Menu główne

Trzeba mieć własne zdanie

Rozmowa z Zenonem Cegłą, burmistrzem Grabowa nad Prosną

Jeszcze kilka miesięcy temu nie mówił Pan „tak” ani „nie” pytany, czy będzie się Pan ubiegał o reelekcję w tegorocznych wyborach samorządowych. W końcu zdecydował Pan, że to już koniec. Czym się Pan kierował?
– W życiu każdego nadchodzi czas, kiedy należy powiedzieć sobie „dziękuję” i odejść na zasłużony odpoczynek. Władzę przekazać innym osobom, które być może inaczej spojrzą na sprawy gminy. W moim przypadku, ostateczną decyzję podjąłem z chwilą ogłoszenia przez premiera Mateusza Morawieckiego terminu wyborów. Mandat burmistrza wykonywałem przez dwie kadencje. Dziś, jak przed ośmioma laty, moje działania są takie same i skupiają się na realizacji założeń programowych, które zadeklarowałem startując na ten urząd. Tak pozostanie do ostatniego dnia mojego zarządzania gminą. Jestem bardzo wdzięczny mieszkańcom za to, że przez te lata ufali mi, powierzając stanowisko Burmistrza Miasta i Gminy Grabów nad Prosną. Zawsze starałem się wsłuchiwać w ich oczekiwania. Teraz jednak nadszedł koniec. Pora zmierzyć się z innymi zadaniami.
W jakim stanie zostawia Pan grabowski samorząd?
– Nie wstydzę się tego, co zostawiam. Przez te lata dużo udało się zrobić, w Grabowie zaszło dużo zmian, co oznacza, że moje przedwyborcze obietnice udało mi się spełnić. Rozbudowano i zmodernizowano obiekty pełniące funkcje społeczno–kulturalne, wybudowano i wyposażono halę i kompleks sportowy „Orlik 2012”, zakupiono i przeprowadzono remont budynku po byłej szkole rolniczej z przeznaczeniem na bibliotekę i Miejsko-Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej oraz świetlicę dla organizacji pozarządowych. Poprawiono też bezpieczeństwo i warunki pracy oraz poziom obsługi interesantów w urzędzie miasta. To tylko niektóre z nich. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkich zadowoliłem, ale – jak doskonale wiemy – nie zawsze jest to możliwe. Myślę, że na to pytanie najlepiej odpowiedzą mieszkańcy, to oni wystawią mi ocenę. Ufam, że będzie ona pozytywna, bo tak oceniam swoje działania na rzecz miasta i gminy.
Każda kadencja ma swoje blaski i cienie. Z perspektywy czasu trudno nie oprzeć się wrażeniu, że te drugie w dużej mierze przesłoniły sukcesy, którymi się Pan dzisiaj chwali. Odwieczna wojna z radą o model funkcjonowania lokalnej oświaty, spór o grabowskie błonia czy o miejskie targowisko… Jak Pan myśli, te spory trwać będą nadal?
– W każdym z samorządów nie jest łatwo, zawsze znajdzie się jakaś sporna kwestia pomiędzy włodarzem a radą, dlatego nie uważam, że w mojej kadencji cienie przesłoniły sukcesy. Takie sytuacje wpisane są w zarządzanie i należy je rozstrzygać, dążyć do kompromisu. Mam nadzieję, że nowy gospodarz Grabowa również będzie potrafił stawić czoła tego typu problemom, a jeśli przydarzą się konflikty, będzie umiał je rozwiązać. Mojemu następcy życzę, by pozostawił gminę nie w gorszym stanie niż ten, w którym ją obejmie.
Niemal przez całą minioną kadencję na sesjach ,,wałkowaliście’’ państwo temat oświaty i jakoś nie udało wam się dojść do porozumienia w tej sprawie. Czy obecny model funkcjonowania systemu oświaty na terenie miasta i gminy zadawala Pana?
