Menu główne

OSTRZESZÓW: Proszę nie dramatyzować

Rozmowa z Lechem Janickim, starostą ostrzeszowskim

Czy teza, że w momencie kiedy Ostrzeszowskie Centrum Zdrowia straciło strategicznego partnera Powiat stanął pod ścianą to nadinterpretacja, czy rzeczywiście sytuacja jest bardzo trudna?
– Jest to nadinterpretacja. Dziś najważniejszą rzeczą jest utrzymanie bieżącej równowagi i normalnego funkcjonowania naszego szpitala. Ja nie ukrywam, że sytuacja jest bardzo dynamiczna, bo koszty funkcjonowania placówek poszły bardzo mocno w górę i na półrocze wielkopolskie szpitale mają po parę milionów zadłużenia. We wrześniu NFZ będzie przekazywał nowe propozycje ryczałtów na II półrocze, z wyrównaniem od lipca. Docierają do nas jednak informacje, że proponowane kwoty są nieadekwatne do potrzeb. Zaczyna się nam robić bardzo trudna sytuacja bieżąca, jeśli chodzi o szpitale. I to jest podstawowy problem. Obecnie zdjęto konieczność terminowego dostosowania szpitali do standardów. Ministerstwo Zdrowia i NFZ zdały sobie sprawę, że to nie jest takie proste, że wiąże się to z ogromnymi kosztami. Niemniej dyrektorzy szpitali i samorządy rozumieją, że dostosowywać placówki muszą. I to robią. Również Ostrzeszowskie Centrum Zdrowia. Choćby ostatnia inwestycja związana z dobudową klatki schodowej, jest wyjściem naprzeciw wymogom likwidacji przechodniości oddziałów. Komunikacja w szpitalu jest rzeczą niesłychanie istotną. Kończymy etap kilkudziesięcioletniego funkcjonowania szpitala z jedną windą!

W sumie planowane inwestycje miały kosztować ok. 30 mln zł, z czego 1/3 miała pochodzić z budżetu Powiatu, natomiast potężny zastrzyk finansowy miał nam zapewnić włoski partner, o którym mówiło się już od ponad roku.
– To jest bardzo śmiały plan, który prezes OCZ sobie wyznaczył i to by było optymalnym rozwiązaniem.

W praktyce wycofanie się włoskiego partnera może sprawić, że nie dojdzie do budowy nowego skrzydła szpitala. Pod znakiem zapytania staje też budowa centralnej sterylizatorni i nowego bloku operacyjnego.
– Okazuje się, że Włosi kupili obiekt w Łodzi i tam będzie ich centralna baza. Cóż, trudno nam rywalizować z takim dużym ośrodkiem.

Nasze rozmowy z Włochami trwały blisko 2 lata.
– Krócej, ale i tak z dystansem do tego podchodziłem, bo nie przekonywała mnie lansowana przez Włochów ekonomia skompensowania sobie kosztów. Jak ktoś inwestuje, to chce te pieniądze odzyskać.

Czego w takim razie potrzebuje dziś ostrzeszowski szpital? Na pewno nowego bloku operacyjnego, konieczne jest też rozgęszczenie łóżek na oddziałach, potrzebuje też przestrzeni, gdzie będzie mógł ulokować poradnie specjalistyczne.
– I docelowo nowej bazy Pogotowia Ratunkowego i karetek. Od 1 kwietnia 2019 r. kontrakt pogotowia może należeć do szpitala.

A na co nas dzisiaj stać, zważywszy na fakt, że planowany wcześniej 30-milionowy budżet inwestycyjny zmniejszył się nam gdzieś o połowę?
– Nigdy szpitala i powiatu nie było stać, żeby te wszystkie środki wyłożyć na stół. Ale wiem, że jest dyskutowany wariant alternatywny, który prezes OCZ być może będzie realizował. W tej sprawie będziemy się w najbliższym czasie spotykać. Ja bym nie naciskał prezesa i nie stawiał go pod ścianą, że to albo nic. Podchodzimy do tego ze spokojem. Trzeba wybrać najkorzystniejszą opcję. A upublicznić sprawę po podpisaniu odpowiednich umów.

Ale czy ten wariant alternatywny mówi o innym źródle finansowania tych inwestycji?
– Tak, o innym inwestorze.

Czyli jest inny inwestor?
– Inwestorzy na rynku są, kwestia tylko dogadania się z nimi.

To dlaczego przez te kilkanaście miesięcy jakoś nie udało wam się z żadnym dogadać? Może to był błąd, że trzymaliście się kurczowo tego jednego?
– Nie tylko tego jednego, włoskiego. Prezes OCZ mówił również o drugim inwestorze, który miałby być wspólnikiem do budowy tzw. centrum senioralnego. To byli równorzędni inwestorzy.

