorządowych. To chyba zostało nam w genach po dziadku. Czym się różnimy? Kiedyś mówiono, że charaktery mamy ponoć różne, ale myślę, że to się zmieniło. Wcześniej było tak, że mnie cechował stoicki spokój a brat miał większy temperament. Ale teraz, jak już jest tym sołtysem, wydaje mi się, że jest bardziej wyważony. Ale jeśli chodzi o zabieganie o środki dla sołectwa czy gminy to myślę, że możemy sobie podać ręce. Działamy w podobny sposób i myślę, że dobrze nam to wychodzi.
Który z was jest starszy?
– Brat, o równy rok. Urodziliśmy się tego samego dnia i miesiąca, tylko po roku.
Wiem, że postanowił Pan ubiegać się o reelekcję. Nie ma Pan żadnego kontrkandydata?
– Oficjalnie nie, chociaż słyszałem, że jedna z pracownic Urzędu również chce się ubiegać o to stanowisko. Wszystko okaże się najpóźniej po 26 września, kiedy mija termin zgłaszania kandydatów. Na terenie gminy aż 4 komitety zgłosiły swoich kandydatów na radnych.

Jerzy Bińczak



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *

Pin It on Pinterest