Menu główne

PARZYNÓW: Mieszkańcy wsi przez kilka dni byli terroryzowani przez dziwne zwierzę

Puls Tygodnia Kępno

Jest białe, ma kły jak dzik, ryj jak dzik, ale ogon jak świnia. I kwiczy jak świnia – mówili w Parzynowie. Ludzie się ,,tego’’ bali, ale poradzić nic nie mogli. Na nic zdała się zorganizowana w minioną sobotę przez strażaków i policjantów obława. Mimo zaangażowania, ,,to’’ nie dało się zapędzić w kozi róg. – Tyle straży, policja i jakoś mądrego na to nie ma. My wywabiamy, ciągnikami podjeżdżamy… a wszyscy za przeproszeniem dupę wypięli – skarżyli się mieszkańcy. W końcu zwierzę zostało jednak odstrzelone.

Jest białe, ma kły jak dzik, ryj jak dzik, ale ogon jak świnia. I kwiczy jak świnia – mówili w Parzynowie. Ludzie się ,,tego’’ bali, ale poradzić nic nie mogli. Na nic zdała się zorganizowana w minioną sobotę przez strażaków i policjantów obława. Mimo zaangażowania, ,,to’’ nie dało się zapędzić w kozi róg. – Tyle straży, policja i jakoś mądrego na to nie ma. My wywabiamy, ciągnikami podjeżdżamy… a wszyscy za przeproszeniem dupę wypięli – skarżyli się mieszkańcy. W końcu zwierzę zostało jednak odstrzelone.

– To jest białe – tłumaczył jeden z mieszkańców wsi. – Ale to nie ma fachowej nazwy – przekonywał. – Na pewno to nie jest dzik. Ma to co prawda kły, ryj dzika, ogon dzika, ale jest całkowicie białe. I to coś terroryzuje nas już trzy dni – nie ukrywał. – Rano nam zniknęło, to byliśmy szczęśliwi, ale teraz znów się pojawił, gdzieś 50 metrów za moim domem.

LUDZIE SIĘ BOJĄ

Atakuje? – On ciągnie do zwierząt – tłumaczył nasz rozmówca. – Wczoraj na podwórzu, jak pies zaszczekał, to wie pan, my jesteśmy z sąsiadem ,,uzbrojeni’’, a psa to by pożarł. Jak zaczęliśmy go trochę atakować, to on nas też. Pod domem się stawia, ale tak to sobie spaceruje, w gnojowniku się tarza albo leży na łące.
To ,,coś’’ pojawiło się w Parzynowie w sobotę rano. Wtedy też zaalarmowano strażaków, pojawił się policyjny patrol. Próba pacyfikacji zwierza spełzła jednak na niczym.
,,Coś’’ podchodziło też pod miejscowy cmentarz. – Zaczęli go filmować, to też miał jakieś wonty do tych ludzi. Tyle, że przez płot – mówili mieszkańcy. – Dzieci idą na różaniec do kościoła, a to idzie tą drogą co dzieci. To jak się nie bać? – przekonywali.
Ludzie się bali. – Bo jak przyjdzie blisko domu, to co mamy robić? – pytali. W pogotowiu więc mieli widły, szpadle… – Bo jakby przyszło się bronić… My nie wiemy co to jest, czy jest groźne… – argumentowali.

TO NIE YETI

Problem spędzał też sen z powiek wójta Kobylej Góry Wiesława Berskiego, jednak – jak twierdził – nie ma instrumentów, żeby się tym zajmować. – To nie jakieś tam ,,Yeti’’ – przekonywał włodarz gminy. – Nie wolno ludzi straszyć. Ktoś zrobił sobie krzyżówkę dzika ze świnią i biega to po polach, w pobliżu zagród, koło cmentarza – tłumaczył. – Chcieliśmy to schwytać, ale nie da się. To zwierzę pewnie komuś gdzieś uciekło, ale momentami jest agresywne i atakuje, więc nikt nie będzie ryzykował.
Wójt potwierdzał: z wyglądu przypomina świnię, ale ma kły i porusza się bardziej jak dzik. I sierść ma jasną. – Nikt nie będzie ryzykował, żeby zostać poturbowanym przez to zwierzę. Dzwoniłem już chyba wszędzie, dzisiaj (poniedziałek – przyp. red.) jest też u mnie spotkanie w tej sprawie. Chodzi o to, żeby te zwierzę zagonić i uśpić – przekonywał.

DUPĘ WYPIELI?

Tymczasem myśliwi przekonywali, ze problem można by rozwiązać w 10 minut, gdyby tylko powiatowy lekarz weterynarii wydał na piśmie decyzję o odstrzale. – Tyle straży, policja i jakoś mądrego na to nie ma – mówili w Parzynowie. – My wywabiamy , ciągnikami podjeżdżamy… a wszyscy za przeproszeniem dupę wypięli.
Krzysztof Lamek, powiatowy lekarz weterynarii twierdził jednak, że taka decyzja leży w gestii włodarza danej gminy. Powoływał się przy tym na ustawę o ochronie zwierząt. – Z tego co się orientowałem, to to zwierzę jest zdrowe. W gestii wójta jest więc decyzja o jego eliminacji – dowodził. – Tym bardziej, że zwierzę to zbliża się do gospodarstw, jest niebezpieczne. Takie zwierzę należy odstrzelić – przekonywał.
– Zaplanowane jest dzisiaj spotkanie z udziałem przedstawiciela koła łowieckiego i powiatowego lekarza weterynarii – przyznał wójt. – Wtedy podejmiemy decyzję.
Tak też się stało, w chwili oddawania tego numeru do druku dowiedzieliśmy się, że podjęta została decyzja o eliminacji zwierzęcia. Zajęli się tym myśliwi.
JUR



(Kolejny) »



Zostaw odpowiedź

Your email address will not be published. Required fields are marked as *