– Wraz z wprowadzeniem reformy i przywróceniem 8-klasowych szkół podstawowych problem rozwiązał się sam. Takie szkoły powstały w Marszałkach i Bukownicy. Tu chodziło o dobro dzieci, ale też i nauczycieli. Na dzień dzisiejszy sprawę uważam za załatwioną, trzeba jednak już dziś myśleć perspektywicznie o budowie w Bukownicy sali gimnastycznej z zapleczem przedszkolnym. Przed tym się nie da uciec i przyszła rada i burmistrz to muszą mieć na względzie.
Radni podnosili jednak na sesjach, że koszty funkcjonowania oświaty są zbyt duże. Ile gmina dopłaca w skali roku do oświaty?
– Do 2 mln zł. Nie ma gminy, która by do oświaty nie dopłacała. W oświatę trzeba inwestować, przy takiej subwencji oświatowej nie da się wyjść na zero. Musimy w młode pokolenie inwestować, bo to jest nasza przyszłość.
Ile środków zewnętrznych udało Wam się pozyskać w ciągu minionych 4 lat?
– W 4-letniej kadencji władz udało się pozyskać ze środków zewnętrznych blisko 2 miliony złotych. Co prawda to o około 3 miliony mniej, niż w kadencji 2010-2014, ale należy brać pod uwagę fakt, że pieniądze z zewnątrz coraz trudniej jest pozyskać. Dla nas to i tak duży sukces, że pieniądze te otrzymaliśmy. Środki te pozwoliły nam na wykonanie szeregu przedsięwzięć.
Mało.
– O te środki coraz trudniej zabiegać, ważne też jest, na co chce się te środki pozyskać. Temat infrastruktury jest otwarty, ale opcja rządząca obiecuje też w przyszłym roku wielkie pieniądze na lokalne drogi.
A z której inwestycji jest Pan najbardziej dumny?
– Każda inwestycja cieszy, bo każda jest realizowana z myślą o mieszkańcach. Trudno więc mówić o tym, z której można być najbardziej dumnym. Myślę, że wśród zrealizowanych w ciągu minionych 4 lat przedsięwzięć warto wymienić remont dachu zabytkowego budynku Urzędu Miasta i Gminy. Całkowita wartość tego zadania wyniosła ponad 346 tys. zł, w tym dofinansowanie opiewało na kwotę przekraczającą 210 tys. Ponadto przebudowa Domu Młodego Rolnika w Bukownicy na cele kulturalno-rekreacyjne. Inwestycja ta pochłonęła ponad 140 tys. zł. Nie należy zapominać o budowie i remontach dróg gminnych wraz z infrastrukturą towarzyszącą, które kosztowały około 8 mln, co dowodzi, że grabowski samorząd dba o bezpieczeństwo swoich mieszkańców.
Musi Pan przyznać, że tych inwestycji niezbyt wiele udało Wam się w tej kadencji zrealizować.
– Może w tej kadencji nie było ich aż tak dużo, ale patrząc na dwie kadencji, kiedy byłem burmistrzem, to w sumie udało się bardzo dużo zrobić.
Czy są sytuacje, że kiedy Pan o nich myśli – towarzyszy Panu poczucie klęski?
– Na pewno nie w kategoriach poczucia klęski, bo tak tego nie postrzegam. Przez te lata udało się wiele zrobić, podjęto wiele działań. Mogę jedynie czuć pewien niedosyt, bo chciałoby się zrobić więcej, a niestety z powodu ograniczeń finansowych było to niemożliwe.
Jakie wyzwania stoją przed samorządem Grabowa?
– Przede wszystkim stacje uzdatniania wody w Palatach i Bukownicy i kanalizacja. Jest to temat, który był odsuwany w czasie, ale który trzeba w końcu zrealizować. Chcieliśmy to zadanie zrealizować jeszcze w tej kadencji, udało nam się nawet pozyskać na ten cel 1 mln zł dofinansowania, ale i tak inwestycja ta przerosła nasze możliwości finansowe, bo całe to zadanie miało nas kosztować 9,5 mln zł. Ograniczyliśmy się więc tylko do SUW na Palatach, gdzie zadanie to wyceniono na 5,5 mln zł. Oczywiście będziemy też zabiegać o środki zewnętrzne.