I co teraz?
– Teraz drążony jest kolejny temat.

Czyli który, bo już się pogubiłem? Mówi Pan o budowie centrum senioralnego?
– Będę wiedział po spotkaniu, które się odbędzie, gdzie prezes ma przedstawić koncepcję, alternatywną dla tego, co nie udało się zrealizować. I wtedy się okaże, w jakim kierunku można pójść. To nie takie proste.

Ale coraz trudniej jest dziś obdarzać zaufaniem kolejne koncepcje. Ta z Włochami w roli głównej wydawała się być na tyle zaawansowana, że jej klęska generuje dziś chroniczny brak zaufania do kolejnych. I teraz mówicie: mamy nową. A ja pytam, kiedy wreszcie przejdziecie od słów do czynów, tym bardziej, że czas ucieka?
– Myślę, że błędem było ujawnienie tych planów przed ich sfinalizowaniem. Rozbudziło to nadmierne oczekiwania i nadzieje z których teraz OCZ jest rozliczane. To prawda, że czas ucieka, ale najważniejszą sprawą powtarzam jest utrzymanie bieżącej równowagi szpitala i zabezpieczenie obsady oddziałów szpitalnych w lekarzy i pielęgniarki.

To może dziś trzeba otwarcie powiedzieć, że najzwyczajniej w świecie nie stać nas na te inwestycje i zająć się ratowaniem tego, co mamy?
– Proszę nie dramatyzować. Od początku było wiadomo, że 30 mln zł na inwestycje nie ma, dlatego OCZ szuka partnerów do współpracy. Planować trzeba, trzeba próbować różnych wariantów. Zawsze należy patrzeć na rozwój szpitala perspektywicznie, myśleć o jego rozbudowie. Dla mnie bardzo ważne jest, że szpital jest w trakcie realizacji dużego programu inwestycyjnego za ponad 8 mln. zł, na który składa się zakończona rozbudowa części komunikacyjnej (2,3 mln. zł), realizowane działanie dotyczące modernizacji pododdziału paliatywnego (2,8 mln. zł), realizacja projektu Elektronicznej Dokumentacji Medycznej (2,2 mln zł) a także termomodernizacja obiektu administracyjnego. Wszystko to dzieje się przy udziale środków powiatu oraz środków unijnych i krajowych, które udało się pozyskać. W planie jest zorganizowanie na razie zastępczego, a docelowo stałego lądowiska dla helikoptera sanitarnego. I tutaj wnioskować będziemy o środki finansowe do pana Premiera.

A centrum senioralne, z jakich środków powstanie?
– Jak powstanie, to musi powstać ze środków, które będą wynikiem porozumienia Ostrzeszowskiego Centrum Zdrowia z innym podmiotem działającym na rynku medycznym. Ważne też są inicjatywy ostrzeszowskich prywatnych inwestorów.

Ale jak na razie takiego kapitału nie widać.
– Jak mówiłem jest podmiot, z którym OCZ prowadzi obecnie rozmowy. Ale kliniki w Ostrzeszowie mieć nie będziemy.

To nie tak. Nikt nie oczekuje, że ostrzeszowski szpital zamieni się w klinikę. Mówimy tylko o tym, co usłyszeliśmy wcześniej od was, że istnieje konieczność powstania gabinetów specjalistycznych, że prędzej czy później musi dojść do rozgęszczenia łóżek, że trzeba wybudować nowy blok operacyjny i centralną sterylizatornię… I o tym, że strategiczny partner, który miał się okazać panaceum na wszelkie bolączki szpitala, nagle wycofał się. Gdzie teraz np. będą zlokalizowane poradnie specjalistyczne?
– Docelowo są planowane na dole, tam, gdzie jest w tej chwili oddział chirurgiczny, po jego przeniesieniu. Centralna sterylizatornia spełnia obecnie wszystkie niezbędne wymogi.

Ale gdzie go przeniesiecie, jeśli nie stać nas dzisiaj na rozbudowę szpitala?
– To jest pytanie do prezesa spółki OCZ. Ja uważam, że trzeba szukać opcji, która pozwoli połączyć środki, które można wygenerować z powiatu, ewentualnie kredyt, z pieniędzmi, które trzeba pozyskać na rynku od takich partnerów, z którymi warto współpracować. Zaznaczam, że obecnie wszystkie oddziały i pracownie mają zgodę władz sanitarnych, aby funkcjonować i realizować swoje zadania.

Czyli Powiat jest troszkę pod ścianą, bo jeszcze niedawno był ktoś, kto chciał takie środki zainwestować i nagle tego ktosia nie ma. Czy macie środki na realizację tego zadania?
– Nie można iść w rozbudowę za wszelką cenę. Owszem, w planach OCZ jest rozbudowa szpitala i jak znaleziony zostanie właściwy partner, to będą te plany realizowane. Trzeba szukać partnera, z którym będzie się można na rozsądnych zasadach dogadać.

Już ponoć mieliście i czar prysł – nie ma partnera. I znów będziecie szukać, a za chwilę może się okazać, że drepcząc w miejscu znaleźliśmy się bardzo daleko w tyle.
– Co się może okazać? Może się okazać, że szpital straci płynność finansową i będzie jeszcze większy problem. Najważniejsze to jest jego bieżące funkcjonowanie.

Więc przynajmniej na razie ad acta należy odłożyć plany związane z rozbudową szpitala.
– Nie odkładać a szukać odpowiedniej opcji. Ona się może pojawić za tydzień, za miesiąc, za pół roku.

Tylko że już dość długo obstawaliśmy przy tej jednej, włoskiej.
– Bo partner włoski sprawiał wrażenie bardzo przekonanego, bardzo pewnego i wiarygodnego.

Ale czegoś nie rozumiem. Chcemy wybudować skrzydło, ale nie mamy za co, dlatego ciągle szukamy inwestora. A czy Powiat występował o środki zewnętrzne? W Kępnie w ostatnich dwóch latach udało się im pozyskać 7 mln zł na te zadania.
– Ale pamiętajmy, że szpital kępiński posiada SOR i jest w innym miejscu, niż szpital ostrzeszowski.

A u nas?
– W ostrzeszowskim szpitalu jak już zaznaczyłem jest realizowany zakres zadań inwestycyjnych za kwotę przekraczającą 8 mln zł, a pozyskano prawie 5 mln. My jesteśmy szpitalem, który nigdy nie będzie wielospecjalistycznym lub kliniką.

Czyli o wiele trudniej pozyskać dla niego środki zewnętrzne.
– O wiele trudniej.

Spytam o Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Czy to prawda, że tam na dyżurze są dwie, góra trzy pielęgniarki. I pewnie dlatego pojawiają się skargi na ich pracę, bo przy takiej obsadzie najzwyczajniej nie dają rady. Tam przecież prawie każdy pacjent wymaga bezpośredniej opieki, wsparcia. Tymczasem ci ludzie niejednokrotnie są zostawieni sami sobie. Nie buduje to dobrego obrazu szpitala.
– To jest pytanie do prezesa OCZ. Do mnie żadne skargi nie dotarły. Wiem, że ten pododdział jest bardzo potrzebny, a personel pielęgniarski bardzo się stara o właściwą opiekę. Jest zakontraktowanych przez NFZ 12 łóżek a obsada jest większa.

Ale Kowalskiego nie interesuje, ilu macie pacjentów, a to, jak oni są traktowani.
– Tak. Niestety jednak NFZ stwarza bardzo niekorzystne warunki do funkcjonowania Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych.

I to praktycznie przekłada się na jakość świadczonych tam usług?
– Spotkałem się z opiniami wręcz przeciwnymi. Liczymy na poprawę finansowania tego oddziału przez NFZ. Jest również przyjęte, że na ZOL-u współopiekę nad pacjentem sprawuje rodzina. To bardzo ważne i potrzebne.

A co, jak ktoś nie ma rodziny?
– Wtedy w całym zakresie opiekę sprawuje personel szpitala.

Jakoś nie przekonują mnie utyskiwania, że państwo nie domaga, że nie robi tego czy tamtego. Dla przeciętnego Kowalskiego te tłumaczenia nie mają większego znaczenia. Oni oczekują odpowiedniego standardu leczenia na danym oddziale.
– I słusznie. Ludzie mają prawo wymagać i trzeba się do tego stosować. Każdy chce, żeby bliski, który się znalazł na oddziale miał dobrą opiekę. I szpital musi robić wszystko, żeby tak było. Widzę jednak, że prezes, lekarze i pielęgniarki dokładają starań, aby nasz szpital był przyjazny dla pacjentów. Mamy jednak też kilka powodów do zadowolenia z tej placówki – choćby nienotowana od lat liczba urodzeń dzieci w naszym szpitalu, które świadczy o dobrej marce i dużym zaufaniu do oddziału ginekologiczno-położniczego i jego personelu.

Jerzy Bińczak