Jak Pan ocenia współpracę z radą miejską. Były momenty, że radni dawali Panu popalić.
– Niewiele jest takich samorządów, że wszelkie tematy i problemy załatwiane są na komisjach i później nikt już nie ma ,,parcia na szkło’’ na sesji. U nas bywało różnie, na komisji było mówione tak, a na sesji czasem się wszystko zmieniało. Myślę, że to jest właśnie ta demokracja i włodarz musi temu stawić czoła, aby wszystko wyważyć i czasami pójść na kompromis. Każdy radny dba o swoje sołectwo i tak się czasami dzieje, że nie patrzy globalnie na całą gminę. I potem jest takie hasło: radny bezradny.
Nie chce Pan jednak być samorządowym emerytem. Ciągnie Pana do Powiatu. Po co?
– Chcę się spełniać na innym polu. Z racji wieku, jak Pan zauważył, emeryta – nie mam zamiaru definitywnie odstąpić od lokalnej polityki. Chcę mieć wpływ na decyzje podejmowane na szczeblu powiatowym i tym samym dalej służyć mieszkańcom okręgu, z którego startuję. Pozwala mi na to moje doświadczenie zawodowe i życiowe, dlatego chcę je wykorzystać i przekazać dalej. Czy mnie wybiorą? To się okaże już za niespełna miesiąc. Jeśli tak się stanie, będę bardzo wdzięczny mieszkańcom. Wówczas będę miał szansę podjąć nowe wyzwania i inicjatywy dla rozwoju naszej małej ojczyzny.
Niektórzy mówią, że marzy się Panu fotel starosty.
– To marzenie, które widzą inni, nie ja. Ktoś kiedyś wyraził takie zdanie i tak oto informacja taka poszła w obieg. Pewnie, jeśli przyszłoby mi zasiąść w fotelu starosty, czemu nie… Wyzwań się nie boję. Kto będzie starostą, będzie wiadomo już za kilka tygodni. To nie pora, by dzielić skórę na niedźwiedziu. Wszystko pokaże czas.
Kiedy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy, przekonywał mnie Pan, że jak w wyborach na burmistrza nie wystartuje 4-5 kandydatów, to to nie będzie Grabów. I co się stało? Mamy jednego kandydata, który tak naprawdę zostanie burmistrzem przez aklamację. To chyba źle świadczy o grabowskiej demokracji, kiedy mieszkańcy nie mają możliwości wyboru.
– Może wprowadzenie dwukadencyjności sprawiło, że dzisiejsi 40-latkowie nie są zainteresowani tą funkcją, bo co będą robić, kiedy w wieku 50-lat będą musieli szukać innej pracy? Nie wiem. Na pewno sytuacja, kiedy startuje tylko jeden kandydat nie jest dobra, tu zawsze było przynajmniej pięciu.
Odchodząc, jakich rad udzieliłby Pan swojemu następcy.
– Żeby miał wizję, chciał i umiał kontynuować rozpoczęte już zadania, na ile mu rada oczywiście pozwoli. I oby miał własne zdanie, bo to jest najważniejsze. To nie jest tak, że ktoś, choćby mieszkaniec, przychodzi do burmistrza i ten mu to czy tamto obiecuje, choć wie, że nie będzie mógł tego zrealizować. Obietnice wyborcze… kiedy już się siada za biurkiem burmistrza, troszkę inaczej to już wygląda, bo środki w budżecie są, jakie są. Oczywiście można mówić, że będziemy zabiegać o środki zewnętrzne, ale też jest warunek, że trzeba mieć własne. Trzeba mieć tę płynność finansową, aby móc w te projekty wchodzić.
Jak Pan będzie wspominał swoją przygodę z samorządem?
– Bardzo dobrze. Pracowałem i w przemyśle, i w szkole… Ten samorząd jest takim dopełnieniem mojej pracy, gdzie w pełni mogłem wykorzystać swoje doświadczenie zawodowe, bo to doświadczenie życiowe i zawodowe posiadałem.
Jerzy Bińczak